Blog o tym jak sie rozwiesc z Artystka

February 8, 2009 by rozwodnik

Czarodziejski Pam-flet – czyli jak czerpac z zycia

czerpiac z meza pieniadze, z jednego kochanka czerpiac inspiracje, z drugiego kochanka czerpiac kontakty

(na isnienie wiekszej liczby kochankow Artystki nie mam jeszczetwardych dowodow ale nad tym caly czas pracuje… )

 

August 8, 2008 

 w rolach glownych wystepuja:

Dariusz Mikulski - dyrygent , dyrektor filharmonii walbrzyskiej , prywatnie – kochanek rezyserki Anny Dlugoleckiej, na codzien wydaje mu sie ze swoja paleczka wymachuje samodzielnie- zwany dalej DYREKTOREM www.filharmonia-sudecka.pl

Anna Dlugolecka - podrozniczka, poetka, projektantka mody a odkad ponownie zostala kochanka DYREKTORA takze rezyserka oper, prywatnie – zona DON GIOVANNIEGO przyprawiajaca mu rogi od chwili gdy postanowila zostac artystka, a na codzien – przez nikogo nie rozumiana, biedna artystka z budzetem od glupiego meza SPONSORA, zwana dalej ARTYSTKA

DON GIOVANNI (DG) - frajer, rogacz i filantrop (SPONSOR) wykladajacy kazde pieniadze na pomysly i samorealizacje ARTYSTKI , prywatnie jej maz, na codzien znudzony opowiesciami o drodze do samorealizacji niewiernej zony i jej kolejnych chloptasiach ktorzy potrzebuja kasy.

 

Marszalek Wojewodztwa Dolnoslaskiego - filantrop niemiej naiwny co DON GIOVANNI gdyz przeznacza panstwowe pieniadze na zabawy kochankow (DYREKTORA i ARTYSTKI) w opere, prywatnie calkiem rowny gosc zwany dalej MARSZALKIEM – bedzie adresatem tej sztuki na rowni z mediami

 

devil-bannernew

 

    

  
                                           

  

 

       

 

                                        SCENA 1 i nie ostatnia

 

 

Niedziela 20.04.2008 godz 14.25 czasu srodkowoeuropejskiego

DG przebywajac chwilowo poza granicami kraju dowiaduje sie , ze do jego domu pod Warszawa wdarla sie wlasnie ARTYSTKA w towarzystwie DYREKTORA
i na oczach zdumionego i zaskoczonego chlopca opiekujacego sie domem DG , zaczela wynosic dokumenty firmy nalezacej do DG. DYREKTOR (PAN) aby nie pozostawac
w tyle za swa kochanka zabral ze soba i zapakowal do samochodu ARTYSTKI (oplacanego przez DG) komputer nalezacy oczywiscie do firmy DG.
DG , jak juz ochlonal ze zdumienia bezczelnoscia i glupota kochankow (rozumiejac calkiem dobrze ich motywy i desperacje , gdyz odmowil finansowania kolejnych pomyslow
operowych) poprosil ARTYSTKE grzecznie w smsach (gdyz jest czlowiekiem praktycznym oszczedzajacym glownie na sobie) aby odwiezli z powrotem ukradzione rzeczy (w koncu to
przeciez i tak ich nic nie kosztuje bo za paliwo placi DG) – uslyszal , ze teraz maja go w reku i jesli nie spelni ich zadan to nie tylko skonczy w wiezieniu ale nigdy wiecej nie zobaczy
swojej corki , ktora ma niestety z ARTYSTKA (dowody na glupote kochankow w postaci smsow wkrotce do przeczytania na podstronie a tymczasem do wgladu w telefonie DG).
DG przyzwyczajony przez ostatnie lata do podobnych wystepow ARTYSTKI postanowil zglosic w/w historie na policje oraz przeslac niniejszy “scenariusz” do wszystkich mediow
i instytucji zainteresowanych ‘popieraniem” sztuki w polsce a takze publikowac w internecie we wszystkich mozliwych miejscach ku przestrodze potencjalnych SPONSOROW.

 

 

a oto sakramentalne slowa Artystki przeslane Don Giovanniemu  (zapewne z wdziecznosci za wszystko co zrobil aby mogla realizowac swoje marzenia) :

  

  

  

                     

Skomentuj mnie

 
     

 

A teraz historia od poczatku )

 

 

        WPROWADZENIE

  

  

 … jest to blog o milosci i zdradzie , o marzeniach i nieograniczonych mozliwosciach jakie posiadaja w sobie ludzie oraz nieskonczonej ich glupocie

 …jest to blog ku przestrodze wszystkich ktorzy chca w jakis sposob zlaczyc swoje zycie z artystami (kogo kolwiek to slowo okresla) …..

 …jest to blog ku przestrodze wszystkim ktorzy zyja marzeniami , aby zanim zaczna je realizowac sprawdzili czy ta druga osoba obok ma marzenia podobne…..

 …jest to blog w ktorym bede pisal o przygodach i podrozach, miernym polskim swiecie mody i jego bohaterach, o zgnilym swiatku polskiej opery i o wszystkim co nas otacza a czego ja osobiscie „dotknalem“ co daje mi prawo do wydawania teraz osadu J bo wczesniej wydawalem na to wszystkie pieniadze L.

 …jest to forma, ktora da fundament dla historii, ktora wydam w formie ksiazki a ktora napisze siedzac w wiezieniu do ktorego najchetniej posadzilaby mnie bohaterka tego blogu za to ze zrezygnowalem z finansowania jej marzen i kolejnych kochankow , za to ze osmielilem sie chciec zyc inaczej czyli …………normalnie

 

                         BOHATEROWIE

                (potem dojda jeszcze inni )

 

 Anna Dlugolecka – „zona w stanie rozwodu“  z wyksztalcenia – kosmetyczka, „licencjonowany menager“ a poza tym: projektantka mody, podrozniczka, poetka, grafik, fotograf a ostatnio takze rezyserka, scenograf (w jednej osobie) oper Mozarta jednym slowem kobieta renesansu zwana w blogu ARTYSTKA w wyjatkowy na skale swiatowa sposob umiejaca roztrwonic kazde zarobione przez jej oficjalnego (jeszcze niestety) meza pieniadze …. oczywiscie w imie „sztuki“…. 

 

 

 

 

 

 

DON GIOVANNI (DG) – narrator, na codzien na papierze (jeszcze niestety) maz Artystki, zwany w blogu DON GIOVANNIM (DG) w chwili obecnej probujacy ulozyc sobie jakos zycie z dala od wielkiej „sztuki“ oper, mody i wszystkiego tego co finansowal przez ostatnie 5 lat….

 

 

 

 

 

 

Dariusz Mikulski – obecnie jeszcze dyrektor w Filharmonii Walbrzyskiej i staly (bardziej lub mniej ale za to od 15 lat) kochanek Artystki , wprowadzajacy ja od 3 lat w arkana sztuki operowej zwany dalej w blogu DYREKTOREM

 

 

 

 

Maciek Malicki –  kochanek Artystki, ktory z braku  pomyslu na zycie zostal misjonarzem i ‚krolem Zimbabwe“, (koles), ktory za pomoca strony internetowej skutecznie zwabia zadne ‚afrykanskich przygod“  kobiety z polski na swoja misje w Bulawayo (Zimbabwe), wyznajacy zasade ze w zyciu liczy sie tylko „sex,drugs & rock’n roll“ a przyjaciel to dla niego gosc co kase pozycza lub wodke stawia… zwany dalej w blogu MESJASZEM

 

 

 

 

 

 

 

 
     

                                  POCZATEK

      czyli : ..w zyciu licza sie tylko marzenia !!!!!!!

 

…tak wiec zacznijmy od poczatku ….

a na poczatku byl…..chaos J (oczywiscie) datowany na rok 2003,

kiedy to po totalnej finansowej plajcie wspolnej (DG i Artystki) firmy, pewnego dnia

Artystka oswiadczyla Don Giovanniemu :

„…mam dosc interesow i prowadzenia firmy, ty rob co chcesz, ja wracam do swoich marzen i jesli ma mi sie udac w zyciu je zrealizowac to zrealizuje je zaczynajac od zera…“

(a tymi marzeniami bylo projektowanie ciuchow) .

PIEEEEKNE !!!!!!

…zwlaszcza , ze Don Giovanni pozostal bez jakiejkolwiek gotowki, z dlugami w wysokosci 1,5 mln zl i zagrozonym przez komornikow domem….

Jednak w mysl zasady … baba z wozu , koniom lzej… zobaczyl swiatelko w tunelu, ze prowadzac interesy tylko po swojemy da rade wyjsc na prosta….

 Artystka tymczasem rozpoczela studia w „szkole“ projektowania ubioru, tej samej co nasi „wielcy kreatorzy mody“ i zrobila dyplom w postaci pelnowymiarowego, niezaleznego (jedynego jak sie okazuje w tej formie w historii tej „szkoly“) pokazu mody.

Inspiracja dla stworzenia dyplomowej kolekcji, ktora nazwala „wykluczenia“ byla muzyka KADHJA NIN (Burundhi) a na miejsce dziania sie „akcji“ zostala wybrana AGORA siedziba Gazety Wyborczej. 

Pokaz zostal sfinansowany (oczywiscie w calosci) przez Don Giovanniego.

 Po bardzo dobrej krytyce z jaka spotkal sie pokaz, przychylnymi recenzjami w prasie Don Giovanni zaczal juz wierzyc ze inwestowane kazdego dnia pieniadze w marzenia Artystki maja szanse na skapitalizowanie w przyszlosci.

 

(kiedys, w wolnej chwili opisze kulisy powstawania tego pokazu na terenie zarezerwowanym dla 2 polskich krawcow czyli duetu Brzozowski z Paprockim)

 

 

I oto ta wolna chwila nadeszla w Swieta Wielkanocne 2009…

 

 

Miejsca na Pokaz szukalismy bardzo dlugo. W koncu to mial byc debiut nie tylko

projektantki ale takze calej organizacji w przygotowaniu i wyprodukowaniu takiego

iventu.

Wczesniej co prawda, DG prowadzil rozmowy z agencjami „wyspecjalizowanymi“

w tego rodzaju imprezach ale zadna z nich w rozmowach nie byla wystarczajaco

przekonywujaca, ze bedzie w stanie zrealizowac pomysly projektantki.

Generalnie wszyscy na rynku prezentuja podobne podejscie do tematu.

Czyli najpierw budzet (najlepiej ok 200.000 zl – rok 2003) a potem to niech

projektant przyniesie co tam ma a oni sami sie wszystkim zajma.

I niestety tak to wyglada co wielokrotnie mozna obserwowac do dnia dzisiejszego na

„pokazach mody czolowki polskich projektantow“. Brak jakiejkolwiek spojnosci

pomiedzy kolekcja, miejscem, scenografia, muzyka i nawet catheringiem czy

sponsorami.

 

Czysta amatorszczyzna, wiec DG postanowil jako poczatkujacy (a nie

zaawansowany) amator wyprodukowac cos co mialo sie nazywac POKAZEM

MODY.

  

Tak wiec debiut na calego !

Tym bardziej bolesny, ze za wlasne absolutnie pieniadze.

Strony pozytywne : nie trzeba bylo z nikim omawiac zadnych swiadczen wzajemnych

i wysluchiwac „ genialnych“ pomyslow typu umieszczenie logo sponsora w swietle

glownej kamery oraz mozna bylo przesunac lub odwolac impreze bez zadnych

konsekwencji.

Mimo wszystko presja psychiczna byla bardzo duza, bo przeciez branza i temat nowe.

Tyle ze zasady marketingu wszedzie sa takie same.

  

Poniewaz kolekcja nosila nazwe WYKLUCZENIA i skierowana do kobiet

czytajacych Wysokie Obcasy dodatek do Gazety Wyborczej wybor wstepnie padl na

siedzibe AGORY.

Mialo to takze pomoc przy patronacie medialnym ze strony Gazety a przynajmniej

WYSOKICH OBCASOW.

Kolekcja miala przypomniec zapomniane wloczki i welny, pokazac ze mozna z tego

uczynic nie tylko niesmiertelne sweterki ze wzorkiem typu warkocz lecz mozna temat

potraktowac calosciowo pomimo wykluczajacych sie „wg naszych przyzwyczajen“

aspektow welny.

Tak wiec wloczka do pracy i do domu, wloczka na wieczor a nawet do slubu.

  

 

Nawet stringi byly z welny .

 

Totalny welniany odlot. !

Do tego polaczenia z jedwabiami, nie spotykane do tej chwili w „modzie“.

Kazda „sukienka“ z kolekcji powstala w wyniku osobnej historii, przemyslen i

posiadala swoje wlasne zycie.

Z posrod 50 kilku projektow przygotowanych na te okazje, projektantka ostatecznie

wybrala 33 (liczba na poczatku wydawala sie przypadkowa) .

Jak juz wczesniej pisalem, powstawaniu kolekcji towarzyszyla muzyka KHADJA

NIN, ktora nadala calosci jakis taki „afrykanski“ charakter.

Cholera jasna ! gdzie cos takiego mozna by pokazac ? – zastanawial sie DG

Muzeum etnograficzne ? a moze jakas knajpa o podobnym „zacieciu“ ?

Ostatecznie wybor padl na siedzibe Agory (wydawce Gazety Wyborczej).

I zlozylo sie doskonale ! bo skoro wykluczenia to wykluczenia ! bez przesady

 

oczywiscie 

 

Budynek AGORY jest architektonicznie genialny a w srodku fantastyczna sala typu

loft, jak najbardziej pasujaca swym surowym charakterem do koncepcji pokazu.

DG podpisal wiec szybciutko umowe na przeprowadzenie imprezy z administracja

AGORY i mozna bylo zaczac przygotowania do pokazu.

Poniewaz kolekcja byla gotowa potrzebne byly modelki.

  

W pierwszym odruchu zwrocilismy sie do kilku agencji modelek o pomoc

zaznaczajac, ze budzet mamy ograniczony i jestesmy „debiutantami wsrod

 

amatorow“ .

 

Na casting zjawilo sie kilka pan i po 15 min niezbyt przyjemnej atmosfery podjelismy

decyzje, ze skoro my jestesmy amatorami i promowac bedziemy naturalnosc

materialow i zachowan to najlepiej jak wezmiemy amtorki czyli dziewczyny jak to sie

mowi brzydko z ulicy.

Zabawa byla swietna przy nauce „chodzenia i choreografii“. Doskonala byla

atmosfera. Nie bylo miedzy nami zadnych gwiazd, nie bylo dasow ani pomyslow

z boku. Dziewczyny byly niezwykle otwarte zaangazowane i skupione na realizacji

wizji projektantki i zeby przy okazji „nie zabic sie na wybiegu“.

Sprawa kolejna to partnerzy medialni.

Tutaj po raz pierwszy DG odbil sie od sciany okalajacej polski swiatek mody.

Patronat prasowy zaproponowal oczywiscie WYSOKIM OBCASOM, natomiast

odpowiedz ktora uslyszal spowodowala, ze utwierdzil sie w przekonaniu, iz mozna

isc swoja droga skutecznie, nie trzeba wchodzic w stado i potem na sile sie usmiechac

czy poklepywac i to po pupie najlepiej.

Otoz redaktor naczelna WYSOKICH OBCASOW w odpowiedzi na propozycje

objecia patronatem prasowym pokazu udzielila reprymendy wprost do sluchawki DG

slowami :

„… wybierajac na miejsce swojego debiutu AGORE , pani Dlugolecka wytoczyla zbyt

duze dzialo, a WYSOKIE OBCASY maja przeciez swoich wlasnych projektantow na

etacie i w tym samym dniu beda mieli oni takze pokaz…“

Oznaczalo to ni mniej ni wiecej tylko, ze zorganizowali celowo tego samego dnia

pokaz wystraszeni, ze ktos obcy wchodzi na ich teren.

Mysleli slusznie i dzieki sile swojej gazety odebrali naszemu iventowi wieksza czesc

dziennikarzy, ktorym nie wypadalo nie przyjsc na pokaz polskich dolce & gabbana.

Swoja droga ja bym sie obrazil gdyby ktos przyrownywal mnie do kogos, bo oznacza

to ze brak mi wlasnej tozsamosci, oryginalnosci, autentyzmu.

 

Brzozowski z Paprockim sie nie obrazili .

 

Wracajac do redaktor naczelnej……

…..coz na takie stanowisko ze strony WYSOKICH OBCASOW, DG nie byl

przygotowany i nie bylo planu B. Wiec do pokazu przystepowalismy bez patronatu

prasowego.

Za reklame robily spoty w RADIO PIN (ktore bardzo pozytywnie reagowalo na tego

typu inicjatywy – teraz juz sie niestety zmanierowali).

Zaproszenia zostaly wyslane do dziennikarzy zwiazanych ze swiatem mody lub

piszacych o sprawach waznych dla kobiet.

Nikt z nas nie zamierzal jednak do nich dzwonic, blagajac aby raczyli przyjsc, jak to

jest podobno w zwyczaju.

Wyszlismy z zalozenia, ze ci najbardziej wartosciowi i otwarci trafia i tak do nas.

Przeciez po kolekcji Brzozowskiego z Paprockim wiadomo z gory czego mozna sie

 

spodziewac tzn . dobrego catheringu .

 

Problem kolejny to rejestracja pokazu na potrzeby telewizji. Tutaj DG poszedl po

bandzie i zatrudnil profesjonana ekipe z jednej z czolowych polskich stacji tv.

Ekipa byla super… tyle ze krecila wg swojej metody (a nie sugestii i oczekiwan

projektantki) i w efekcie pomimo 4 kamer nie bylo materialu do zmontowania.

Niemniej montazysta wykazal sie pelnym profesjonalizmem i wspolnie udalo sie cos

tam sklecic na porzeby archiwalne. Niestety material nie nadawal sie do tv wiec

kolejna wpadka.

Tych wpadek bylo potem cale morze, a nawet ocean.

W trakcie przygotowan do pokazu podczas rozmow z jednym ze znajomych, ktory

przebywal czasowo w RPA, zwrocil nam on uwage na Ambasador RPA w Polsce, iz

jest to cudowna kobieta i mozna ja zainteresowac iventem skoro to ma cos wspolnego

z Afryka.

  

I tak sie stalo. Po przebrnieciu przez wiele „bramek“ Ambasady, DG udalo sie

umowic na spotkanie z Pania Ambasador, ktora ku radosci wszystkich przyjela

zaproszenie i objela patronatem POKAZ.

Dzien POKAZU zblizal sie nieuchronnie, mniej wiecej wszystko bylo dopiete

(oczywiscie mniej niz wiecej) brakowalo nam tylko butow dla modlek.

Bylo ciezko. Projektantka nie zaprojektowala specjalnych butow do swojej kolekcji i

dobranie czegokolwiek z tego co bylo dostepne na rynku okazalo sie prawie

niemozliwe. W koncu po kilku dniach szukania udalo sie od biedy cos znalesc.

Obuwie w odpowiednim rozmiarze i kolorystyce zostalo zamowione do

wypozyczenia na nastepny dzien i wlasciwie POKAZ mozna bylo zaczynac.

 

POKAZ MODY WYKLUCZENIA

  

Poranek byl jak to kazdy poranek, nic szczegolnego zwlaszcza po kolejnej

nieprzespanej nocy, wiec juz po wypiciu drugiego litra kawy, DG jako tako patrzyl na

swiat.

Przedpoludnie przynioslo „z gory oczekiwana“ wpadke pod tytulem buty !

Oczywiscie nie przyjechaly na czas i okazalo sie ze jeszcze wogole nie sa

przygotowane do wysylki.

Wiec DG w sposob dla siebie tylko mozliwie uprzejmy w takiej sytuacji, podziekowal

za wspolprace i oswiadczyl projektantce, ze butow nie bedzie i modelki ida na

bosaka. Po chwili milczenia przerywanej jedynie krotkimi wykrzyknikami

wskazujacymi na to ze projektantka sprawdza czy nie zapomniala „podstawowych“

polskich slow, stwierdzila, ze to i dobrze bo i tak nie do konca pasowaly i nie byly jej

projektu, wiec wyszlo jak zwykle na dobre.

  

I tym oto sposobem pozbylismy sie ciezaru odpowiedzialnosci za mienie ktore moglo

ulec zdeptaniu.

Godzina zero zblizala sie sie nieuchronnie.

Za kulisami czy jak to sie teraz modnie nazywa na „back stage’u“ modelki nerwowo

przymierzaly kolejne przeznaczone dla nich „sukienki“ (slowo kreacja tak jak i moda

zostaly wyrzucone ze slownika projektantki) i w napieciu oczekiwalismy na

przybycie fryzjerow.

Byla godzina 16 (pokaz mial sie zaczac o 19) a one ciagle jechaly !

Na uczesanie 13 modelek przez 2 fryzjerow to troche malo czasu. Na szczescie dzien

wczesniej koncepcja fryzur zostala omowiona, szkoda tylko ze zabraklo czasu na

zrobienie chocby jednego probnego uczesania.

W koncu sa ! przyjechaly ! Jest godz 17 ! od razu ochoczo zabraly sie do pracy a my

kontyuowalismy szlifowanie chodzenia po wybiegu.

Wybieg i krzeselka na widowni byly dokladnie na tej samej sali co garderoba

oddzielone od siebie jedynie parawanem z materialu.

Oznaczalo to, ze w czasie pokazu na zapleczu powinna panowac kompletna cisza a

modelki podczas przebierania sie nie powinny nawet oddychac.

Wybieg tez sobie wymyslilismy !!!!!!!!! W ksztalcie litery U !!!!!!! Cholera !!!!!!

Nalezalo zadbac aby w czasie pokazu w kazdej czesci wybiegu w tym samym czasie

znajdowala sie przynajmniej jedna modelka. Trzeba to jeszcze bylo zgrac jako tako

z frazami w muzyce i wlasciwie bylismy gotowi.

  

O godz 18.30 zgodnie z zalozeniami firma catheringowa rozstawila stoly,

przygotowala przekaski i napoje i byla gotowa do akcji.

Ekipa tv rozstawila sie ze sprzetem i WTEDY okazalo sie ze dysponujemy zbyt mala

 

iloscia swiatla aby dostatecznie doswietlic caly wybieg !!!!!!!!!!!!!! .

 

A przeciez byli dzien wczesniej i nie chcieli zrobic proby bo wszystko mialo byc ok,

mieli miec ze soba dostatecznie duzo sprzetu. !!!!!!!!

Godzina 19 dochodzi spokojnie (na zegarze).

Za szklanymi drzwiami oddzielajacymi sale na ktorej mial sie odbyc pokaz od

korytarza widac bylo zbierajacy sie tlumek ludzi.

Powinnismy wlasciwie juz zaczac ich wpuszczac, i DG nie mial juz nawet czasu na

dyskusje z ekipa tv gdy zza kulis dobiegl RYK projektantki.

W chwile potem wszystkie modelki rzedem pedzily do toalety po czym w jeszcze

wiekszym pedzie wracaly z zupelnie mokrymi wlosami do garderoby.

UPS – pomyslal DG – chyba fryzjerki „daly ciala“ !

Po chwili zza zaaranzowanego na potrzeby pokazu parawanu dobiegl odglosc

przeogromnego warczenia suszarek do wlosow. Niestety dyponowalismy tylko

trzema suszarkami wiec pozostale dziewczeta suszyly sobie wlosy recznikami, przed

podmuch z wlasnych pluc wycieranie o sciane lub szybkie bieganie.

No nie w takich warunkach nie da sie wpuscic na sale gosci.

DG wyszedl wiec radosnie do GOSCI i oswiadczyl im, ze wszystko jest ok, czekamy

na glownego goscia tj. Pania Ambasador i ze jak to w takich wypadkach bywa

zaczniemy zgodnie z terminem czyli ok 30 min pozniej.

Na pocieszenie poprosil aby wszystkich gosci poczestowac winem i powrocil na sale.

Wziawszy na siebie odpowiedzialnosc za multimedia, postanowil dla proby

wyemitowac spoty turystyczne dostarczone przez Ambasade RPA i wtedy……………

I wtedy…………………………….. wysiadl komputer sterujacy tym calym badziewiem !!!!!

Nie bylo swiatel, nie bylo muzyki, nie bylo filmow reklamowych za to byl SIWY

DYM z komputera !!!!!!!!.

DG nie wierzyl wlasnym oczom. Prawo Murphiego dziala !!!!!!! gdyby DG mogl w

danej chwili cofnac sie do przeszlosci do dopadlby ojca Murphiego i sklonil do

zostania geyem.

Ale poniewaz nie mogl akurat wtedy przeniesc sie w czasie a GOSCIE na korytarzu

rozpijali kolejna kolejke (isnialo niebezpieczenstwo ze wypija caly alkohol zanim sie

pokaz zacznie), DG rozpaczliwie podlaczyl swojego laptopika i postanowil

przejechac cala impreze na recznym sterowaniu.

Jego przerazenie nie mialo granic. Modelki za plecami lataly jak popazone. Goscie za

drzwiami ledwo juz trzymali sie na nogach, gdy do mozgu DG dotarla informacja

podana mu przez interkom 15 minut wczesniej, ze oto przed drzwi zajechala limuzyna

i Pani Ambasador czeka w samochodzie.

SHIT,SHIT,SHIT – DG nawet nie zdazyl sie przebrac w jakis odpowiedni ciuch, wiec

podal tylko przez intercom aby Pania Ambasador przytrzymac , Gosci wpuszczac,

swiatlo przygasic i bojac sie nawet spojrzec za siebie aby skontrolowac co sie dzieje

w garderobie wykrzyknal : CISZA – ZACZYNAMY !

W przestrzen sali otulona polmrokiem poplynely pierwsze takty muzyki i Goscie (juz

w doskonalych humorach na widok krzeselek) usadawiali sie wokol wybiegu.

Pani Amasador zmeczona czekaniem przyjszla sama, za co DG postanowil byc JEJ

dozgonnie wdzieczny.

I wtedy stala sie rzecz straszna. Poniewaz polmrok byl zbyt polmroczny i DG nie

widzial swojego komputera a za jego plecami co chwila slychac bylo odglosy

wpadajacych na siebie modelek, poprosil cichutko do intercomu aby zapalono czesc

swiatel w „garderobie“ . Poprosil raz , poprosil drugi raz poprosil trzeci raz i okazalo

sie ze elektryk dyzurny wyszedl na papierosa !!!!!!!!! DG zmowil tylko za niego

paciez i poprosil Boga aby tamten cygara nie palil i rozpoczal pokaz w kompletnych

ciemnosciach.

No, nie byloby w tym nic strasznego gdyby nie fakt, ze slowo wstepu miala

powiedziec Pani Ambasador , a ona dosc ciemnej karnacji byla , w prostej linii od

ZULUSOW (chyba) …..

I tak jak muzyka dobiegala niewiadomo skad, tak i piekne slowa wypowiedziane

przepiekna angielszczyzna rozeszly sie po calej sali i nikt z Gosci nawet nie

zauwazyl, ze Pani Ambasador wstala i usiadla, ale na szczescie brawa bili……

I wtedy pokaz sie zaczal ….. cisza…. niesamowite jaka byla cisza…….. i zaczal padac

deszcz…

to SHINA VODJANI swoja kompozycja wprowadzila nas w nastroj rownikowej

ulewy po czym silny spot rozswietlil pierwsza modelke na wybiegu….. POSZLO….

Angelika przywitala swoim usmiechem wszystkich przybylych i cala machina na

pozwiazywanych na sznurki trybach ruczyla do przodu i juz bez zatrzymania dobiegla

do konca.

  

Podczas finalu pokazu , kiedy modelki wszystkie razem dziekowaly Gosciom i

schodzily z wybiegu tetno DG osiagnelo 250 uderzen/ minute a nad jego glowa unosil

sie oblok pary wodnej.

Gdy ostatnia modelka opuscila wybieg, DG wlaczyl muzyke, ktora miala juz do

konca imprezy towarzyszyc GOSCIOM i osunal sie bezwladnie na podloge.

„ Hmmm , jak cudownie ! – pomyslal – ‚“ nigdy k..wa WIECEJ“

„ no i co teraz ? wyjsc do Gosci by wypadalo…. a tu taka porazka, taka wtopa, taki

wstyd…. no i do tego jeszcze trzeba lyknac te zabe patrzac w oczy Pani Ambasador…

fuck, fuck,fuck…..!

wypil wiec dzielnie drinka, ktorego mu w miedzyczasie przyniesiono myslac ze

omdlal biedaczek, zebral sie w sobie i przygotowany na najgorsze ruszyl wraz

z projektantka do GOSCI.

Tu przerwe… nie bede pisal, chcialbym jakies zdjecie z imprezki po pokazie

zamiescic ale wszystkie zabrala artystka, wiec jesli dysponujecie chociaz jednym

zdjeciem , przeslijcie prosze …. zamieszcze.

Ku mojemu zdumieniu po pokazie, na ktorym bylo dosc sporo dziennikarzy,

projektantka dostala swietna krytyke, a artykul o niej i kolekcji pokazal sie jako

pierwszy w Gazecie Wyborczej przed artykulem z pokazu Brzozowskiego

z Paprockim.

Pieknie napisali.

Kolekcja tez byla wg opinii DG „handlowa“ i juz widzial oczami wyobrazni jak to

wykreowana przez niego projektantka wymieniana jest pomiedzy najwiekszymi tego

swiata GUCCI, YSL, Donna Karan …. ech

  

Przebudzenie nadeszlo juz dnia nastepnego po pokazie , kiedy to projektantka

oswiadczyla, ze nie zamierza sprzedawac zadnych z tych rzeczy, bo sa one dla niej

zbyt osobiste a poza tym ma juz w glowie cala mase innych projektow i pomyslow,

wiec wymyslanie przez DG masowej produkcji to jakas bzdura i to ja tylko zatrzyma

 

w rozwoju artystycznym. 

 

Dg oblizal sie wiec tylko smakiem i z ciekawoscia przygladal sie dalej „rozwojowi

artystycznemu projektantki“.

 

DG (19:59)

Skomentuj mnie

     

  

 
     

 

                             Przystanek AFRYKA

 

Po pokazie Artystka przegladajac kolejny udostepniony jej (przez Ambasade RPA) album ze zdjeciami, zobaczyla zdjecie kobiety z ludu Ndebele i zafascynowana jej spojrzeniem postanowila dotrzec do tej wlasnie konkretnej wioski w bushu i poznac jej historie.

Co za piekne marzenia !

Interesy Don Giovanniego szly coraz lepiej ale nie na tyle jeszcze dobrze aby finansowac tego typu eskapady , wiec dla swojego pomyslu Artystka potrzebowala innych sponsorow.

A ze projekt tego wyjazdu zrobila ogromny (bo miala jej towarzyszyc ekipa filmowa i mialy byc realizowane odcinki dla telewizji), Don Giovanni chcac nie chcac wyruszyl na poszukiwanie partnerow.

Po dziesiatkach spotkan, hektolitrach wypitej kawy i drinkow, w koncu znalazla sie korporacja gotowa sfinansowac projekt.

Radosc nie trwala jednak zbyt dlugo.

Na miesiac przed planowanym ruszeniem w droge, ktos na szczeblu miedzynarodowym korporacji dopatrzyl sie, ze ich polityka reklamowa zabrania skojarzen z Afryka i w sposob wg siebie bardzo delikatny i politycznie poprawny, wycofali sie z projektu.

 Rozpacz Artystki nie miala granic.

 

Jej objawy to :

 

- morza wylanych lez,

- zlorzeczenia na caly swiat,

- obwinianie o wszystko Don Giovanniego

- brak przejmowania sie czymkolwiek (dom,rodzina)

- uzaleznienie totalne od internetu…

Bylo to zachowanie, ktore powoli wchodzilo w krew Artystce i stosowala go coraz czesciej w „walce o prawo do swojego“ z nic nierozumiejacym, tepym kapitalista Don Giovannim.

 

      „Ptak Ciernistych Krzewow“

 

Spedzajac cale dnie i noce w internecie Artystka poznaje swojego „zbawiciela“ Mesjasza, ktory roztocza przed nia wizje poznawania Afryki jaka niedostepna jest przecietnym nudnym turystom.

 

 

 

obrazek-11

 

Artystka nie jadla, nie zajmowala sie ani dzieckiem ani domem tylko planowala wyjazd do Mesjasza.

Pewnego pieknego dnia powiedziala Don Giovanniemu, „…ze to i dobrze ze poprzedni partner wycofal sie z projektu, bo dzieki temu poznalam misjonarza, ktory pokaze mi Afryke taka o jakiej marzylam…, … i ze on jak nikt inny rozumie MOJA sztuke i MOJE projektowanie i jade do niego natychmiast !!!! …“

 

 

 

 

 

Widzac na co sie zanosi, chcac chronic dom i rodzine DG tlumaczyl, ze artysta aby nie stoczyl sie do rynsztoka musi miec za soba rodzine ktora go wspiera ,

ale zeby ta rodzine utrzymac artysta musi dac tej drugiej osobie poczucie bezpieczenstwa w zwiazku, bo inaczej nie wytrzymaja tej proby.

 

Prosil, blagal wsciekal sie , wszystko na nic…

… bo wg Artystki – „… to sa jakies bzdety o jakich on mowi i jesli ma jakis problem to musi sobie z tym sam poradzic bo ona nie zamierza tracic na to czasu

 

- bo przeciez jej wartosci , jej sztuka sa ponad zwykle problemy zwyklych smiertelnikow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!…“

 

Jednym slowem gdy Artystka cos postanowi to tak ma byc i juz !

Na przeszkodzie do wyjazdu nie stanely tez ani ich mala czteroletnia corka ani brak pieniedzy na wyjazd.

Artystka pozyczyla pieniadze na wyjazd od przyjaciolki i poleciala …. na spotkanie Mesjasza.

Jak sie pozniej okazalo Artystka i Mesjasz zakochali sie w sobie juz przez internet i w w wymienianych miedzy soba emailach i smsach zapewniali sie goraco o swoim uczuciu.

 

Niestety ochrona prywatnej korespondencji uniemozliwia mi opublikowanie posiadanych dowodow w postaci emaili i smsow, ale pracuje nad tym …. 

 

Don Giovanni natomiast, zamiast splacac dlugi i zalegle podatki musial zwrocic pieniadze sponsorce Artystki.

 

 Pierwszy krok na Czarnym Ladzie – Bulawayo (Zimbabwe)

 

Po wyladowaniu w Bulawayo , Artystka przysyla smsy pelne zachwytow nad urokiem Afryki i  ludzi tam mieszkajacych a po krotkim czasie wyrusza razem z Mesjaszem w droge do RPA-  do wioski ludu Ndebele (tej ze zdjecia w albumie).

 

 

f10100111

 

gdzie Mesjaszowi dane bylo dotknac branzy mody …. doslownie :)

 

 

f1010001

 

ciekaw jestem tych argumentow…..

 

f1010005

 

 

hmmmmm, chyba jednak ona to ubrala …… :)

Tak wiec podroz oczywiscie udalala sie znakomicie i po powrocie do Buyo (skrot od Bulawayo), Misjonarz wraz ze swoja zblakana owieczka wyruszaja razem natychmiast nad wodospady Wiktorii.

 

Sielanka tak otumanila Artystke, ze przyslala smsa do DG :

…. tu jest cudownie ! sprzedawaj wszystko ! przeprowadzamy sie !…

To stwierdzenie „sprzedawaj wszystko“ dotyczylo ich domu i oczywiscie bylo poboznym zyczeniem Artystki, bo dom zostal wystawiony na licytacje i w oststniej (doslownie) chwili DG uniemozliwil jego  sprzedaz przez komornika co nie oznaczalo jeszcze uwolnienie go na dobre z rak wierzycieli.

 

DG odpisal wiec „radosnie“ zeby bawila sie dobrze, ze on sobie jakos radzi i ze jest to nawet jakies wyjscie w ich beznadziejnej sytuacji finansowej skoro zycie w Zimbabwe jest taaaaakie tanie no i taaaaaaaaakie interesujace !

DG zgodzil sie wiec na poszukiwanie domu do wynajecia w Bulawayo i przeprowadzke do Afryki, wiec Artystka dzielnie zabrala sie za organizowanie zycia na Czarnym Ladzie.

Jak sie okazalo za kilka tygodni po jej powrocie, organizowala SOBIE zycie.

Jej powrot z Zimbabwe byl osobliwy.

 

Wrocila ale tylko cialem i nawet to cialo wyrywalo sie z powrotem od pierwszej chwili z powrotem do ………….. „nowego“ .

 

Witajac Artystke na lotnisku DG odniosl wrazenie ze obca kobiete spotkal, wiec na awanture nie trzeba bylo dlugo czekac …..

no i na dalszy ciag …..

od tej chwili nasza rodzina powiekszyla sie o Mesjasza , ktory byl na sniadanie , obiad i kolacje ….

i w kazdej sekundzie po powrocie Artyski az do jej kolejnego wyjazdu do Zimbabwe.

Drugiego dnia po powrocie, nie mogac zniesc nadasania Artystki , DG poprosil o rozmowe.

Odbyla sie ona w kawiarence na Zoliborzu (bo w domu Artystka nie czula sie pewnie) i trwala prawie 3 godziny !

I wtedy to DG uslyszal jakich to cudow doswiadczyla Artystka w Afryce. Jaka to potega w nia wstapila pod wplywem Wodospadow Wiktorii !!!! jak dotarlo do niej jej przeznaczenie !

Wlasnie tam !

Tam poczula swoj poczatek ! tam „narodzila“ sie w niej Artystka NAPRAWDE !!!!…

 

 

dsc_7029

 

…I ze wodospad wlal w nia swa ogromna magiczna moc !!!…

 

dsc_7033

 

 

 

Uslyszal wtedy jedna z najbardziej dramatycznych w swym banale historii

o odnalezieniu samej siebie (potem okazalo sie ze artyskta jednak

wlasciwie to sie jeszcze nie odnalazla i szuka siebie samej nadal) i ze to

swoje powolanie do poszukiwania samej siebie wlalo sie w nia pod

wplywem potegi Wodospadow Wiktorii i ze zrozumiala,

ze jako zona i matka to ona juz sie zrealizowala w zyciu i ze nic jej nie

powstrzyma przed poszukiwaniem swojej „drogi“, przed odnaleziem samej

siebie i ze teraz to ona rozumie artystow, ktorzy aby tworzyc potrzebuja

samotnosci i ze DG tego nigdy nie zrozumie bo jest tepym kapitalista

skupionym tylko na zarabianiu kasy, ograniczajacym jej wolnosc i

zabijajacym jej uczucia brakiem zrozumienia dla sztuki i artystow

(zwlaszcza) i ale ze ona sie nie podda i ze wraca do Zimbabwe bo tam

czuje sie jak w domu i zada aby poszukal sobie innej kobiety a ich zwiazek

zeby skonczyli wlasnie teraz !…ze wyjedzie do Afryki z corka , zalatwi jej

tam szkole i beda tam zyly , bo tam jest MIEJSCE NARODZIN ARTYSTKI

!!!!!! Jej narodzin !!!!! koniec!

Wou !

ale sie DG nasluchal !

I poczul sie taaaaaki malutki wobec tego bezmiaru artystycznej

przestrzeni i wolnosci, wobec braku moznosci dotykania taaaaaaaaaak

wielkich rzeczy bo przeciez DG byl tylko tepym kapitalista.

Nic tylko babie odwalilo na calego !

Coz, jesli ktos nie musi sie martwic o chleb i zarabianie na utrzymanie bo

ma sponsora, ktory kocha wspolne dziecko to moze opowiadac takie

dyrdymaly wiedzac ze z glodu nie umrze i spokojnie moze udawac

wielkiego nierozumianego artyste.

 

 

Po paleniu zimbabwanskiej trawki zamiast kadzidelek i popijaniu arfykanskim Smirnoffem zamiast winem mszalnym niejeden mialby taki odjazd.

 

 

 

No i do tego jeszcze to towarzystwo. Inny swiat !

 

 

 

DG majac w pamieci „wyczyny“ Artystki przed jej wyjazdem do Afryki, czujac jak mu sie „rodzina rozjezdza w palcach“  zaczal tlumaczyc, ze nie ma co tak powaznie tego wszystkiego traktowac,ze jak troche pooddycha „swiezym powietrzem“ Warszawy to wroci na tory.

Nie na wiele to sie jednak zdalo wiec jedyne co mu pozostalo to przytaknac, ze pomimo wszystko on rozumie co ona przezyla i ze bedzie ja wspieral w jej drodze i jesli chce zabrac ze soba dziecko to bedzie nawet niezla przygoda i ze to wszystko bedzie finansowal bo trudno zeby corka jego na misji mieszkala.

OT DURNY ROGACZ !!!!!!!!!!!!!!!!

Slyszac to wszystko Artystka uszczesliwiona napisala zaraz kolejnego smsa do Mesjasza z „dobra nowina“ …

…no i sie zaczelo.

Dom w Bulawayo znalazl sie w miare szybko.

Milutkie afrykanskie gniazdko )

 

 

obrazek-3_02

 

 

A wlasciwie znalazl go  mesjasz dla NICH i z rozbudzonymi nadziejami na wspolna przyszlosc z Artystka, blagal ja w emailach aby juz przyleciala z powrotem …. MAMY JUZ DOM !!!!!! …

Niestety bez basenu   ( , co zaraz zostalo wytkniete Artystce przez ludzi, ktorzy wlasnie wrocili do Polski po dluzszym tam pobycie.

No bo jak ze to tak ?! Bialy ma miec dom w Afryce bez basenu ???? !!!!

Wstyd i hanba ! Pozniej to zrozumialem J

Ale czego sie nie robi na nowej drodze zycia, trudno niech bedzie bez basenu … na poczatek.

I tak majac juz wlasciwie swoje miejsce w Bulawayo Artystka przygotowywala wyjazd na stale.

W miedzy czasie jeszcze zorganizowala pokaz mody w Hotelu Mariott na zaproszenie Pani Ambasador RPA w Polsce.

 

     

  

 

Artystka radosna sukcesem rozpostarla skrzydla wolnosci ktore zaniosly ja wprost do Bulawayo i pozwolily bezpiecznie wyladowac na nowej drodze zycia.

Nowy kontynent, nowy kraj, nowy dom, nowy „przyjaciel“ w nowym domu…. wszystko nowe !!!!!!!!

No i ta WOLNOSC !!!!!!!!!!!!

Po latach ciemiezenia przez DG, ktory zmuszal ja „sila“ do zajmowania sie domem i dzieckiem a wczesniej „nakazywal“ pracowac we wspolnej firmie, potem zmuszal do przestrzegania zasad moralnych w show businessie– odetchnela piersia pelna !!!!!!!!!!!

NARESZCIE – nigdy wiecej DG ! no pomijajac kase oczywiscie…….

Ale teraz Artystka bedziewreszcie  Pania Siebie ! i niedlugo pokaze calemu swiatu ……!!!!!!!!!

Zabrala sie wiec ochoczo do zasiedlania Zimbabwe swoja osoba i wspolnie z Mesjaszem w ciagu 2 lat stali sie jego „niepodzielnymi wladcami“ .

 

 

To oni dyktowali znajomym i znajomym znajomym czy moga poleciec do Zimbabwe, czy tez nie…

To bylo ICH ZIMBABWE … i tu musze przyznac z wyrazami watpliwego juz szacunku dla Artystki, ze zaczela wladac dotychczasowym wladca Zim czyli Mesjaszem  praktycznie od pierwszej chwili w czym ten sie nawet nie dokonca orientowal….

…a gdy sie zorientowal to Artystka zdetronizowala go i pobila nawet na jego rodzimym gruncie czyli w Trojmiescie

(ale jak do tego doszlo , bedzie w dalszej czesci story)

Poki co idylla trwala i kochankowie ‚fruwali codziennie“ pod niebieskim niebem Bulawayo , znoszac do pustego domu sprzety niezbedne do egzystencji wartej Artystow Prawdziwych.

 

Az w koncu nadszedl czas aby DG polecial z coreczka do srodka Afryki. Na spotkanie przygody i nieznanego. Ola (coreczka) cieszyla sie bardzo.

Ola jest bardzo radosna dziewczynka (w Tatusia  ), bardzo otwarta na swiat i ludzi od pierwszej chwili zjednujaca sobie przyjaciol.

No i uwielbia latac samolotem.

 

Tak wiec prawie 24 godzinna podroz trzema samolotami z Warszawy przez Zurich, johannesburg do Bulawayo , zniosla wysmienicie.

W dniu 28 czerwca 2004  blade stopy DG i jego corki dotknely po raz pierwszy Czarnego Ladu na lotnisku w Johannesburgu (Sud Africa lub RPA jak kto woli).

Pomimo wczesnej pory (samolot wyladowal o 6 rano) po wyjsciu na plyte lotniska odczuwalo sie tu fajne ciepelko .

 

Nie zeby upal – w koncu tam to byl wtedy srodek zimy – ale bardzo przyjemne cieplo i suche powietrze, no i te zapachy !!!!!

Pierwsze wrazenie pozytywne. Lotnisko w Johannesburgu tez okazalo sie piekne.

W odroznieniu od europejskich szaro szklano zoltych kostek rubika , dokola masa kolorow nadajacych temu miejscu radosny i spontaniczny klimat.

“Nie jest najgorzej… na razie” – pomyslal DG i zajal sie ogladaniem szklanych paciorkow z podpisem “diamenty”,

podczas gdy jego coreczka nurkowala w sklepach z rzezbami i ksiazkami afrykanskimi.

  

Teraz ostatni lot : z Johannesburga do Bulawayo. Tego DG obawial sie najbardziej. Jadac autobusem po plycie lotniska na stanowisko postoju samolotu do Buyo, DG mija coraz starsze i bardziej zdezelowane maszyny.

Juz skonczyly sie odrzutowce i zaczely samoloty napedzane “wiatrakiem” ( DG zaczyna miec coraz czarniejsze mysli- za chwile zaczna sie pewnie dwuplatowce …) gdy nagle kierowca autobusu radosnie zawraca i z fantazja podjezdza od drugiej strony samolotu, ktory duzo wczesniej mijali.

 

Uff ! pewnie sie zagapil ? wszystkie samoloty przeciez takie podobne do siebie )

Samolocik byl malutki ale na szczescie odrzutowy wiec DG poprawil sie humor pomimo widoku pilota, ktory niezbyt przychylnie patrzyl na pasazerow (moze mial kare/kaca ?- niepotrzebne skteslic ) z przyciasnej kabiny.

Wielkosc samolotu oraz nastroj pilota zrobily swoje. Lot byl koszmarny.

Jak sie okazalo pozniej (a DG latal na tym odcinku jeszcze kilkanascie razy) to trasa Johannesburg – Bulawayo  jest to odcinek karny dla pilotow, bo jak inaczej nazwac latanie od sasa do lasa i rzucanie samolotem udajac turbulencje nie mowiac o ladowaniach, do ktorych piloci zawsze podchodzili jakby parkowali auto pod supermaketem.

Zreszta „terminal“ w Bulawayo tak wyglada. Hangar z pordzewialej blachy robi za lotnisko miedzynarodowe w drugim co do wielkosci ( 1 mln mieszkancow) miescie Zimbabwe.

Kraju , ktory 25 lat temu byl najbogatszym krajem na swiecie !!!!!!!!!!!!!!!!!

 

No pieknie ! – Pomyslal DG , Zaczelo sie… prawdziwa Afryka wita nas…. (

 

 

 

Z okien kolujacego samolotu widac bylo wyraznie marny

barak lotniska i niewielkie drzwi prowadzace do jego

wnetrza. Pomimo niewielkiej odlegosci w jakiej zaparkowal

samolot od tego wejscia, pasazerowie musieli poczekac na

autobus, ktory mal ich przewiesc na odleglosc doslownie

100m.

 

“Boze…” – pomyslal DG – “czy to sie nigdy nie skonczy?”

autobus, samolot….autobs,autobus, samolot… autobus,

autobus i znowu samolot i na zakonczenie gdy juz tak

blisko jest celu znowu cholerny autobus, po to chyba tylko

aby na odleglosci 100m pochwalic sie ze maja klmatyzacje

i ze DZIALA , bo to w tym kraju rzadko idzie w parze.

 

 

  

  

            ZAMACH na lotnisku w Bulawayo

  

  

  

 

Potem ktos mi powiedzial, ze takie przepisy sa teraz i ze

to forma naturalnej selekcji, bo zdarzaja sie chetni do

zamachow na obecnego (od 25 lat) prezydenta – kolege

Mugabego i ze ostatnio nawet przylecialo kilku takich z

USA , ale im nie podstawili autobusu tylko “zdjeli”

bezposrednio z plyty lotniska, zapakowali w drewniane

garsonki i odeslali z powrotem.

 

Trzeba powiedziec, ze zaimponowali mi swoim trzezwym

podejsciem do sprawy. Zamiast niszczyc poszycie

autobusu lub nie daj boze samolotu (ktory nalezal do RPA i

Mbeki moglby sie wkurzyc) ,unikajac rozlewu krwi na

tapicerke (odwieczny problem w filmach Tarantino)

Pozwolili zamachowcom wyjsc na plyte lotniska i gdy Ci

naiwnie czekali na bagaze zalatwili ich na goracym betonie.

 

W takim upale krew wysycha zanim jakas mucha ja

zwietrzy wiec od razu zasuszeni byli gotowi do drogi

powrotnej.

Przy takiej sile argumentow lepiej bylo wsiasc do tego

autobusu niz “czekac na bagaze”.

 

 

DG wraz z Corczka pokonali wiec droge w dol po

schodkach z samolotu i pod gorke po schodkach w

autobusie. Gdy juz wszyscy pasazerowie byli w srodku

czarny kierowca z radoscia na twarzy (wrescie mogl sobie

pojezdzic – na tym lotisku laduje i startuje jeden samolot

dziennie) wcisnal klime do dechy razem z pedalem gazu.

Gdy pasazerowie zajeci byli powrotem do stanu

rownowagi, kierowca depnal obiema (chyba) nogami na

hamulec i glowy wszystkich wrocily na miejsce a

niektorym nawet bardziej ……

 

A mowia ze tu taaaaaaaaaaaaki kryzys, ze nie ma paliwa !!!

a ten gosc zuzyl go na odcinku 100m tyle co niektorzy

przez miesiac (i to nie w kosiarce).

Ale zebyscie widzieli jaki ten czlowiek byl szczesiwy !!!!!!!!

- i to bylo najwazniejsze.

 

 

Drzwi autobusu otworzyly sie wpuszczajc cudownie cieple

i pachnace powietrze do srodka.

Teraz czekal nas przed ostatni etap podrozy.

Zakup wizy i odprawa celna.

Miejsce do tego przeznaczone na tym lotnisku zajmuje

powierzchnie ok 200 m2.

Fajnie, zwiezle nie trzeba sie nalatac za daleko.

Czarny urzednik w szarym mundurze (nawet ciekawe

zestwienie kolorystyczne) wzial paszporty DG i coreczki i

zapytal o cel podrozy.

- Nooo…..wakacje oczywiscie !- odparl DG

- Bedziesz polowal? – kontynuowal celnik

- Raczej moga na mnie zapolowac – usmiecnal sie DG i

podrapal w okolicach “wysokiego” czola

Celnik nie zrozumial jednak tego dowcipu (oni tutaj inaczej

rozwiazuja problem niewiernosci zon – ale o tym pozniej ) i

wskazal dziure w scianie gdzie DG mogl nabyc wize

wjazdowa droga kupna.

  

 

 

Z owego “okienka” wychyli sie kolejny rozesmiany czarny i

poprosil o paszporty. Zapytal jaka DG zyczy sobie wize i

za dwukrotnego wjazdu wystawil rachunek na 35

dolarow i to amerykanskich (na szczescie dzieci nie

potrzebuja wizy).

DG podal banknot 50 dolarowy i zaczela sie jazda !

Z bezczelnym usmiechem dziecka ktore wlasnie zjadlo cala

czekolade celnik oswiadczyl ze nie ma wydac reszty.

Jego glos osiagnal przy tym intonacje dzieki ktorej DG

zorientowal sie ze ten czarny gosc ma na utrzymaniu

siedmioro dzieci, rodzicow, tesciowa , 2 zony , koze, kota

i psa i ten “tip” po prostu mu sie nalezy.

 

 

Glosem pelnym wspolczucia i glebokiego zrozumienia DG

odpowiedzial, ze ma duzo czasu i poczeka az ten gdzies

skoczy i rozmieni kase.

Czarnemu celnikowi nawet na jote nie drgnela powieka i z

tym samym usmiechem (od ucha do ucha bo gdyby nie

uszy to na okolo) zapytal uprzejmie czy moze wydac

reszte w twardej walucie czyli dolarach ale zimbabwanskich.

 

  

NO TYPOWA KOMUNA !!!

WITAJ W PRL – u !!!

Dolar zimbabwanski jak przystalo na walute republiki

bananowej (jak niegdys PRL) ma dwie wartosci i kazda z

nich jest wazna.

 

 

 

 

 

     
 
     
     
 

DG nie kryjac juz zdenerwowania ale z usmiechem warknal

stanowczo – “ Give me the change…”

“… I nie pier…..ol” – dodal pod nosem po polsku ale wcale

nie po cichu.

Urzednik chyba zrozumial najlepiej drugie zdanie bo w

magiczny sposob znalaza sie reszta I to w “zielonych

prawdziwych” .

“ nasi juz tu byli…” – pomyslal DG I popatrzyl na pierwsza

w zyciu wize zimbabwanska.

 

 

 

Jak widac na powyzszym skanie piekna jest. Dostojna.

 

 

Robi wrazenie bogactwem w odroznieniu np od

amerykanskiej.

 

Zmeczony “walka z komuna” DG przeciagnal bagaze po

podlodze do stanowiska “suvenirow”, czyli tam gdzie

celnicy wypytujac o przewozone prezenty staraja sie

wygrzebac cos dla siebie.

 

Po raz kolejny paszport DG powedrowal w czarne rece.

- where are you from – usmiechnal sie celnik

- from Poland – odparl DG

Holland ? – dopytywal celnik

POLAND ! Papa polako, wodka , white grizzli… kapisci ?

- aaaa poland ! Walesa ! – wykazal sie znajomoscia czarny

czlowiek

- no walesa no, its mistake, forgett it, he is from Gdansk

mins germany… kontynuowal nauke historii i geografii DG.

Na twarzy celnika nie widac bylo ani sladu zrozumienia ani

najmniejszego chociazby wspolczucia dla naszego

polskiego narodu ciemiezonego wlasna glupota, wiec

zrezygnowany DG podsunal walizki i torby do

“przeswietlenia”.

 

Rece celnika szybciej niz jakikolwiek rentgen wykryly

alcohol I wyciagnely go triumfalnie na swiatlo dzienne,

a na czarnej twarzy zagoscil usmiech na widok “Jack’a”

 

 

  

  

 

- jakies prezenty ? – spytal naiwnie celnik,

przyzwyczajajac sie do ksztaltow butelki

- jakie prezenty ? odparl DG – ja tu nikogo nie znam ….

- No to dla kogo tyle whisky ? – nie ustepowal urzednik

No I na co to cale tlumaczenie ? – pomyslal DG -

poza tym skad to zdziwienie o glupie 10 butelek ?

DG zadeklarowal przecez wyraznie ze jest z Polski I ze w

Zimbabwe bedzie cale 2 tygodnie!

 

Bez uzycia kalkulatora wynikalo z tego, ze juz w polowie

pobytu nie bedzie co pic :( ale wiecej nie mogl zabrac ze

soba bo Corka zdecydowanie odmowila wspolpracy w

temacie.

Miala juz 5 lat (prawie) I moglaby “troche” pomoc.

Ale to jedynaczka :( .

 

Celnik widzac jak DG walecznie broni whisky, jakby to

miala byc jego ostatnia wypita na tej ziemi dal w koncu za

wygrana I przepuscil ich do wyjscia.

Duze drzwi z dykty otworzyly sie na “zimbabwanski swiat”

i oczom DG I coreczki ukazal sie …………komitet powitalny.

 

 

Artystka i Mesjasz …

 

„Piekna para, pasuja do siebie…“ – pomyslal DG w pierwszej chwili.

I ten nieznosny ciezar powietrza, ktory sie zrobil wokol calego towarzystwa na powitanie.

Artystce widac bylo ze jast jakos glupio przywitac sie z DG bardziej czule niz tylko jak z ojcem lub bratem wiec skupila sie sciskaniu coreczki (choc nigdy wylewna nie byla) w obawie przed powitaniem pomiedzy DG i Mesjaszem.

 

Zupelnie niepotrzebnie, bo DG doskonale rozumial i odegral swoja role za co w nagrode otrzymal od Mesjasza ” lizaka”  a nawet dwa tzn dwie „laski wodza“ czyli rzezbione z drewna laski jakimi dla dodania sobie powagi podpiera sie starszyzna plemienna w Afryce.

Dlaczego dwie ?  i o jakie tu “laski” wlaciwie chodzi ? – pomyslal DG i od razu przyszlo mu na mysl skojarzenie z Grunwaldem, wiec tak tez podziekowal Misjonarzowi mowiac, ze :

„lasek“ ci u mnie dostatek ale i te dwie przyjme na znak zwyciestwa…. )

 

 

Ubawiony wlasnym dowcipem i wkur….ony cala sytuacja oddalil sie natychmiast w kierunku lotniskowego baru aby nie prowokowac dalszej eskalacji „milosci Polakow na obczyznie…“.

 

W barze wypil najdrozsze piwo na swiecie (gdyby tak po kursie oficjalnym przeliczyc  dolara zimbabwanskiego na amerykanskiego – o ekonomii tego kraju bedzie troche pozniej)  po czym udal sie na parking przed lotniskiem i wsiadl do srodka lokomocji przypominajacego stara mazde 323.

Swym niezwykle wnikliwym umyslem od razu dostrzegl, ze ktos zakosil mu kierownice i oddal pasazerowi po prawej stronie.

“no … ciekawa to bedzie jazda” – pomyslal i zmeczonymi z niewyspania oczami zaczal sie rozgladac  w terenie.

 

 

dsc_4999

 

 

Nie wygladalo to zachwycajaco. Zupelnie inaczej niz w telewizorze , cholera!

Kolory szaro- bure, zero zieleni, dookola wyschniete krzaczory o roznej wysokosci wyrastajace z suchej brunatno-czerwonej ziemi.

 

 

dsc_9129

 

dsc_5002

 

 

Przynajmniej asfalt w miare porzadny…. No nie ma co narzekac , naprawde…… w Warszawie takiego nie ma, niestety- westchnal DG saczac piwo, ktorym “milosiernie” poczestowal go mesjasz.

 

 

f1000033

dsc_5098

 

 

I tak juz pol godziny przemierzali droge z lotniska w kierunku miasta.

 

 

dsc_4966

 

 

Przy drodze mijali co jakis czas zabudowania. Murowane nawet. Dosyc duze posesje otoczone wysokimi murami zakonczonymi drutami kolczastymi pod pradem. Ponad nimi widac jedynie calkiem ladna gdzie nie gdzie dachowke i pioropusze pieknych palm. Swiadectwo minonego bogactwa tego kraju I jego mieszkancow.

 

 

dsc_5201

 

 

Podobnie jak wspomniane wczesniej asfaltowe drogi.

Niestety … im blizej miasta tym gorzej. A samo miasto porazilo DG swoja staroscia , zaniedbaniem I brudem.

    

“…co za syf !!!!! … istny BADZIEWIELAD , MURZYNOWO !!!!“ – pomyslsl zasmucony DG – To jest niestety realna Afryka.

 

 

Pierwszy dom w Bulawayo/Zimbabwe

  

  

Domek okazal sie byc w dosyc spokojnej dzielnicy. Podjechawszy pod kuta z pretow brame misjonarz, ktory mial akurat we wladamiu kierownice zatrabil energicznie w przestrzen pomiedzy kaktusami i krzakami.

Po dluzszej chwili ….

nie nie, jeszcze troche dluzszej…. na sciezce pojawil sie czarny czlowiek , jak sie okazalo – ogrodnik – ktory w tempie nie rokujacym dotarcia w tym roku do bramy zaczal sie do niej zblizac.

“…przynajmniej nie bedzie mial problemu z wyhamowaniem przed brama…” – pomyslal DG i wysiadl z auta aby pokazac ze PAN przybyl.

 

Ogrodnik na widok DG nie przyspieszyl nawet o sekunde na kilometr za to wyszczerzyl sie w szerokim usmiechu i tak mu juz zostalo…

 

Koniec koncow jego podroz dobiegla konca i osiagnal brame aby z duma otworzyc ja przed przybyszami. Nastepnie przywital sie dosyc cieplo z Artystka i Mesjaszem (zupelnie jakby tu juz wczesniej mieszkali J ) i z godnoscia wladcy zamknal ja na powrot.

 

Od bramy do domu prowadzila wydeptana pomiedzy krzakami i kaktusami droga. Jakies 50m. Potem wylanial sie juz domek. Jak na zdjeciu powyzej. Sympatyczny, zbudowany z kamienia z dachem pokrytym trawa. Milo.  Chlodno w srodku.

 

Dajac czas artystce na rozpakowanie rzeczy DG poprosil aby misjonarz zawiozl go do centrum miasta, bo chcialby do jakiejs kwiaciarni trafic.

Pojechali. Bez slowa pokonali dystans do city I podjechali pod ogromy magazyn.

 

dsc_5139

 

Cholera ! to jest kwiaciarnia ? – z zachwytem spytal DG

Zanim dotarla do niego odpowiedz , on sam byl juz w srodku ogromnej halii niczym AUCHAN w Polsce. W srodku panowal polmrok i fajny chlodek.

 

Tuz przy wejsciu za malenka odrapana stara lada siedzialo czterech czarnych leniwie rozgladajac sie po zupelnie ale to zupelnie……. ale to ku…rwa zupelnie pustej wybetonowanej przestrzeni. Widok DG zupelnie ich nie zaskoczyl, wrecz przeciwnie. Wygladali jakby mieli nadzieje, ze on cos dostrzeze w tej pustce, co oni zaraz mu sprzedadza. DG jednakze nie bedac w tamtej chwili zaintersowany kupowaniem swiezo zerwanego z podlogi betonu, podziekowal ladnie i zawrocil do samochodu. Tam przeprosil misjonarza za nieprecyzyjne zwroty i poprosil aby ten podrzucil go gdzies gdzie mozna kwiaty kupic , obojetnie gdzie, moze byc nawet do ‘miesnego”.

 

Ku zaskoczeniu DG, handel kwiatami  odbywal sie jednak na jednej z glownych ulic Bulawayo

.

W cieniu przeogromnych drzew na prawdziwym chodniku siedzialy grzecznie w rzadeczku czarne kobiety zasloniete przed oczami przechodniow przez stojace w naczyniach  bukiety kwiatow. To byl festiwal kwiatow ! karnawal ! istna uczta dla oczu !

Zadowolony DG wysiadl z auta I zanim doszedl do pierwszej kobiety zostal otoczony przez czarnych agitujacych w dosyc agresywny sposob.  Usmiechnal sie wiec przyjaznie i zaczal mowic do nich w swoim ojczystym jezyku.  Konsternacja trwala jednak zbyt krotko. Gdy czarni zorientowali sie ze maja do czynienia z totalnym turysta (frajerem) polaczyli swoje wysilki, wybrali kierownika i ten rozpoczal negocjacje.

 

Kwiaty byly naprawde piekne. Coz za wspanialy bukiet moglby z nich byc!

Odporny na gadanie czarnych, udajac ze ich niewiele rozumie, DG idac wzdloz rzedu “straganow” wybieral co piekniejsze okazy i na koniec kazal z nich zrobic wiazanke. Jak juz byla gotowa co trwalo ok 10 min, w czasie ktorych DG probowal nauczyc chociaz kilku podstawowych slow po polsku swoich nowych czarnych braci , kierownik grupy wykrztusil wreszcie z siebie cene…………

 

Trzeba powiedziec ze bukiet byl wspanialy I cholernie ciezki I DG patrzyl na niego z ogromnym podziwem. Pierwszy zachwyt w tym kraju. Po chwili jak przez mgle dotarla do niego cena……………

 

Rozbawionym wzrokiem popatrzyl na otaczajacych go czarnych braci. W ich oczach dostrzegl naiwna nadzieje, ze oto jednym dealem zarobia na caly rok.

No coz, business po afrykansku J. Westchnal wiec gleboko I rozpoczal ‘prace u podstaw” w zakresie edukacji ekonomicznej czarnej spolecznosci, ktora w miedzyczasie zebrala sie wokol. Aby nie popelnic bledow merytorycznych oraz nie chcac byc zle zrozumianym na wszelki wypadek mowil do nich po polsku.

Widzac jednak, ze nie pojmuja kompletnie podstaw ekonomii a na ich twarzach oczekiwanie powoli zamienia sie w zniecierpliwienie DG stanowczym glosem uzywajac lamanego jezyka angielskiego odpowiedzial, ze za 200 $ to na ulicy w Paryzu ma bukiet wraz z kwiaciarka.

I to byl kolosalny blad w negocjacjach!!!!

DG dal sie zlapac jak male dziecko.

 

Czarni bracia jeden przez drugiego zaczeli krzyczec napierajac coraz mocniej na DG,szarpiac za ubranie I ciagnac kazdy w swoja strone. Teraz kazdy z nich byl gotow dorzucic swoja kobiete do tego bukietu byleby tylko DG wybral jego zone. Widzac ze to nie przelewki DG zdecydowanie postanowil zbijac cene.

Oddal wiec bukiet pierwszemu z brzegu czarnemu , oswiadczajac ze jest gejem i dlatego nie kupuje kwiatow w Paryzu tylko Bylawayo. W wyniku tej argumentacji cena spadla do 100$ a bukiet znalazl sie ponownie w rekach DG. Mimo wszystko niezadowolony z ceny DG wcisnal bukiet najblizej stojacemu zwracajac uwage ze ma zbyt duzo fioletowych kwiatow ktore nie sa teraz trendi.

 

Nie czekajac na ponowna oferte, przebil sie przez spory tlumek, ktory ciagle sie powiekszal i po odsunieciu czarnego zajetego demontowaniem klamki w mazdzie misjonarza wskoczyl do srodka.

“…czy mozemy juz jechac ?” spytal uprzejmie misjonarza

“…a co z kwiatami ?” zainteresowal sie misjonarz

“…drozsze niz w Londynie, wiec jedzmy” odparl DG I z przerazeniem zobaczyl wrogo nastawiony tlumek czarnych braciszkow otaczajacych samochod.

 

Wspomniany juz wyzej czarny kierownik dzierzyl w jednej rece  bukiet a druga reka trzymal DG za koszule przez otwarta szybe wykrzykujac coraz to nizsze propozycje cenowe.

“…chyba jednak bede musial je kupic “ stropil sie DG i zaproponowal 20$

oferta zostala przyjeta i ostatecznie udalo sie odjechac bez wiekszych perturbacji.

Patrzac na trzymany przed soba bukiet, DG popatdl w zadume, mocno niezadowolony z efektu swoich negocjacji. W koncu zaplacil przeciez rownowartosc dwoch pensji miesiecznych jakie zarabia sie srednio w Zimbabwe.

 

 

 

 

 

 

     
 
 
     

                                                                    ZIMBABWE MY DREAM

                              YOU CAN DRINK AND DRIVE

  

“Coz , nauka kosztuje. Nastepnym razem bedzie lepiej “ – pocieszal sam siebie wypijajac w samochodzie kolejne piwo. Oprocz kwiatow ta rzecz spodobala mu sie najbardziej.

Zimbabwe to najcudowniejszy kraj na ziemii dla Polakow I Rosjan. Jest to kraj w ktorym mozna pic i jezdzic. Bo cos pic w takim klimacie przeciez trzeba caly czas. A ze woda drozsza od piwa , wiec piwko sie popija przy kazdej okazji a czesciej popija sie bez okazji. Wogole to najlepsze miejsce na swiecie do picia piwa, DG odkryl wlasnie w Zimbabwe. Tym miejscem jest oczywiscie miejsce w jadacym samochodzie i to koniecznie za kierownica.

Po latach obserwacji, jak to w rodzimym kraju politycy walcza z bogu ducha winnymi kierowcami jezdzacymi po kielichu ( pomimo druzgocacej przeciez statystyki wskazujacej, ze to trzezwi powoduja wiecej wypadkow) DG z uwielbieniem zaczal oddawac sie temu “procederowi”.  Szybko doszedl tez do wnioskow, ktore nie sa zbyt korzystne dla rasy bialej nie wykluczajac w tym Polakow oczywiscie.

Po pierwsze………. i po drugie.

 

Ludzie czarni (bron boze nie myslic z okresleniem “ciemni”) maja wyjatkowy szacunek dla samochodu i ogromny respect przed wszystkim co sie po drodze porusza i wyglada na metalowe. Czarny czlowiek przemieszczajacy sie pieszo (w naszej nomenklaturze tzw ‘pieszy”)  na widok nadjezdzajacego auta, blyskawicznie (jest to cecha niedostepna Polakom) ocenia swoje szanse w potencjalnym zderzeniu i czym predzej ustepuje z drogi.

Sprawa ma sie podobnie z … jak to my nazywamy “przechodniami”. Kazdy kto ma bardziej opalona skore, zanim przejdzie przez jezdnie nawet jesli ma zielone swiatlo, upewni sie najpierw ze nadjezdzajace auta zatrzymaja sie napewno bo przeciez nikt mu nie zagwarantuje, ze zadzialaja hamulce w zblizajacym sie aucie lub ze pomimo porannej godziny , kierowca nie spi pijany za kierownica.

Tak zdrowe podejscie do tematu ruchu drogowego, powoduje ze wiecej czarnych ginie od hipopotamow (pewnie dlatego ze nie sa metalowe) niz samochodow prowadzonych przez pijanych kierowcow (trzezwi w tym rejonie swiata nie wystepuja).

“… ach, zeby tak to zaimportowac do Polski…” westchnal DG (nie zeby hipopotamy tylko SZACUNEK DLA PORUSZAJACEJ SIE METALOWEJ MASY !!!!) 

 

 

  

 

No nie , nie jestem dzisiaj w stanie rozwinac lotnie zadnego z tych watkow, gdyz

napity juz jestem , bo piatek w nocy jest i kazdy normalny w Afryce o tej porze spi

pijany.

 

  

Noc w Afryce jest tak czarna, jest tak czarna ……. ze az czarna jest ! Wychodzisz na

zewnatrz aby sie wysikac i nie widzisz swojego konca. Nie zeby on nie wiadomo jak

dlugi byl , tylko dla tego, ze czarno jest i nic ale to nic nie widac, kompletnie nic.

Stad sie wzielo powiedzenie, ze jest ciemno jak w d… u m…… Juz wiecie ? No.

    

Wiec wyobrazcie sobie teraz, ze wlasnie w srodku nocy, komletnie narabani macie

wracac samochodem do domu w srodku bushu. Dla ulatwienia dodam, ze podczas

jazdy noca nawet jesli uzywa sie swiatel, to i tak nie zobaczycie czarnego biegnacego

na golasa po asfalcie , no chyba ze usmiechnie sie do was pieknie rozciagniety na

masce waszego samochodu.

Ktoregos dnia, po kolejnej (czwartek byl , wiec czwartej w tym tygodniu) imprezie,

DG wraz z artystka i coreczka wracali do domu. Godzina byla ok 1 w nocy.

Ciemno i ponuro dookola pomimo ze przez miasto jechali. Latarnie dookola wysokie.

Prad za darmo. Ale CIEMNO !!!!!!!!!! bo zarowki zakosili, wiec jakiez bylo

zdziwienie DG, kiedy dojezdzajac do skrzyzowania zobaczyl dzialajaca sygnalizacje

swietlna.

Jego reakcja byla natychmiastowa. (4 promile we krwi). Nadepnal na hamulec i w

spokoju oczekiwal az auto laskawie doplynie do miejsca zatrzymania.

Wypadlo to dokladnie na srodku skrzyzowania. Poniewaz DG generalnie stara sie

przestrzegac przepisow jakie by one nie byly, utknal na srodku nie bardzo wiedzac

ktore swiatla go obowiazuja w tamtej chwili.

Z tego calego rozmyslania coraz bardziej zamykaly mu sie oczy a kierownica

wydawala sie miekka niczym poduszeczka. I gdy juz juz przed oczami jego pojawily

sie rozowe plasajace slonie i hipopotamy i walenie , walenie wlasnie bardzo mocne w

okno samochodu wyrwalo go z objec Morfeusza.

Przytomnym (4 promile we krwi) wzrokiem popatrzyl w kierunku szyby o ktora

opieralo sie wlasnie czesc jego ciala i zobaczyl ….. nic….. czarno…. zupelnie nic !

Zobaczyl przyslowiowa „ciemnosc“.

I juz mial polaczyc swe silne ramiona ponownie z ramionami Morfeusza, gdy czarne

nic walnelo dwukrotnie w szybe.

„ what the fuck ? – pozdrowil ciemnosc DG i patrzac w szybe nic nie widzac zaczal

ja opuszczac.

Za szyba pokazala sie biala poprzeczna kreska. Wpatrujac sie w ciemnosc ponad

kreska DG dostrzegl czapke policyjna. I wtedy zaswitala mu genialna mysl

„POLICJANT !“ – ………….. mysl musiala byc z rodzaju genialnych, gdyz o tej porze

w bushu nalezalo oczekiwac kazdej mozliwej zwierzyny czworonoznej a nie

dwunoznego usmiechnietego policjanta.

„ no i czego on tak sie szczerzy ?“ – pomyslal DG – „przeciez policja w Zimbabwe

pracuje do 16 ! Zgubil sie w tym bushu po ciemku czy jak ? ale na pewno przed

 

switem go nie znajda jesli bedzie smutny  

 

„ co tu robisz ?„ – wesolo spytal policjant

„ jak to co ?“ – ledwo wybelkotal DG – „ stoje, nie widzisz ze pali sie czerwone

swiatlo ?“

„ Jedz ! kto cie bedzie pilnowal „ – blagal policjant

„ ok, ok „ – mamrotal DG probujac wyplatac kierownice sposrod guzikow koszuli.

W koncu uznal, ze nie ma co sie szamotac z martwa natura, bo jeszcze ich cos ZJE na

tym skrzyzowaniu i nie ogladajac sie za siebie (ani tym bardziej na boki) dodal gazu i

po 15 min doplynal bezpiecznie do bramy domu.

  

Zmija … kontra …. Zmija

  

  

DG zwyczajem rodezyjskim uruchomil klakson dwukrotnie coby przywolac czarnego

pilota do bramy.

Niestety o tej porze chyba juz mial wolne i DG musial poprosic artystke aby byla tak

uprzejma i otworzyla im ja na osciez.

Artystka wytoczywszy sie z auta cala swoja sila woli i godnoscia osobista zaparla sie

o szczebelki i przesunela kawal blachy od konca do konca.

DG mogl wjechac na posesje, co tez niezwlocznie (4 promile we krwi) uczynil i

szczesliwie wyhamowal przed garazem.

Zanim otworzyl dom, artystka byla juz zamknela brame wjazdowa i chlodzila czolo o

elewacje obok framugi.

Poniewaz pora byla jeszcze wczesna (jakies w pol do drugiej w nocy), DG

zaproponowal :

„ nie wiem jak ty, ale ja bym sie czegos napil i moze jeszcze jakis film obejrzymy ?“

artystka propozycje przyjela i zanim DG odpalil kino, wrocila do pokoju w

towarzystwie Johnny (Walkera) i coca coli.

„ i za to kocham Afryke !“ – pomyslal DG wychylajac duzego drinka (4,2 promila we

krwi) . Z filmu niewiele zapamietal , bo jego wzrok juz tak daleko nie siegal, ale

pamieta, ze w pewnym momencie Artystka zaczela drzec sie z bolu.

„ co jest ?!“ – zapytal troskliwie

„ chyba mnie waz ukasil w noge ? – wyla artystka

„no no, chyba trzeba ruszyc na ratunek“ – pomyslal DG i rozkazal sflaczalym swoim

miesniom aby postawily go na nogi.

„ Jednym rzutem“ dotarl pod przeciwlegla sciane pokoju, gdzie na sofie rozposcierala

sie artystka. Jego delikatne dlonie ostroznie uniosly stope artystki. Po obroceniu jej o

270 stopni czujne oczy DG dostrzegly dwa czarne punkciki. I wogole cala noga od

duzego palca po staw skokowy zrobila sie jakas taka ciemnawa. DG okiem fachowca

popatrzyl na zegarek (nie zeby byl zegarmistrzem tylko konczyl studia medyczne !)

i stwierdzil autorytatywnie, ze kontakt z wezem byl ponad 20 min temu, wiec gdyby

byl naprawde jadowity to artystka juz by nie zyla. Wiec skoro nie byl naprawde

jadowity, to DG ze spokojem nalal sobie kolejnego drinka i zwrocil sie do artystki :

„ bedziesz zyla… niestety“

i zajal swoje miejsce na legowisku.

Nastepnego dnia rano, czarny ogrodnik laczacy w sobie funkcje pilota do bramy

widzac DG pijacego leniwie piwo na tarasie, podszedl na bezpieczna odleglosc (poza

zasiegiem szklanki) i powiedzial, ze rano znalazl zdechla zmije przy bramie.

DG uprzejmie podziekowal za ta informacje i zasepil sie na dobre. „ zmija zdechla,

artystka przezyla …..“ To zdarzenie polozylo sie cieniem na dalszym zyciu DG.

 

 

  

 

Ale zanim kompletny cien przeslonil piekne afrykanskie slonce,

DG postanowil sie „przesiasc „ na cos mocniejszego (whisky z cola) bo juz poludnie

sie zblizalo i niedlugo po Corke do szkoly bedzie trzeba jechac.

Wiadomo ze od zbyt duzej ilosci piwa muli bardzo i mozna w spiaczke popasc i

spoznic sie do szkoly a w afryce spozniac sie nie wypada.

Nowy trunek wstrzasnal mocno DG potem nim zamieszal i nagle EUREKA !!!!!

OLSNIENIE !!!! DG rozszyfrowal enigme.

Odgadl zagadke niesmiertelnosci artystki !

To bylo taaaaaaaakie proste, wlasciwie kazdy z nas moze to zastosowac i moze efekty

beda podobne. I po raz kolejny drogi myslowe DG skrzyzowaly sie z kosciolem.

Wniosek byl prosty. „Whisky is the best !!!“…. no, nie nie ten, ten ponizej :

„Bz…kaj ksiedza bedziesz niesmiertelna“

  

  

„Maja nadal nade mna zdecydowana przewage“ – posmutnial DG -

„Nie ! Wrecz przeciwnie ! Klatwa przestala dzialac ! Zwrocilem kosciolowi to co na

mnie zeslal !!!!! Pokonalem ich ich wlasna bronia „– wyl z radosci DG ….Jego

DUSZA zostala UWOLNIONA ! – oszlaly ze szczescia, postanowil podzielic sie

natychmiast ta dobra nowina z kimkolwiek, wiec przywolal ogrodnika, poczestowal

piwem i zaczal opowiadac swoja historie. (historia nie byla zbyt dluga ale DG i tak

sie strasznie streszczal zdajac sobie sprawe ze jak tylko piwo sie skonczy to sluchacz

bedzie chcial nastepne…)

a oto ta historia :

Lat temu kilkanascie (jeszcze za czasow komuny) kiedy to DG podejmowal zyciowe

decyzje o sposobie zarabiania na zycie , w jego glowie byly tylko 2 mozliwosci :

- wziac w ajencje radar policyjny, lub

- wydzierzawic kosciol

W pierwszym przypadku skonczylo sie na 24 godzinach na dolku a w drugim na

nalozeniu klatwy do konca zycia.

DG dlugo nie mogl sie pogodzic z wykleciem z kosciola. Z odcieciem go od takiego

zrodelka.

Piwo sie skonczylo.

Shit. W takim tempie to skrzynka bedzie malo !

Odeslal wiec ogrodnika do naroznika i sam, delektujac sie zwyciestwem przezuwal

przemyslenia na temat naszych „zwiazkow“ z kosciolem.

Z tych przemyslen powstala ….. rozprawka o :

  

 

 

 

 

 

 

 

 

O Bogu, kosciele, milosci , sexie, coca coli i jajach

oczywiscie

 

 

 

Czas w ktorym pisze ten tekst, ludzie potocznie zwani katolikami (jak udowodnie

dalej w rozprawce sa to ludzie wierzacy w kosciol katolicki nie mylic z wiara w

Boga) zabieraja sie za porzadki, maluja jaja kurze i strusie i pod nazwa pisanek

zamierzaja im oddawac hold na rowni z krzyzami, papierzami, obrazkami jak oni to

nazywaja swietymi.

Jest wiec to czas najwyzszy abym wyrazil moja opinie moj stosunek moje obesrwacje

na temat misjonarzy, ksiezy i kosciola katolickiego wogole.

I od razu zaznaczam ! nie jestem komunista ani socjalista ani innym ………. tylko

czlowiekiem realnie patrzacym na zycie i analizujacym cala otaczajaca nas

socjotechnike.

Oprocz tego wierze w istnienie czynnika transcedentnego (mozna go nazwac Bogiem)

jako sily stworczej otaczajacego nas wszechswiata, natomiast nie ma to nic

wspolnego z akceptacja dla istnienia kosciola katolickiego, ktory w sposob

bezwzgledny wykorzystuje brak wiedzy naukowej w tym temacie do maksymalizacji

zyskow swojej organizacji.

Listy od Zimbabwanskiego Mesjasza sprowokowaly mnie do wypowiedzenia sie

glebiej nad wartosciami jakie probuje za posrednictwem swoich pracownikow

przekazac nam kosciol katolicki nazwijmy go dalej w uproszczeniu Kosciolem lub

lepiej FIRMA.

Celowo pisze pracownikami gdyz moj stosunek do Kosciola najlepiej obrazuje

stwierdzenie jakim posluzyl sie DG podczas zwiedzania z przyjacielem Watykanu a

w szczegolnosci Kaplicy Sykstynskiej.

Wtedy to zdumiony bogactwem i przepychem budowli, zaskoczony uwielbieniem dla

„swiecidelek“ , brakiem umiaru i rozpasaniem w gromadzeniu „dziel sztuki“ i

wszystkiego co wartosciowe w pojeciu materialnym naszego zycia doczesnego ,

DG zwrocil sie do Przyjaciela slowami :

„… Popatrz Adamie, jaki to business !!! a zaczynali od stajenki …. „

  

W rzeczy samej, jest to najlepiej zorganizowana i zarzadzana firma wszechczasow !!!

A znak krzyza jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych brandow na swiecie.

  

 

Jestem pewien, ze jego wartosc znacznie przekracza znaczek Coca Coli  ,

 

chociaz ta ostatnia wystepuje w miejscach na swiecie gdzie znak krzyza nie dotarl lub

sie nie przyjal.

Wynika to bezposrednio z przewagi jaka uzyskal Kosciol nad koncernem Coca Cola i

innymi gigantycznymi korporacjami gdyz posiada

- wlasne terytorium (Watykan) i oddzialy rozsiane po calym swiecie (ktora firma

moze sie poszczycic tym , ze jej glowne biuro stalo sie niezaleznym panstwem ?)

  

- wlasne wojsko – w tej chwili zredukowane do gwardii (ale jak sie przegralo tyle

wojen…)

    

- wlasne budynki zwane kosciolami zaprojektowane wg okreslonych zasad i

finansowane wg reguly „….wy zbudujcie a ja wam zalatwie za to zbawienie w

niebie…“

  

- wlasny bank- ktory zgodnie ze wszystkimi zasadami kapitalizmu bral czynny udzial

w praniu brudnych pieniedzy a czlowiek go nadzorujacy finansujac wloskie bojowki

terrorystyczne pozbawil zycia wiele osob w tym sedziow i prokuratorow wloskich

probujacych polozyc kres nielegalnym transakcjom banku – wszystko to oczywiscie

za wiedza kolejnych prezesow czytaj papierzy.

- wlasne uczelnie – w normalnej firmie nazwalibysmy to kursami zawodowymi

- wlasna jurysdykcje – na tyle silna ze ze spokojem olewajaca prawo panstw w

ktorych mieszcza sie oddzialy firmy

- hymny- zwane kolendami i inne przyspiewki w zaleznosci od pory roku i dnia

- flagi, sztandary

- ubrania – w zaleznosci od pelnionej funkcji i pory roku, jest to wszystko kapitalnie

przemyslane i przestrzegane i tak poczawszy od prezesa firmy zwanego potocznie

papierzem az po szeregowego kasjera ganiajacego z taca po kosciele

- wlasne maniery, czyli :

- pozdrowienia na dzien dobry -zdaje sie ze jest to .“..szczesc boze…“ ?

- pozdrowienia na do widzenia – „… z bogiem …“

- oddawanie holdu prezesowi poprzez przyklekanie przed nim, modlenie sie do niego

lub calowanie go po rekach (ech, niejeden szef chcialby takie zwyczaje wprowadzic

w swojej firmie

- wlasne media (telewizje, radia, gazety)

- no i dwie rzeczy ktorych nikt poza nimi do tej pory nie mial i nie ma – zakrwawiona

do bolu historie wprowadzania wlasnych produktow na nowe rynki za pomoca

mordowania i torturowania , ze wspomne tylko o inkwizycji i wojnach krzyzowych

oraz kompletny zamordyzm uniemozliwiajacy nawet pomyslenie o zwiazkach

 

malzenskich czy zawodowych wewnatrz kosciola.

 

 

 

  

Jedna z najbardziej przewrotnych rzeczy jaka wymyslono na potrzeby sprzedazy

produktow oferowanych przez kosciol jest dekalog.

Zbior 10 zdan (przykazan) , z ktorych wszystkie kraca sie wokol tego samego,

czyli „… nie czyn drugiemu co tobie nie mile…“ – przepiekne haslo !!!!!!!

tylez piekne co zbyt trudne do zrozumienia i zastosowania juz przez samych

pracownikow tej Firmy (kosciola).

Oni sami (ksieza) gloszac codziennie (365 razy w roku, przynajmniej przez 40 lat

czyli w ciagu swojego zycia powtorza to haslo przynajmniej 15 tys razy !!!)

kompletnie nie rozumieja co gadaja i o czym gadaja czego dowodem jest ich wlasne

zycie i zycie ludzi ktorym to wkladaja do glow.

Ale moze na tym to wlasnie polega ? !!!!

Chodzi o to aby nie bylo wiadomo o co chodzi…..

 

Bo jak nie wiadomo o co chodzi to znaczy ze chodzi o kase… takie to proste. 

 

Chodzi o to takze aby przed klientami (wiernymi) postawic tak nierealny cel

(zbawienie) z ktorego w kazdej chwili mozna sie wycowac pod byle pretekstem a na

co dzien mozna nim wymachiwac niczym marchewka.

No i jeszcze ten majsterszyk marketingowy czyli : „grzech“ , „spowiedz“ jak to oni

nazywaja „swieta“ wraz z „rozgrzeszeniem“.

Ten co to wymyslil byl geniuszem jak i ci ktorzy wymyslili internet, telefon teorie

wzglednosci i wiele innych rzeczy ktore rozumiemy ale jego wynalazku – czyli sensu

grzechu, spowiedzi i rozgrzeszenia nikt do tej pory nie rozgryzl za to masowo sie toto

 

stosuje.

  

  

 

Na cholere nam ten grzech ??????

 

 

Czy ktos jest w stanie odpowiedziec sensownie na moje pytanie ?

Po co nam jest grzech ? Znaczy nie nam tylko katolikom !

Bo ja osobiscie nie czuje sie, zebym sie urodzil w grzechu lub z grzechu bym powstal

wrecz przeciwnie. DG powstal w wyniku przepieknej milosci swoich rodzicow i

wmawianie mu ze sie urodzil w grzechu pierworodnym to sa dudy smalone i pierdoly

o jakich reszta cywilizowanego swiata nie slyszala.

Co oczywiscie nie wyklucza faktu, ze katolicy rodza sie w wyniku grzechu sa wiec

nim napietnowani i wymagaja zabiegow egzorcystow w rodzaju ksiezy coby tego

grzechu sie pozbyc w sposob latwy mily i przyjemny (tyle ze troche kosztowny).

Cala reszta swiata oczywiscie bardzo wspolczuje katolikom tego problemu ale

radzenie sobie z nim na szczescie pozostawia im samym.

Po uporaniu sie z grzechem pierworodnym, biedni katolicy robia wszystko co sie

tylko da aby grzeszyc na calego bo inaczej traci sens obrzadek spowiedzi no i

rozgrzeszenia czyli oczyszczenia z grzechow dotychczasowych i zrobienia miejsca na

nowe.

Gdyby przestrzegali dekalogu caly marketing Kosciola katolickiego wzialby w LEB

!!!

Przyjrzymy sie wiec doglebniej co takiego oferuje nam ta FIRMA ?

Otoz produkt, ktory oferuje kosciol jest przede wszystkim na tyle enigmatyczny,

pokrecony i niezrozumialy ze zawsze przyparci do muru pracownicy firmy

odpowiadaja ze to nie oni tylko: …bog tak chcial…

Rewelacja !!! tymi trzema slowami w bezczelny sposob tlumacza wszystkie

watpliwosci tych, ktorzy nie chca dac sie nabrac na ich marketing.

Czerpanie korzysci majatkowych z rzeczy na ktore nie mamy plywu jak chociazby

smierc , jest perfidia nie znajaca wybaczenia (w ich jezyku – rozgrzeszenia).

Ale kto by sie tam przejmowal takimi duperelami, wazne ze ludzie zawsze beda

umierac a to dla kosciola oznacza kase, jak i beda sie rodzic co takze staraja sie

sprawnie skapitalizowac.

Poniewaz odleglosc pomiedzy narodzinami a smiercia moze byc dramatycznie dluga

a z czegos trzeba zyc wiec wymyslono: pierwsza komunie, biezmowanie, slub

koscielny i inne ktorych nie znam bo w koncu znudzilo mi sie studiowanie sposobow

wyciskania kasy z najbiedniejszych.

Oczywiscie podstawa egzystencji firmy jest co niedzielne opodatkowanie wszystkich

jak leci na rzecz najbogatszej firmy swiata podczas tzw mszy.

Kiedy tak sie z boku popatrzy na sposob odprawiania tych ceremonialow, na

wznoszenia rak (szamana….ups, sorry – kaplana), obroty, uklony, klekania, komendy:

klekac , wstac, usiasc to mozna odniesc wrazenie ze ten, ktory to opracowal poszedl

na latwizne i zbyt duzo zaczerpnal z kultury indian, egipcjan, eskimosow i wielu

innych dajac dowod na brak spojnosci i wlasnej indywidualnej koncepcji.

No i te kazania !!!!!!!! facet na mownicy gada przez minut 20 rzeczy z ktorych ani on

ani pozostali nic nie rozumieja i zrozumiec nie zamierzaja natomiast sluchajac tych

„nauk“ maja poczucie nienajgorzej spedzonego czasu, skoro i tak nie maja nic innego

do roboty i zadnych innych zainteresowan.

Co niedziela pracownicy firmy we wszystkich mozliwych oddzialach kpia sobie

z prawa naruszajac chociazby tajemnice korespondencji i cytuja „listy do Efezjan czy

 

tez Koryntian“. I nikt nie widzi w tym nic zlego !!!!!!!

 

Policja ich nie sciga pomimo ze jawnie kpia sobie z tego modnego teraz zwlaszcza

prawa !!!!!!!!!

Co wiec takiego sprzedaje ta firma ze moze czuc sie tak bezkarna ?

Co oferuje kosciol ? ze stal sie tak popularny a ich produkty w odczuciu masy ludzi

niezbedne do zycia jak alkohol czy papierosy.

Zanim w koncu odpowiem na to pytanie musze jeszcze okreslic target.

Czyli potencjalnych kupujacych nazywanych przez firme wiernymi , wierzacymi,

katolikami czy jakos tak…..

Czym charakteryzuje sie potencjalny klient kosciola katolickiego ?

Przede wszystkim brakiem charakteru, marzen i lenistwem. Latwowiernoscia.

Sklonnosciami do dzialania w owczym pedzie, i tak dalej i tak dalej.

Mozna by pomyslec, ze zwiekszanie ilosci kryteriow powinno ograniczac ilosc

klientow. Niestety, ta zasada do tego przypadku nie ma zastosowania i na tym takze

polega geniusz i sila tej firmy.

Jesli ktos poczul sie urazony, ze zakwalifikowalem go do takiej grupy, to moze pod

wplywem tej lektury rozejrzy sie wokol otaczajacych go ludzi w kosciele i zada sobie

pytanie czy jest to towarzystwo odpowiednie dla niego ?

Bo przeciez BOG jest wszedzie !!!!!!!! (czy traper w Arizonie, ktory nigdy nie mial

okazji zobaczyc namacalnego –murowanego-kosciola, a wierzy w Boga i zbawienie –

bedzie ich pozbawiony ? Oczywiscie ze nie! Ale ksiadz powie inaczej poniewaz ten

traper z punktu widzenia firmy jest nieprzydatny, nie da sie go opodatkowac wiec i na

zbawienie nie zasluguje wg kosciola ).

Czy w tym czasie zamiast po raz setny sluchac rzeczy w ktore nikt nie wierzy i po raz

setny patrzec na te same „tance“ ksiedza wokol „stolika“ (oltarzyka) , nie mozna by

bylo zrobic innych ciekawszych rzeczy ?

Chociazby obejrzec kolejny odcinek serialu „M jak milosc“ , ktory niesie w sobie

wiecej pozytywnego ladunku emocji i milosci niz cala historia kosciola.

  

 

Co mozna kupic w kosciele ?

  

 

Wiec coz za produkt, sztuke sprzedaje ta firma zwana kosciolem?

Otoz sprzedaje on WYPELNIACZ !!!!!!!!!!

Jest to najbardziej genialny wypelniacz na swiecie !!!!!!!!

Wypelnia nam braki w edukacji.

Braki w swiadomosci.

Braki w nadzieii.

Braki w zorganizowaniu sobie zycia a nawet tylko czasu wolnego.

Da rade go upchnac wszedzie, bo wszedzie sie zmiesci.

Mozna nim wypelnic cale swoje zycie lub tylko troche tak aby sasiedzi nie gadali lub

dla spokoju w rodzinie lub zeby bylo poprawnie lub nie – politycznie.

Jest to genialny „wypelniacz“, ktory w swiadomosci pracownikow jest tak niezbedny

klientom, ze nalezy im go wciskac za wszelka cene, nie ogladajac sie na srodki i

metody.

Klient musi go stosowac czy tego chce czy nie !

Bo jak nie to ….. i tu mamy 2 wersje :

- wersje lagodna , czyli bedzie sie smarzyl w piekle…. lub

 

- wersje drastyczna …. pracownicy firmy usmarza go za zycia…..

 

  

Jak widac jest to religia pelna milosci i zrozumienia (ale tylko dla slabosci,

pazernosci, glupoty, kabotynstwa i pedofilstwa jej pracownikow).

Napisalem o klientach i troche o obrzadkach niedzielnych to teraz o pracownikach,

dajmy na to ksiezach i misjonarzach.

To tacy szeregowi wyrobnicy (akwizytorzy) ktorzy najczesciej bezwiednie wykonuja

swoja prace nie majac zielonego pojecia co sie kryje naprawde za ta cala „sztuka“ czy

tez „religia“.

Sa do bolu nadetymi i tepymi narzedziami w rekach swoich przelozonych.

Ich tepote poteguje wiara w ich nadrzyrodzone mozliwosci i fakt ze zostali wybrani

sposrod plebsu.

I tu prosze o wybaczenie tych ksiezy i misjonarzy, ktorzy sa naprawde „wielcy“

(a spotkalem ich na swojej drodze trzech sposod setek pracownikow tej firmy)

i ktorzy sa dowodem na prawdziwosc mojej teorii a oni sami powinni czym predzej

zmienic firme a najlepiej zalozyc swoja. Czysta i nieskalana krwawa historia,

bezmiarem brudow moralnych i przekretow finansowych.

Bo dla tych, ktorzy musza wierzyc w isnienie Boga najtrudniej jest uwierzyc w fakt,

ze monopol kosciola na zbawienie duszy lub sprzedaz wypelniacza jest tylko

pozorny.

Tak pozorny jak nauka, ktora niosa w swiat ksieza i misjonarze.

Tworcy kosciola katolickiego czyli kolejni prezesi tej firmy czytaj papierze dbaja o to

aby ludzie ich reprezentujacy byli slepo oddani misji firmy czyli maksymalizacji

zyskow. Przeprowadzaja wnikliwa rekrutacje. Szkola ich i piora im mozgi przez kilka

lat zanim taki delikwent, ktory zglosil sie do nich bo zabraklo mu innego pomyslu na

zycie, bedzie w stanie isc i przekazywac bez zmruzenia oka banialuki i wykluczajace

sie twierdzenia. Bedzie na codzien potrafil calym swoim zyciem zaprzeczac

gloszonym przez kosciol teoriom a zagubionym w tym wszystkim i

zdezorientowanym klientom smiac sie bezczelnie w twarz.

Co wiecej. Ci geniusze marketingu uzurpuja sobie prawo do oceny postepowania

innych w sprawach od ktorych oni trzymaja sie z daleka. Mysle tutaj o sprawach

rodzinnych i malzenskich.

1. Czy mysleliscie o tym dlaczego w kosciele katolickim, ksieza moga legalnie (za

przyzwoleniem swojej firmy) posiadac kochanki lub kochankow, nie moga natomiast

wstepowac w zwiazki malzenskie czy chociazby homosexualne?

2. Czy mysleliscie o tym dlaczego im wolno bzykac na lewo i prawo a klientom ich

firmy tylko po „bozemu“ i w celach prokreacji ?

3. Dlaczego im wolno sie zabezpieczac prezerwatywami i naklniac do aborcji swoje

kochanki a klientki firmy maja rodzic ile wlezie nawet gdy nie maja co do garnka

wlozyc lub sa ofiarami gwaltu ?

Wszystkie te 3 pytania posiadja wspolny mianownik.

A mianowicie…………………. no …. kto zgadnie ?

….. no jasne ………… KASA czyli FORSA (takie piekne slowo i juz niestety

zapomniane ).

Wiec po kolei :

Ad 1. Wstapienie w zwiazek malzenski przez czynnego pracownika firmy czyli

ksiedza spowodowaloby prawdopodobienstwo wystapienia o podzial majatku przez

zone ktora postanowilaby sie z takim ksiedzem rozejsc i jeszcze w dodatku moglaby

chciec bezczelnie domagac sie alimentow.

Wyobrazcie sobie taka sytuacje : …. msza, na mszy rozwiedziony ksiadz informuje

wiernych, ze oto poniosl porazke w zyciu rodzinnym i to co im wkladal do glow i sam

stosowal to „bull shit !!!“ a jego zona wraz z osmiorgiem dzieci postanowila odejsc

zabierajac wyposazenie kosciola (lawki, swiece, kielichy, obrazy – dajmy na to

polowa majatku) i zada wysokich alimentow wiec od tej pory drodzy parafianie

„skladajcie ofiare“ z obydwu kieszeni !!!

Nie !!! zdecydowanie na to prezes firmy nie moze sie zgodzic !!! Nie ma prawa byc

zadnych roszczen do majtku kosciola ! On ma i tak dostatecznie duzo problemow

z odzyskaniem majatkow wyludzonych od naiwnych wiernych przez poprzednikow.

Ad 2. „Bo co wolno wojewodzie …..“ przedstawiciele firmy gloszac wszem i wobec,

codziennie i od swieta dyrdymaly o milosci celowo dalekim lukiem omijaja bardzo

proste rozroznienie sexu od milosci (mysle tu o milosci fizycznej).

Milosc fizyczna (nie mylic z sexem) wystepuje tylko pomiedzy kochajacymi sie

partnerami i jest cudownym uzupelnieniem ich zwiazku.

Jest poddaniem, oddaniem, zaufaniem – jest kochaniem.

Jest przezyciem wzbogacajacym ich swiat.

Swiat zarezerwowany tylko dla nich przez ktory ida tylko razem mogac odkrywac

piekna strone intymnosci.

A po kochaniu, po spelnieniu i zaspokojeniu moga zasnac wtuleni w siebie nawzajem

i obudzic sie rano z pragnieniem przezycia wspolnie nastepnego dnia. Ech ….

Sex (bez milosci) jest czysta kopulacja, zaspokojeniem nieznosnego popedu

plciowego uzupelniony przez brutalna walke partnerow (chociazby psychiczna),

jest sportem nomen omen bardzo przyjemnym (jesli bez konsekwencji) tyle ze

otoczony pustka i sprowadzony do wymiaru jednorazowego aktu.

Bo jakze chciec przytulic sie do osoby, ktora zna sie zaledwie pare chwil, z ktora nic

nas nie laczy. Po co obejmowac kogos takiego ? o czym z nim/nia rozmawiac rano ?

No dobrze… – ktos moze zadac pytanie – ale jesli w danej chwili nikogo nie kochamy

a do osoby z ktora sie spotykamy czujemy „pociag“ i ona tez ma ‚ochote“ to mamy

sobie tego odmowic i poprzestac na „jezdzie na recznym“ ?

Wg autora tego wykladu absolutnie nie ! zadbajmy tylko o to, aby dla obydwojga

bylo to przezycie, ktore ich wzbogaci, po ktorym beda mogli pojsc „dalej“ nawet jesli

kazde w swoja strone.

Bo nasze zycie jest zbyt krotkie aby je tracic na chwile bez znaczenia.

Kazda przezyta sekunda powinna miec wplyw na nasza przyszlosc.

Powinna przyczynic sie do naszego rozwoju.

Eliminujmy wiec z naszego otoczenia zdarzenia bez znaczenia, rzeczy bez wyrazu,

znajomosci bez przyszlosci.

Ad 3. Kazdy sex ma sie zakonczyc poczeciem nowego zycia czyli wg doktryny

kosciola przyjsciem na swiat nowego klienta. Bo wiadomo, ze kazda firma silna jest

sila swoich klientow. Nie wazne czy bedzie on biedny czy bogaty. Z kazdego da rade

cos wycisnac. A zgodnie z „efektem skali“ , majac miliony klientow, niech kazdy

z nich da raz w tygodniu tylko 1 zl a czynia sie z tego miliardy!!!!

Najlepszym przykladem obrazujacym wszystkie przedstawione powyzej teorie jest

jeden z bohaterow tego bloga – misjonarz vel mesjasz alias „ptaszor…“ , ktoremu

cechy jakie wg zasad piarowskich panujacych w jego firmie byly wpajane aby

poprzez nie byl postrzegany przez otoczenie czyli skromnosc, zrozumienie dla

ludzkiego bolu i ulomnosci, zycie w czystosci z dala od wszelakich pokus jest

kompletnie obce i wg jego samego kompletnie bez sensu. Nawet nie chce mu sie

sprobowac udawac. Bo po co ?

Jego wrodzona inteligencja nakazuje mu sie odciac od obludy kosciola i swoja osoba

dawac swiadectwo jakimi oni sa naprawde. Czyli pustymi, nadetymi i zarozumialymi

akwizytorami swojego produktu.

Wielokrotnie bylem swiadkiem na roznego typu imprezach organizowanych czy to w

moim domu w Zimbabwe czy tez u innych znajomych wypowiedzi Mesjasza

swiadczacych o jego bezgranicznej pogardzie dla wszystkich wokol o jego wyzszosci

nawet w relacjach z innymi misjonarzami, jednym slowem jest on bogiem i carem a

 

conajmniej mugabem (na szczescie tylko w zimbabwe).

 

  

 

 

Oj chcialoby sie polatac ! Ale ta sila grawitacji !!! niestety zciaga za nogi na ziemie zeby nie wiadomo jakim sie aniolem bylo :)

 

 

 

Tanzania
     
     
 

SNIEGI KILIMANJARO

czyli spieszmy sie kochac kobiety bo tak szybko odchodza

  

  

 

Oderwijmy sie na chwile od Zimbabwe i pierwszych dni pobytu DG na czarnym

ladzie i przeniesmy sie w czasie do poczatku roku 2005 i do innego nie mniej

afrykanskiego kraju czyli do Tanzanii.

Kontynuujac cykl podrozy etnicznych majacych na celu pomoc artystce w

odnalezieniu siebie czy tez swojej drogi czy tez kolejnego partnera, artystka wraz

z mesjaszem wyruszaja w podroz na misje znajdujaca sie u podnoza Kilimanjaro w

Tanzanii.

Na poczatku ich wyprawa miala sie odbyc samochodem, ale DG nie byl za bardzo

sklonny aby finansowac zakup odpowiedniego auta na taka przejazdzke.

W wyniku wielolitrowych negocjacji, stanelo na tym, ze poleca tam samolotem a na

miejscu i tak beda mieli przeciez samochod do dyspozycji.

Leca przeciez do kolegi mesjasza z seminarium ! jego serdecznego przyjaciela !

Podroz do Tanzanii nastapila w momencie, kiedy artystka jakby byla juz troche

zmeczona i znudzona zwiazkiem z mesjaszem.

DG odnosil wrazenie, ze mesjasz sie juz zuzyl nieco i wyeksploatowal i niewiele ma

juz do zaoferowania artystce.

Potem okazalo sie, ze rownolegle rozgrywa sie watek z Dyrektorem, ale zeby to

pojac, DG musialby zaczac ogladac MODE NA SUKCES .

 

 

 

BLONDYNKA NA KRANCU SWIATA W OBJECIACH MISJONARZY

 

 

 

Nowa postac w naszym Czarodziejskim (Pam) Flecie nazwijmy DOCTORKIEM

LENNONEM gdyz jest misjonarzem/lekarzem.

  

Jak sie okazalo nasz nowy bohater mial w sobie wiecej z „ptaka ciernistych krzewow“

gdyz w odroznieniu od mesjasza naprawde umial latac !

No nie zeby na skrzydlach wlasnych czy fantazji wlasnej , tylko aby pokonac

ogromne odleglosci pomiedzy wioskami masajow i dotrzec do nich na czas, musi

uzywac samolotu.

Wiec wszystko wskazuje na to ze jest pilotem.

A wiec lata.

Jak lata to jest „ptakiem“.

A „krzewy“ w Tanzanii podobnie jak w Zimbabwe sa tylko „cierniste“ (w obronie

przed zwierzetami, ktore obrzarly by je najchetniej do korzeni) wiec tym prostym

sposobem ulozylismy wszystkie puzzle i mozemy zrozumiec dlaczego po powrocie

z Tanzanii artystka nie byla juz z mesjaszem tylko z DOCTORKIEM LENNONEM.

Mesjasz natomiast, ktory ogolnie kiepsko sobie radzi z samotnoscia przygarnal w to

miejsce dotychczasowa kobiete DOCTORKA L i tak juz mu zostalo do dzisiaj.

Zapewne nie dowiemy sie nigdy (artystka dobrowolnie pewnie tego nie powie) co

zaszlo miedzy nimi (trojgiem) na Zanzibarze, dokad w euforii odkrywania „nowego“

polecieli spod Kilimanjaro.

 

 

ZANZIBAR

 

                                                                            po raz pierwszy

  

mmmmmmm Zanzibar !!!!!! jedno z miejsc na ziemi gdzie DG pragnal zawsze

poleciec. Niestety, zamiast niego polecialo tam za jego pieniadze troje kochankow

celem spedzenia sielsko kilku dni.

Efektem sielanki sa miedzy innymi zdjecia ktore robili artystce, niczym afrodycie

wynurzajacej sie z morskiej piany.

  

  

Ptaszorki podgladajace z gniazda plasajaca w wodnej piance syrenke

  

Oni………… dwaj braciszkowie w czerni, ona jedna miedzy nimi niczym muza, niczym

nimfa a raczej syrena jakas. Nie jeden by sie nie oparl. A przy tym taka tworcza , taka

kreatywna ! Taka oddana swej „misji“ ! Nic dziwnego ze sie chlopaki zapomnieli i o

 

panienke pobili. I jak na chrzescijan przystalo obrazili sie na siebie do konca zycia.

 

  

W tym samym czasie (jak sie okazalo pozniej) nasz kolega DYRYGENT przebieral

niezgrabnie nozkami za artystka i ich zwiazek rozwijal sie rownolegle do zwiazku

artystki z MESJASZEM/DOKTORKIEM L no i pamietajmy ze chcial nie chcial

artystka w tym czasie przebywala w oficjalnym przynajmniej zwiazku malzenskim

z DG.

Ciag dalszy tej chistorii juz wkrotce.

 

 

  

 

Krotkie wprowadzenie

  

Od powrotu na tarczy do interwencji policji przeciwko DG (opowiesc skrocona bardzo)

Po powrocie z Zimbabwe z ktorego Artystka zostala deportowana za ”dobre” zachowanie, nie wraca do wspolnego domu z DG tylko zada wynajecia mieszkania w Warszawie.

 Jak twierdzi, …nie wroci do domu “zabrudzonego innymi…” i tego typu podobne ………….

a przede wszystkim dla tego, ze zada rozwodu i nie ma ochoty mieszkac z DG pod jednym dachem.

DG majac na wzgledzie dobro ich Corki wynajal wiec mieszkanie, ktore bardzo szybko okazalo sie byc dla Artystki zbyt  male i za bardzo oddalone od szkoly Corki.

 Laczac przyjemne z pozytecznym wynajal wiec dom na Sadybie aby Artstka miala gdzie mieszkac, tworzyc, sprzedawac i nie pyszczyc….

DG nie przewidzial tylko ze bedzie to miejsce gdzie Artystka zamieszka wraz z kolejnym kochankiem – Dyrektorem.

Bylo wiec tylko kwestia czasu , kiedy DG puszcza nerwy i odmowi dalszego finansowania gniazdka kochankow i  ” ich sztuki” . 

 

a oto ta historia………

 

Luty (february) 2007

 

Po przeprowadzeniu zmudnego castingu na aystentki projektantki mody , Artystka przyjela je do pracy i to od razu 6 , w koncu i tak nie ona placila a do tego jeszcze informatyka i menagera.

Zawsze dzialala z rozmachem.

Zwlaszcza jesli chodzilo o pieniadze DG.

Ten ostatni widzac narastajaca fale miesiecznych kosztow coraz bardziej nerwowo patrzyl w kierunku zbyt wolno powstajacej pierwszej kolekcji handlowej ciuchow pod brendem artystki.

Odkad Artystka powrocila z Zimbabwe i zarzadala rozwodu , DG postanowil przynajmniej skapitalizowac swoja inwestycje w projektantke i umowili sie, ze na jesieni 2007 roku wystartuja na targach mody gdzies za granica.

Teoretycznie wszystko szlo do przodu.

Gdyby nie jeden drobny szczegol.

W chwili gdy DG dogadywal ostatnie warunki wziecia udzialu w targach w Nowym Yorku, Artystka wraz z Dyrygentam przezywali chwile uniesienia gdzies na Zanzibarze, ktorych skutki okazaly sie druzgocace

 

dsc_0150

dsc_0148

 

(wtedy nie wiadomo jeszcze bylo tylko dla kogo)

 

POLISH DREAM czyli OPERA „ za 3 grosze…“

 

Po powrocie Artystka oswiadcza radosnie, ze otrzymala wlasnie propozycje aby we wrzesniu 2007 zrobic Opere Czarodziejski Flet Mozarta (co oznaczalo ze : wyrezyseruje, zaprojektuje kostiumy i scenografie a nawet plakaty) i ze zostanie ona wystawiona w Filharmonii Sudeckiej (tam gdzie Pan Dyrygent jest jednoczesnie Panem Dyrektorem).

Zdziwienie i wku…rwienie DG nie znalo granic.

Nie da sie rady przeciez pogodzic tych rzeczy.

Przygotowanie kolekcji ciuchow (czy sukienek wg nomenklatury Artystki) i opery jednoczesnie, wykluczaly sie oczywiscie (wg opinii DG).

Artystka byla jak zwykle przeciwnego zdania i zapewniala, ze podola – przez co zrobila sie jeszcze bardziej agresywna.

W marcu DG juz byl pewien co do dalszego kierunku „rozwoju businessu“.

Odwolal wiec targi i dal sobie na „luz“ gdyz jak mu zapowiedziala Artystka :

 

„… ich wspolny interes to moda, a opera to jej sprawa i Dyrygenta i nikt ciebie o pieniadze prosil nie bedzie – bo twoja pogarda dla artystow i sztuki dyskwalifikuje cie jako sponsora, a do mody wrocimy zaraz po operze…“

  

„Ok , tylko zebyscie nie przyszli po pieniadze na realizacje tej opery ! …“   odpowiedzial DG i zajal sie wlasna firma i wlasnym zyciem.

 

 

 

 

 

 

 

     

Niestety jak zwykle mial racje i wkrotce sie okazalo, ze brakuje pieniedzy na wystawienie sztuki pomijajjac juz fakt, ze pieniadze zainwestowane w mode byly przejadane systematycznie przy realizacji opery.

DG byl znowu ostatnia deska ratunku. I oczywiscie Artystka nie omieszkala sie tej dechy chwycic.

Zaproponowala, ze jesli DG zainwestuje te „swoje brudne, odrazajace pieniadze „ to w ciagu miesiaca po spektaklu marszalek wojewodztwa zrefinansuje opere i dostanie je z powrotem.

Nie byla to oczywiscie propozycja wspolnego interesu tylko pozyczki bez procentow i gwarancji na zwrot pomimo zapewnien Artystki.

 

Niemniej DG podjal wyzwanie, szybko cos tam sobie poprzeliczal, pododawal, poodejmowal i wyszlo mu ze na tej calej „sztuce“ mozna niezle zarobic

 

(po cholere panstwo nasze dotuje te opery skoro one moga same sie finansowac, potrzebni sa skuteczni menagerowie a nie dotacje !!!!!!!!!!!!!!!!!).

  

Pozyczyl wiec kochankom pieniadze i (nie)spokojnie czekal na premiere.

Na tydzien przed premiera okazalo sie ze zainteresowanie opera jest bardzo duze i trzeba zrobic dodoatkowy spektakl a w ostatecznosci sprzedawano bilety nawet na probe generalna.

 

 

plakat

 

 

chca_oczarowac

 

 

„Hm….. jak na debiut kosmetyczki w branzy operowej to nawet niezle…. po prostu POLISH DREAM „

 

Przygotowania do spektaklu szly pelna para.

Marketing czynil cuda, gazety lokalne rozpisywaly sie zgodnie z zalozeniami 

 

dla_walbrzycha_to_co_najlepsze-rozmowa_z_dmikulski

czarodziejski_flet-_artykul

 

 

a tymczasem Artystka wniebowzieta oswiadczyla DG, ze na premiere i na OPERE wogole nie moze jechac, gdyz

 

 „… jest niegodny aby ogladac sztuke ktora gardzi…, powinien byc dumny, ze Artystka dala mu szanse sfinansowac ja i to by bylo na tyle…“

 

DG specjalnie te slowa ani nie zaskoczyly ani nie zdziwily, gdyz sam wczesniej sie zastanawial jak to mialoby wygladac po spektaklu, kiedy to Pani Artystka z Panem Dyrektorem udaja sie do jego domu na spoczynek a maz Artystki do hotelu… :)

Potem dowiedzial sie jeszcze, ze w srodowisku filharmonii zapanowalo duze zdumienie gdy wyszlo na jaw ze Artystka jest mezatka i to bynajmniej nie z Dyrygentam.

Jednak pozostawal pewien gorzki posmak. W koncu DG nie mogl (po raz pierwszy) zobaczyc czegos co sponsorowal lub wspoltworzyl.

Ok, niewazne , w koncu to tylko interes. Ale czy napewno ?

 

Historia czarnej sukienki

 

 

Kostiumem, ktory mial byc nosnikiem Opery miala byc sukienka KROLOWEJ NOCY , utkana z wloczki i krysztalkow Swarovskiego.

 

 

img_9753

 

 

 

Podczas rozmow z biurze firmy Swarovski w Warszawie, DG czujac „ciezar“ finansowy takiej ilosci krysztalkow jakie wymyslila sobie Artystka probowal namowic firme na wspolsponsorowanie tego przedsiewziecia.

Punktow stycznych na wspolprace bylo bardzo duzo i zarowno Artystka jak i producent najdrozszych na swiecie szklanych paciorkow mogli przy okazji tego projektu wiele zyskac.

Niestety, aby firma Swarovski  wziela udzial w czyms takim Artystka musialaby zejsc ze swojego piedestalu projektantki i zostac najpierw przynajmniej marnym krawcem pokroju Zienia czy zwirka i muchomorka czyli dueciku Brzozowski z Paprockim gdyz nie liczy sie w polskiej modzie projekt lecz fakt ze ich „twarze“ sa juz znane.

 

Nikogo nie ineteresuje, iz branzy modowej kazdy z nich zalicza sie do dinozaurow i niczego jeszcze w zyciu nie dokonal i juz niedokona gdyz nie utrzymuja sie ze sprzedazy tego co uszyja (celowo nie pisze ze zaprojektuja , gdyz w ich projektach nie ma mowy o zadnym projektowaniu, co najwyzej krawiectwo i to kiepskie).

Podobnie ma sie sprawa z Dawidem Wolinskim , najwiekszym polskim piratem mody. Wszystkie jego „kreacje“ dziwnie przypominaja projekty zachodnich domow mody.

 

DG wyszedl znesmaczony z negocjacji ze „Swarovskim“ i postanowil zaplacic za te paciorki, ale oczywiscie zastrzegal wszystkim wokolo aby informacja o tym, ze sa to „oryginalne krysztalki Swarovskiego“ nie ma prawa sie nigdzie ukazac.

Pokusa byla jednak zbyt duza i DYRYGENT puscil informacje do prasy ku niezadowoleniu DG, gdyz nikt mu od Swarovskiego za taka reklame nie zaplaci.Ale to nie DYRYGENT przeciez placil za sukienke ale za to na jego konto szedl ewentualny sukces.

 

czarodziejska_suknia

 

Bardzo mocno ograniczyl wiec ta informacje a do nastepnej sukienki (musialy byc 2 na scenie jednoczesnie i idealnie takie same) kupil rownie „ oryginalne krysztalki co Swarovskiego „ za to o wywrotke peiniedzy tansze.

  

PREMIERA

„Czarodziejski Flet – W.A.Mozarta“ w rez. i tak dalej Artystki

i pod batuta oczywiscie nie kogo innego tylko Dyrygenta/Dyrektora

 

  

Caly tytul tej OPERY brzmial “ Czarodziejski Flet  - Droga do $wiadomego istnienia”

 

    

Jak napisalem juz wyzej, nie bylo dane DG obejrzec przedstawienia (zadnego),

wiec daje tutaj pole wszystkim, ktorzy mogliby i chcieliby sie w temacie tej opery wypowiedziec.

Zapraszam do wypowiedzi artystow, widzow, wspolpracownikow jednym slowem poczytalbym w koncu jak to bylo naprawde.

Nie to co pisali dziennikarze. To sie zawsze da sterowac. Od tego jest przeciez marketing, lobbing, drinking a na koncu stretching J

Wiec jak bylo naprawde ?

Czy ktos ma odwage cos o tym napisac ?

Ja ze swojej strony zamieszcze kilka zdjec z tego spektaklu dla ubarwienia tego smutnego tekstu i poprzestane na linku do youtube z riderem do OPERY

 

 

img_9854

img_9826

img_9954

papageno2mp

 

priestertaminomp

 

  

  

szara rzeczywistosc

 

Do dnia dzisiejszego, pomimo zrefundowania przez marszalka wojewodztwa nakladow, pomimo sprzedazy biletow – Artystka jakby zapomniala sie rozliczyc z pozyczonych pieniedzy a przy okazji zapomniala o modzie i zanurzyla sie w realizacje kolejnych oper.

 

W zwiazku z powyzszym w grudniu 2007 DG wstrzymal finansowanie wspolnej firmy i zaprzestal tez lozyc na zycie Artystki, placac jedynie za szkole i utrzymanie Corki.

 

I w tym momencie zaczal sie DRAMAT !!!!!!!!!!!

BO jak to ?

 

 

… Artystka ma wydawac pieniadze zarobione na operze ?????????????

  

  

  

… Artystka ma zrezygnowac z jazdy nowym BMW Cabrio Coupe ??????????????

  

  

bmw-1

 

 

… Artystka bedzie musiala zwolnic 6 asystentek ?????????????????????????????????????????

 

 

dsc_0754

 

…Artystkabedzie  musiala wyprowadzic sie z domu na Sadybie ???????????????????????????

  

W kategoriacch pojmowania Artystki to bylo 

 

NIEMOZLIWE !!!!!!!!!!!!!

 

DG nie usilujac nawet zrozumiec kolejnej pokretnej filozofii Artystki na dobre odplynal w przestrzen zarezerwowana dla ludzi, ktorzy lubia sie cieszyc z kazdego kolejnego dnia i nie sa im do tego potrzebne ani religia ani sztuka ani tym bardziej towarzystwo ludzi gardzacych wszystkimi dookola tylko za to ze Artystow Prawdziwych maja za ostatecznie niekoniecznych na ziemii.

 

 

 

 

 

  

 

 

A oto co napisal do mnie GOSC, ktoremu pozwolilem sobie

nadac numer I.

Z poczatku pomyslalem, ze napisala do mnie byla zona

Dyrektora, ktora takze padla ofiara odwiecznego uczucia

“Kochankow z Werony”, ale z tego co w miedzyczasie

ustalilem, to nie specjalnie rozpacza za Dyrygentem.

 

Trafiłam na ten blog już jakiś czas temu, kiedy to z uporem

maniaka poszukiwałam info na temat właśnie Pana, bo chciałam

się dowiedzieć czegoś o “Łosiu”( w moim wyobrażeniu, który

ma porozę niesamowitej długości )

a wszystko , to tylko i wyłącznie dlatego że miałam wielkiego

pecha uwierzyć w “piękne” kłamstwa w/w Dyrektora i jeszcze

większego pecha – zakochać się w kimś tak dwulicowym, aż

pewnego dnia przedstawiono mi pańską żonę jako przyjaciółkę

od niepamiętnych lat, która to później jak się okazało wcale nie

była przyjaciółką lecz kobietą/kochanką Dyrektora, czyli

jednocześnie kogoś z kim byłam… (o to mały przykład z maili:

  

Kocham od 14 lat AD i ma ona na mnie ogromny wplyw.

Nawet jeszeli nie bedziemy z nia nigdy razem to na razie nie

jestem w stanie ulozyc sobie zycia z nikim innym.

Przepraszam, czasami myslalem ze jest inaczej.

Jestes cudowna kobieta a ja Twoim najwiekszym fanem i

przyjacielem!

Darek)

  

Nie powiem jakiego szoku doznałam ale zaślepiona miłością

wierzyłam w jego różne bajki/kłamstwa że ich zwiazek z

artystka dobiegł końca i że już będzie dobrze, jedyne co miałam

zrobić to zaufać, no i oczywiście zaufałam (głupia-wiem), a kto

by zrobił inaczej dla miłości (teraz już mam nauczkę) ale nie

zapomnę mojego zdziwienia kiedy to właśnie podczas nazwijmy

“tworzenia” premiery słynnego czegoś zwanego na blogu “Pam

Fletem…”, siedziałam z jej asystentkami i artystami biorącymi w

tym udział, zadzwonił telefon i to był Pan ( nie będę opisywać

twarzy ludzi, którym opadły dosłownie szczęki ze zdziwienia że

ta “artystka” ma męża i że na dodatek ten mąż troszczy się o

jej “arcydzieło”, a że “artystka” na tam ten czas była zajęta

Dyrektorem to nie odbierała telefonu…

  

Cóż to była za jazda bez trzymanki, biedny Dyrektor nie

wiedział jak ma wybrnąć przede mna z sytuacji, wypisywał do

mnie smsy prosząc o spotkanie(wczesnym rankiem po

przedstawieniu w parku, pewnie dlatego że “artystka” jeszcze

spała i jej czujność nie notowała braku jej mężczyzny) by po

raz kolejny skłamać i ocalić swój …!

  

Nie, no nie da się tego opisać!!! Powiem jedynie że uporczywie kłamał jeszcze dosyć długo i pewnie jeszcze dłużej by bajerował jeżeli by któregoś

poranku jadąc do pracy nie zapomniał w domu telefonu i choć

nigdy w życiu nie sprawdzałam takich rzeczy, tu nie miałam

wyjścia, no i miałam czarno na białym jego podwójną

działalność(smsy i telefony-raz do mnie raz do artystki)-SZOKprzypominający

trójkąt z opery mydlanej na bazie brazylijskiego

serialu!!!

  

Później nawet “artystka” próbowała mi truć życie

wydzwaniajac np o 5 rano i wrzeszcząc badź bez wstydu

obrzucajac mnie swoim “światkiem gospodyń wiejskich”(nie

ubliżając owym w działaniach) na łamach pewnego forum, ktore

niby ma na celu rozwój kariery…

  

Ale na szczęście w nieszczęściu mnie nie łączyły z tym kimś

żadne formalności, a Panu to współczuje szczerze!!! Chociaż

najbardziej to waszemu dziecku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  

Bo w sumie Pan już został chyba wybawiony od tej ….. właśnie dzięki

Dyrektorowi, tak że nos do góry i witaj życie :-)

 

Po przeczytaniu tego tekstu jeszcze bardziej upewnilem sie w

moim przeczuciu ze powinienem byc gleboko wdzieczny

Dyrektorowi/Dyrygentowi za to ze wybawil mnie od tej kobiety

(jak ja zwal tak zwal) i postanowilem ze w dalszej czesci

mojego opowiadania bede go okreslal mianem WYBAWICIEL :)

 

 

 

Sierpien (august) 2008

  

W nastepstwie odmowy przez DG dlaszego finansowania artystki, ta ostatnia oswiadczyla,, ze wraca do ich domu pod Warszawa  i go PRZEJMUJE !!!!!!

a Dg ……ma wypierdalac bo jest zgnilym padalcem ze sperma w mozgu…. (poniewaz DG nie ma pojecia o wezach ani im podobnych udal sie w podroz celem zdobycia odpowiedniej wiedzy, ktora umozliwi mu skuteczna walke z Artystami takze w tej dziedzinie).

W tym czasie Artystka ZAJELA ich dom , rozprzestrzeniajac sie po nim niczym po Zimbabwe. Nie omieszkuje takze sprowadzic tam aktualnego kochanka – DYRYGENTA.

Byla na tyle jednak delikatna, ze z 10 pokoi raczyla laskawie pozostawic DG do dyspozycji jego sypialnie.

Coz za laskawa PANI !!!!

DG wzruszony do lez jej dobrocia poprosil mimo wszystko ARTYSTKE aby laskawie kolega kochanek sie wyprowadzil……

….odpowiedz nie nadaje sie do publikacji – ale kochanek sie wyprowadzil. :)

(lub przyczail  na z gory upatrzonej pozycji)

Chcac uczcic ten niewatpliwy sukces :( DG postanowil zaprosic do swojego domu znajomych celem spedzenia weekendu w radosnej atmosferze.

O swoim zamiarze DG postanowil poinformowac Artystke droga emailowa.

Wybral te droge komunikacji (pomimo tego ze Artystka obecna byla calym cialem w poblizu), gdyz oprocz smsow jest to jedyna forma komunikacji, ktora nie naraza organow sluchowych DG na kontuzje….

  

…a oto co odpisala ARTYSTKA :

  

  

 

 

Od: “Anna Dlugolecka . NYANGA . the House of Fashion .” <anna@annadlugolecka.pl> 
 
Do: DG
 
Data: 2008-11-05 11:55:17
 
Temat: dom
 
 
 
dom w Czastkowie jast jak najbardziej ale tylko od strony majatkowej,
takze twoj
ty tu nie mieszkasz i nie ty tworzysz jego klimat i formeto ja tu mieszkam z Ola
i tu pracuje
wiesz co znaczy dla mnie moja przestrzen w ktorej tworze
jak jej bronie przed obcymi i ich zlemjesli tego nie uszanujesz
i wprowadzisz do tego domu
KIEDYKOLWIEK JAKAKOLWIEK OBCA OSOBE (czyt. kazdego kto nie jest toba
ani twoim rodzicem)bedzie to kolejny przejaw twoje okrucienstwa i znecania sie nade
mna , moimi uczuciami i moim tworzeniem
bedzie kolejnym dowodem ze jestes podlym czlowiekiem nie czanujacym
uczuc innych ludziten dom
to przestrzen mojego zycia i jego przezyc
to przestrzen wartosci ktore buduje
mojemu dziecku
do ktorej nie ma dostepu nikt obcywiec uswiadamiam cie ze twoje grozenie mi imprezami i goscmi ktorych
chcesz sprowadzic
a ktorymi mnie straszysz w smsach
jest bezwzglednym sposobem przejawiajacym najgorsze i najglebsze
poklady podlosci
i dowodem psychicznego znecania sie nade mna         

 

wiesz , bo latami rozmawialismy na temat domu jako przestrzeni
czystej w ktorej kreowane sa najczystsze stany i najbardziej chronione
to przestrzen moja i mojego dziecka ktore jest jeszcze bardziej
wrazliwe niz ja
nigdy nie dopuszczalam obcych do wtedy jeszcze naszego domu
bo dom w ktorym mieszkam i tworze to dla mnie i mojego dziecka
ŚWIĘTOŚĆ !

I NIEDOPUSZCZAM DO WPROWADZENIA DO NIEJ KOGOKOLWIEK OBCEGO !
NIEDOPUSZCZAM DO WPROWADZENIE W PRZESTRZEN NASZEGO TWORZENIA ZADNEGO
OBCEGO BALASTU MYSLI ANI HISTORII

jesli naruszysz to
bedzie to najpodlejszym pogwalceniem moich i Oli uczuć i wartosci

bedzie najokrutniejszym psychicznym znecaniem sie nad nami

i poprosze o pomoc prokuratora

 

 

 

 

 

Od: “Anna Dlugolecka . NYANGA . the House of Fashion .” <anna@annadlugolecka.pl> 
 
Do: DG
 
Data: 2008-11-05 09:42:02
 
Temat: Re: Ola
 
 
 
ja w weekend pracuje i beda moje klientki zarowno w sobote jak i
niedziele
umawiales sie z Ola ze ja zabierzesz
jesli nie
Ola jedzie do Makowa
bo moja sobota jest pracujaca , beda tu ludzie
i w takich warunkach Ola nie bedzie przebywac
bo musi odpoczac i wymaga przez ten czas opiekiwiec albo zabierasz ja w piatek o 10.15 ze szkoly i odwozisz w
nidziele o 17
albo Ola jedzie z moja mama o 10.15 w piatek do Makowa             

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

….po otrzymaniu powyzszych emaili DG poczul krew w zylach (bynajmniej nie blekitna) i tym bardziej wizyte znajomych uznal za wskazana.

  

Artystka oddalila sie wiec “kontrolnie” na weekend obciazajac Dyrygenta swoja obecnoscia.

  

Wyszlo im to nawet na dobre bo rozstanie coraz bardziej szarpalo nerwy kochankom z racji uwielbienia Dyrektora dla plci przeciwnej.

  

DG jak najbardziej popiera te sklonnosci Dyrygenta ale jednoczesnie  poprzysiagl sobie, ze “chocby sie slonce smietana zes…” to Artystka wstapi w zwiazek malzenski z Dyrygentem,  bo jakas sprawiedliwosc na tym swiecie byc musi :)

  

Po powrocie z weekendu z kochankiem Artystka nie mogac zniesc szczesliwej i radosnej miny DG wywolywala awanture za awantura.Jej nienawisc wzgledem DG osiagala szczyt w obecnosci ich Corki.

  

DG majac na wzgledzie zdrowie psychiczne swojego dziecka, postanowil wiec na jakis czas usunac sie ” z drogi” zamieszkujac jak kazdy przyzwoity upadly finansowo businessman u swoich rodzicow.

  

tutaj przeskoczymy troche czasu w ktorym to Artystka upaja sie po zwyciestwaie nad DG – przeciez wypedzila go z jego wlasnego domu !!!!!!!!!!!!!!!!!- jeszcze tylko wymusi 30 tys miesiecznie  alimentow na siebie  i ZYC NIE UMIERAC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

  

………az tu nagle, ktoregos dnia (dokladnie 11.02.09) o godzinie 16 DG postanowil zajrzec do swojego (bylo nie bylo) domu.

  

jakiez bylo jego zdziwienie, kiedy po przywitaniu z Coreczka stwierdzil, ze w jego sypialni znajduja sie rzeczy jakis ludzi co wskazywalo na fakt ze tam mieli (bez)czelnosc nocowac.

  

Zwrocil wiec uwage Artystce, ze to jego sypialnia i ze w tym domu oprocz sypialni Oli i jego jest jeszcze 8 innych pokoi i prosi aby “towarzystwo” do godz 20 oposcilo jego pokoj.

  

Odpowiedz Artystki jak zwykle nie nadaje sie do publikacji …. ale poniewaz pozostale sprawy nagliwy DG do powrotu do Warszawy, nie podjal dyskusji w obcym mu jezyku tylko zapowiedzial swoj powrot na godzine 20. Uczynil to w jezyku polskim, literackim wiec zdawaloby sie ogolnie rozumianym , ale jak sie pozniej okazalo – rozumienie to nie to samo co pojmowanie :)

  

O godzinie 20 w sypialni DG nadal pozostawaly rzeczy obcych mu ludzi wiec wiszacy w powietrzu konflikt probowal rozwiazac na drodze pokojowej oznajmiajac ze przedluza ultimatum o godzine podczas ktorej zamierza udac sie do sasiadow stesknionych napewno jego kilkutygodniowa nieobecnoscia.

  

Po powrocie od sasiadow (ktorzy okazali sie byc bardzo stesknieni ) DG nie stwierdzil aby z jego sypialni zniknely jakiekolwiek obce rzeczy. W sposob wyjatkowo ostrozny i delikatny, spakowal wiec wspomiane rzeczy do “wspomnianych walizek” i wystawil na korytarz.

  

Dramat tamtych chwil, ktore doprowadzily w efekcie do interwencji policji i oskarzenia DG (przez Artystke)  o znecanie sie nad rodzina postaram sie teraz  przekazac “slowo w slowo”.

  

Scena 1

  

godz. 21

  

sypiualnia w domu DG

  

DG wymienia posciel na swoim lozku a Artystka przemawia do niego z korytarza obok sypialni glosem jakby co najmniej z Krakowem gadala…

  

 

 

           

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wiem , wiem ….. znowu nie dotrzymalem slowa…  :)

mialem opisac wyczyny “Artystki”,  ktore doprowadzily do interwencji Policji, ale niestety moj “kunszt bajkopisarza” jest niedostateczny aby oddac klimat tamtych chwil wiec postanowilem zamiast formy pisanej zastosowac forme audio wykorzystujac do tego material nagrany za pomoca telefonu komorkowego, dajcie mi tylko prosze chwile abym mogl to opublikowac w formacie dostepnym dla wiekszosci internautow , plizzzzzzz :)

 

 

 

     
 
 
     

  

  

  

  

  

 

KOLEJNY NAPAD FURI ARTYSTKI

( choroba nieleczona powraca ! )

 

 

Sroda 08.2009

 

Poranek byl dzisiaj jak kazdy inny DG ( zaspal jak zwykle) i juz mial

otworzyc drugie oko gdy nagle od dawna milczacy telefon DG zadzwonil

a na wyswietlaczu pokazal sie dawno nie widziany napis „Artystka“ .

No,no – pomyslal DG – pewnie jakies niusy :( ?

  

Po odebraniu polaczenia wrazliwe ucho DG zostalo narazone na zalew

wulgaryzmow,i grozb w stylu :

  

„ Ty c-huju ! Ty zlamasie ! jesli do jutra rana blog nie

zniknie to przysiegam na zycie twojej corki ze pojde na

prokurature , policje i do urzedu skarbowego i WSZYSTKO

POWIEM , ze prales pieniadze, przemycales diamenty i CIE

ZAMKNA !!!!!!!! i przysiegam to na zycie twojej corki !!!!!!!!!!“

  

W trakcie tych wrzaskow DG rzucil drugim okiem (ktore juz sie bylo

otworzylo) na zegarek (byla 8 rano – czyli wlasciwie srodek nocy) i

pomyslal, ze artystka wchodzi widocznie w kolejne stadium choroby i

cpa albo pije na calego juz od rana.

  

„ Zapomniala wymienic jeszcze pedofilli, handlu narkotykami, handlu

ludzkim towarem, streczycielstwa, handlu bronia (masowego razenia

najlepiej) , przekupywania urzednikow, przygotowywania zamachow na

prezydentow….. – zapomniala albo celowo zostawila to sobie na nastepny raz”, myslal dalej DG.

  

Wysluchawszy jednak uprzejmie czyli bez slowa komentarza do konca

tego artystycznego belkotu (organizm DG jest tak skonstruowany, ze o

poranku mozna po nim walcem przejechac i nic nie poczuje) , zaczal sie

gleboko zastanawiac, analizowac…….. i myslac o :

  

1. konsekwencjach jakie moga dotknac Jego Corke jesli blogu nie

zdejmie (biedne dziecko- Olu kiedys przyjdzie taki czas, ze

zrozumiesz jak bardzo chora byla twoja matka )….

  

2. bezczelnosci, pazernosci, chamstwie i glupocie artystki (bo zamiast

wdziecznosci ze znalazl sie ktos kto finansowal bez zmruzenia oka

jej marzenia o byciu artystka, jej podroze z kochankami – czasami

dwoma na raz, inwestowal w ciagle zmieniajace sie pomysly na

zycie po to tylko zeby byla szczesliwa i nie musiala pracowac i

mogla sie realizowac)

  

3. karze jaka powinna spotkac ta kobiete, ktora w ten sposob

odwdziecza sie za wszystko co otrzymala od meza, ktory na to

wszystko pracowal codziennie i to od zera kompletnego (niestety

druga wojna sie skonczyla bo donosiciele, denuncjatorzy, kable,

podpierdalacze nie zdaja juz sobie sprawy z konsekwencji jakie

ich moga spotkac i w 99 przypadkach w czasie wojny lub po jej

skonczeniu – spotykaly)

  

4. tym kiedy wreszcie ta cholerna baba sie uspokoi i przestanie

wydzwaniac w srodku nocy do rodzicow i znajomych DG

urzadzajac wiejskie awantury majace na celu zmuszenie DG do

dalszego zaspokajania oczekiwan finansowych niespelnionej

artystki ?

  

5. o tym kiedy przestanie prac mozg wlasnemu dziecku wmawiajac

jaki to jest tatus podly bo nie chce juz placic na dziecka szkole

(Brittish school / miesiecznie) – co od samego poczatku wydawalo sie DG

chore, ale skoro pieniadze byly to dla wlasnego dziecka DG nie

zamierzal zalowac

  

6. kiedy wreszcie ta „wspaniala matka‘ przestanie zwracajac sie do

DG o cokolwiek szantazowac go, ze jesli nie spelni jej zadan to

nigdy wiecej nie zobaczy swojej corki !!!!!!!

  

7. kiedy wreszcie ten ‚geniusz sztuki“ skupi sie na pieniadzach, ktore

w tej chwili dzieki inwestycjom jej meza zarabia i to w duzych

ilosciach ( i dzieli sie nimi ale juz z obecnym kochasiem) i

przestanie wyciagac lapy po nie swoje…

  

8. kiedy wreszcie przestanie szantazowac DG ze go posadzi do

wiezienia…

  

9. no i kiedy jej „madry ojciec“ przestanie wydzwaniac do DG

z pogrozkami o podobnej co artystka tresci tylko ubarwione o opis

jak to w pierdlu beda DG francowac tylek … cokolwiek to znaczy

DG postanowil na poczatek napisac list ………………….

 

 

LIST OTWARTY

OD DG

DO PROKURATUR,

URZEDOW SKARBOWYCH,

POLICJI, ABW, CBOS

I wszystkich swietych

 

Ja, nizej podpisany blagam Was wszystkich jako przestawicieli wladzy

na roznych szczeblach Abyscie czym predzej przyjeli zgloszenie od

artystki na swojego meza gdyz ten ostatni pozostajac przez wiele lat w

zwiazku malzenskim z ta kobieta dopuszczal sie czynow uznawanych za karalne i prosze Was WSZYSTKICH najlepiej RAZEM aby wszczac

przeciwko mnie postepowanie, gdyz :

  

1. znecalem sie nad rodzina psychicznie (zaspokajajac jej wszystkie

zachcianki)

 

2. znecalem sie nad artystka fizycznie (gdyz oswiadczylem ze juz

fizycznie i finansowo nie dam rady tego dalej ciagnac i nie widze

zreszta sensu)

 

3. pralem pieniadze (pralka jako dowod do zabezpieczenia w domu)

 

4. przemycalem diamenty (ilosc mozna wstawic dowolnie)

 

5. handlowalem narkotykami (tu wstawic cokolwiek)

 

6. handlowalem ludzmi (w kazdym kolorze skory)

 

7. przemycalem bron (glownie masajska)

 

8. przekupywalem urzednikow (ale juz przestalem odkad przestalem

dawac na tace w kosciele)

 

9. okradam kosciol (bo przestalem dawac na tace)

 

10. przygotowywalem zamach na przydenta (Mugabego –

uswiadamiajac zimbabwanczykow w jakim pieknym kraju zyja)

 

11. molestowalem maloletnich ( tu nic mi do glowy nie przychodzi

pozostawiam to miejsce fantazji sledczym)

 

UWAGA : niepotrzebne skreslic ! a jesli cos pominalem to dopisac !

Zgloszenie od artystki nalezy przyjac niezwlocznie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

coby otoczenie nie doznalo uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

Nalezy przy tym przyjac metode jaka zastosowali policjanci na jednym

z posterunkow, kiedy to artystka uparla sie aby zgloscic donos na

swojego meza ze ukradl jej komputery (za ktore zreszta sam zaplacil i

nalezaly do JEGO firmy).

 

Poniewaz kolejni policjanci na posterunku odmawiali przyjecia takiego

zgloszenia , furia artystki osiagala niebywale rozmiary i wrzeszczac na

policjantow domagala sie widzenia z komendantem u ktorego zrobila

karczemna awanture wyzywajac mu przy tym od szowinistow i tak dalej.

 

Komendant probujac zachowac zimna krew poprosil artystke o numer

telefonu do DG po czym w rozmowie telefonicznej zapytal go co ma

uczynic z jego zona ?

DG odpowiedzial, ze jesli nie moga jej zamknac w zakladzie dla

psychicznie chorych i dobrowolnie nie chce opuscic posterunku to niech przyjma od niej to zgloszenie a DG w dniu nastepnym przywiezie

odpowiednie dokumenty potwierdzajace wlasnosc komputerow.

 

I ze on bardzo przeprasza za zachowanie tej kobiety i naprawde jest mu gleboko wstyd, ze nosi jego nazwisko ale wkrotce to sie zmieni.

 

Komendant tylko wzdechnal do sluchawki na mysl o calej tej

papierkowej robocie, ktora go czekala po to tylko aby zaspokoic focha

jakiejs baby, powiedzial pare slow wspolczucia i na tym sie skonczylo.

 

Tak wiec reasumujac moja blagalna prosbe do WLADZ : przyjmijcie od

tej kobiety zgloszenie , niech czuje satysfakcje ze dokopala czlowiekowi, Przeciez o to chodzi w jej zyciu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

(Juz dokopala rowno bylej zonie Dyrygenta, dokopala kobiecie z ktora

Dyrygent mial znajomosc, dokopala Ukochanej DG no i najbardziej w

tym wszystkim pastwi sie nad wlasnym dzieckiem – ale na to DG na

razie jeszcze nie ma wplywu)

 

My natomiast uchronimy nasze nerwy i zdrowie psychiczne od dalszych

kontaktow z ta pseudo – artystka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Podpisano

Don Giovanni

 

 

  

 

 

W dniach kiedy w kosciele katolickim wierzacy oddawac sie beda modlitwom do

jajek DG postanowil uchylic rabka tajemnicy jego skomplikowanej psychiki,

aby pomoc artystce w zrozumieniu przeciwnika w zblizajacej sie kolejnej rozprawie rozwodowej.

 

Otoz KOBIETO !!!!! ktora bedac tyle lat ze swoim jeszcze obecnie niestety mezem, okazalas sie byc na tyle tepa i nierozgarnieta a moze zarozumiala i nadeta, ze nie wysililas sie nigdy na obserwacje jego zachowan, nigdy nie chcialo ci sie go nawet zapytac aby zrozumiec jego pobudki i wartosci ktorymi kieruje sie w zyciu.

 

 

Nasze zycie wypelnione bylo jedynie proba zrozumienia TWOICH potrzeb i

 

TWOICH wartosci.

 

 

Doprowadzily one nas do momentu w ktorym jestesmy i pomimo twoich codziennych wrzaskow i przeklenstw przez telefon, pomimo grozb, pomimo durnych i zenujacych wpisow w komentarzach tego bloga pod imieniem naszej corki, twoja metoda postepowania z DG coraz bardziej oddala cie od nazwijmy to sukcesu.

 

Wiec moze przynajmniej przy okazji swiat w WASZYM kosciele, zastanowisz sie

chwile (na dluzej nie licze, moze okazac sie bolesne) i pomyslisz, ze moze dobrze by bylo zmienic taktyke w walce z DG gdyz dotychczasowa jest kompletnie chybiona, a najbardziej na tym cierpi nasze dziecko, ktorym bezwzglednie sie poslugujesz .

 

Zwracam sie do ciebie TERAZ slowem pisanym i powtorze jeszcze raz to co

mowilem poltora roku temu przed pierwsza rozprawa.

DG jest tak skonstruowany, ze zaden argument do niego nie dociera jesli zostal

wypowiedziany podniesionym glosem (nie daj boze wrzaskiem) lub nosi znamiona

nakazu lub rozkazu.

Ze przypomne ci historie proby wziecia DG w „kamasze“ w latach 80,

kiedy to cale WKU na Zoliborzu stawalo na czubku aby DG poszedl do wojska.

 

marsz, marsz do woja

 

 

 

Cala historia zaczela sie na uczelni w trakcie studiow na tzw ‚przeszkoleniu

wojskowym czyli obowiazkowo jeden dzien w tygodniu wyjety z zyciorysu“

DG od samego poczatku to sie nie podobalo, niemniej poszedl na takie zajecia kilka razy z tzw………….. ciekawosci.

DG jako osoba, ktora jedynie mozna bardzo ladnie poprosic aby cos zrobil,

czesto na zajeciach wybaluszal ze zdziwienia oczy, widzac jak trepy przejete swoja rola wrzeszcza na niego ze nie rozumie komendy bacznosc ! powstan ! spocznij !

 

Na te ich ROZKAZY – DG zawsze ze spokojem odpowiadal – Niech pan „general“

ladnie poprosi …. (DG do wszystkich zwracal sie per generale, poniewaz jako

czlowiek wybitnie uprzejmy nie chcial nikogo urazic, a tych ich belek i gwiazdek nie zamierzal nigdy nawet zapamietac, bo to byla nie jego zabawa) co doprowadzalo ich do furii i ostatecznie zmusilo do zebrania „narady wojennej“.

Chlopaki w randze od generala poprzez generala i na generale skonczywszy

debatowali dlugo co z tym studentem maja poczac, rozmyslali nawet o sadzie

polowym, wiezieniu, karze smierci ale rozsadnie doszli do wniosku, ze DG moze sie

to nie spodobac i sie nie zgodzi i wtedy osmiesza sie jeszcze bardziej i nici z dobrze zapowiadajacej sie zabawy.

 

Logicznie doszli do wniosku, ze skoro DG nie respektuje rozkazow i im nie ulega to

najlepeij zrobic go dowodca kompanii (najwyzsza ranga dla studenta) aby sam te

rozkazy wydawal. Coz w tym szalenstwie byla jakas metoda.

Musze powiedziec, ze chlopaki przynajmniej czasu i pieniedzy podatnikow nie

marnowali.

 

Tak sie stalo. DG zostal dowodca (chyba generalem) kompanii i na tym jego

szkolenie wojskowe sie zakonczylo, gdyz DG nie zamierzal nigdy i nikomu wydawac jakichkolwiek rozkazow.

 

Braki w obecnosciach DG na zajeciach, generalowie pokrywali na zasadzie :

„…my dowodcy musimy sobie pomagac…“ .

Tak tez bylo na egzaminie z wojska, kiedy to pytania egzaminacyjne DG otrzymal

wraz z odpowiedziami, no bo wiadomo bylo, ze DG nic nie wie, a nie mozna bylo

dopuscic aby dowodca (chyba general) kompanii wypadl na egzaminie najgorzej.

W zamian generalowie po skonczonym szkoleniu wystawili DG straszliwie parszywa opinie i przeslali ja do WKU. Bylo w niej napisane, ze DG jest jednostka aspoleczna , nie poddajaca sie zadnym regulom ani prawom, ktorym nie daje sie kierowac a w zwiazku z tym nalezy go skierowac do jednostki o najciezszej formie szkolenia.

To chamy !!!!!!!! sytuacje nie byla wesola, ale DG postanowil dac szanse generalom w WKU aby im sie „scalaki w mozgach nie poprzepalaly od wymyslania sposobow wziecia DG do wojska “.

Juz na poczatku czwartego roku studiow (czteroletnich), DG zakupil sobie mundurek harcerski i tak pieknie ubrany poszedl do WKU przez nikogo nie wzywany.

Mundurek mial miec znaczenie symboliczne i pokazac generalom, ze z DG jest

prawdziwy ZUCH i przed byle kim nie wymieka.

Po wejsciu do budynku, wszyscy patrzyli ja niego jak na czuba, bo przeciez nikt tu z wlasnej woli nie przychodzi i skierowali do odpowiedniego „generala“,

ktory trzymal jego teczke.

Temu to doslownie szczeka opadla jak zobaczyl DG.

Zanim „general“ cokolwiek zdolal z siebie wykrztusic, DG zlozyl oswiadczenie, ze w ruskim wojsku sluzyl nie bedzie. I wlasciwie nie dlatego ze chcialby w jakims innym lecz dlatego, ze w jego systemie pojmowania nie ma miejsca na slowo „rozkaz“, a z zabawy wojne wyrosl jak skonczyl 4 lata wiec sie spoznili z poborem.

Nie czekajac przy tym czy „general“ zrozumial ten skomplikowany wywod czy tez

nie, opuscil komende i z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku (obronnego kraju) przestal sobie tym glowe zaprzatac.

Az do pewnego momentu, kiedy to na kilka dni przed terminem absolutorium,

dwoch zielonych (chyba lesniczych) zaczailo sie na DG na klatce schodowej i

wreczylo mu „bilet“ do wojska.

Na stwierdzenie DG ze on przeciez nie skonczyl jeszcze studiow, odparli ze ma sie stawic w jednostce za 2 tygodnie, a absolutorium ma po jutrze (wiec studia skonczy), natomiast prace magisterska obroni jak wroci z wojska.

 

Hmm – zastanowil sie DG- a jesli nie zdam absolutorium ?

Taki sie jeszcze nie urodzil – burkneli zieloni i pobiegli zaczaic sie na kolejnego

„chetnego do wojska“.

No i co tu zrobic teraz ?

Przeciez DG nigdy nie zlamal wczesniej danego slowa.

Poza tym jesli pojdzie do wojska, to beda tam mieli z jego powodu straszne

problemy, a DG nie chcialby nigdy byc dla nikogo zadnym ciezarem.

Tak wiec chcial nie chcial, DG oblal absolutorium….

I jeszcze tego samego dnia odniosl „bilet“ i wreczyl zaskoczonemu „generalowi“ ze slowami „ przez ciebie durniu bede musial repetowac rok…“

Jak sie okazalo, general okazal sie byc bardzo tepy i ambitny przez co DG spedzil na ostatnim roku studiow 6 lat !

Az w koncu znalazl sie jakis madry minister, ktory stwierdzil ze panstwa naszego nie stac na szkolenie absolwentow w danym roku, co bezposrednio umozliwilo DG

zakonczenie edukacji i obrone pracy magisterskiej dokladnie w 10 lat po rozpoczeciu studiow.

Jego rekord do dnia dzisiejszego nie zostal pobity.

Za to „pobitego w walce“ „generala“ wyrzucili z roboty.

Moralow z tej historii jest bez liku.

Przede wszystkim taki, ze jesli DG chce czegos dopiac to „ chocby sie slonce

smietana zesr…“ to tak bedzie predzej czy pozniej, bo….

 

RZECZY NIEMOZLIWE ZALATWIAM OD REKI TYLKO CUDA

ZAJMUJA MI TROCHE WIECEJ CZASU

 

Na TWOIM przykladzie widac dobitnie, ze nie wszytkie przyslowia ludowe sa

trafione i dotad stosowane przeze mnie w stosunku do ciebie, ze ….

 

„MADRY GLUPIEMU USTEPUJE „

 

 

 

Jest najdurniejszym jakie mozna bylo wymyslec, gdyz zapewnia ono bezkarosc

glupocie i dzieki temu miedzy innymi nasz swiat wyglada jak wyglada.

Poza tym, jak widac z perspektywy roku czasu WASZE katolickie haslo o

nadstawianiu drugiego policzka jest kompletna bzdura i czas ratowac nie tylko siebie ale wszystkich na tej ziemi i tak oto oglaszam wszem i wobec, ze musimy powrocic

do jedynego slusznego prawa jakie wymyslono na ziemii, czyli

 

PRAWA HAMMURABIEGO

 

zwanego w skrocie „oko za oko zab za zab“ co nam zagwarantuje, ze moze nawet katolicy zaczna przestrzegac wlasnych przykazan w przede wszystkim przestana czynic drugiemu co im nie mile.

 

Wiec KOBIETO !!!, artystko !!!! jesli walczyc chcesz, bedziemy walczyc jeszcze

wiele lat !

Mnie rozwod nie jest potrzebny !

Chyba ze :

a. ladnie przeprosisz wszystkich za cale zlo ktore im wyrzadzilas,

b. wytlumaczysz naszej corce jak bardzo ja oklamywalas i wykorzystalas, ze to

TY zostawilas Tatusia,

c. potem mnie ladnie POPROSISZ abysmy sprawe rozwodowa zakonczyli

polubownie i z orzeczeniem tylko i wylacznie z TWOJEJ winy

i wtedy prawdopodobnie DG (jako osoba o oceanie empatii umiejaca wybaczac i

wspolczuc) przychyli sie do twojej prosby.

 

 

     
 
     

 

 

Uwaga Drodzy Blogo Czytacze ! Dzis swietujemy przekroczenie liczby 10.000

odwiedzin na tym BLOGU ! Zapamietajmy te date : 18 april 2009 !

Od dzisiaj bedzie to nasze SWIETO az do przekroczenia 100.000 odwiedzin !

 

Nomen omen w dniu dzisiejszym celebrujemy takze

SWIETO NIEPODLEGLOSCI ZIMBABWE !

(czy to jakis znak ?)

 

  

 

Przyjmijmy wiec ten znak za dobra monete (na szczescie w Zimbabwe juz dawno ich

nie ma) i oto mam zaszczyt w dniu dzisiejszym oglosic uroczyste otwarcie nowej

akademii umiejetnosci przezycia zycia :

 

  

 

czyli Wyzsza Szkola Zycia dla Kazdego

vel Szkola Wyzszego Zycia dla Kazdego

alias Dla Kazdego Wyzszego Szkola Zycia

 

Na naszym Universytecie bedzie mozna zdobyc wiedze tylez praktyczna co

skuteczna, pozwalajaca przetrwac w dzungli miejskiej i wiejskiej, bushu afrykanskim

i amerykanskim, tropiku tajlandzkim i kubanskim….

Przyblizymy Wam Drodzy Blogo Czytacze meandry mysli kobiecej co pozwoli Wam

zrozumiec ich pokretna nature, powiemy jak kochac aby nie zostac wyd…manym,

przyblizymy Wam wszystkie religie swiata te znane i te ktore dopiero powstana,

nauczymy Was jak zyc higienicznie aby dozyc 120 lat w zdrowiu – przynajmniej

psychicznym.

Wszystkie przedstawiane na Univesytecie wyklady zostaly poprzedzone doglebnymi

badaniami organoleptycznymi, ktore to DG prowadzil na sobie samym i otoczeniu o

ile na drzewo mu nie uciekalo.

Po tym przydlugim wstepie, ktory ulatwi nam w przyszlosci powolanie zwiazku

wyznaniowego a potem parti apolitycznej opartych na kulcie jednostki w sposob

kulturalny prosze Was wszystkich Drodzy Blogo Czytacze o cierpliwosc , zaraz

skoncze te dyrdymaly i przejdziemy do czesci oficjalnej.

Kto moze zostac Blogo Czytaczem naszego Universytetu ?

Kazdy. Doslownie kazdy !

Dopuszczamy kazdy kolor skory, kazdy rozstaw oczu, kazda farbe we wlosach (jesli

jeszcze ktos je ma)

Zapraszamy wszystkich co kochaja, co nie kochaja lub kochaja inaczej.

Zapraszamy wszystkich wierzacych w cokolwiek lub nie wierzacych w nic a nawet

katolikow!

Jednym slowem Nasz Universytet jest otwarty dla i na kazdego Juz od DZISIAJ !!!!!

Zapraszam wiec na wyklad pierwszy i aby bylo po „Bozemu“ tak inauguracyjnie i

odswietnie jak przystalo na nasz kochany moherowy kraj, bedzie to wyklad z tego na

czym kazdy Polak zna sie najlepiej czyli z POLITYKI.

 

 

Wydzial Politbiurowy

Wyklad I

Temat : PO Pis – owa kampania wybiorcza

Prowadzacy DG

 

Drodzy Blogo Czytacze

W swietle zblizajacej sie kolejnej kampanii wyborczej (ostatnio zrobilo sie ich wiecej

niz niegdys kampanii ziemniaczanych) w kraju naszym , ktorego to bez naszej woli

rozciagneli nam od Odry do ….. cholera zapomnialem ale Wy wiecie napewno a w

wykladach chodzi o to aby przekazywac Wam wiedze o ktorej nie macie zielonego

pojecia wiec tamto sobie odpuszcze ….. i kontynuujac : historia naszych drogich

sasiadow znala juz takie przypadki i pozwolicie ze opowiem o jednym z nich w ich

wlasnym jezyku. Nie bede nikogo mordowal czytaniem cyrlicy (a tym bardziej siebie

– czlowiek w podeszlym wieku musi o siebie dbac szczegolnie) wiec przekaze Wam

to fonetycznie.

 

Na jednym z zebran w KOMSOMOLE , przy pelnej sali prowadzacy wyklad zwraca

sie do sluchaczy :

Tawariszczi ! Siewodnia budiem razgawarywat o lubwi. W mirie my razrieszajem tri

wida lubwi.

Pierwaja wid : eto liubow muszcziny k muszczinie i zenszcziny k zenszczinie. Eto

oczen plachaja wid. Wystupajet tolko na zapadie i nie budiem o tom razgawarywat.

Wtaraja wid : eto liubow muszcziny k zenszczinu i zenszcziny k muszczinu. Eto wid

katoruju wsie znajut i nie budiem o tom razgawarywat.

Tretja wid : oczen sierioznaja, eto lubow czielawieka k partiu i parti k czelawieku.

 

I w tym momencie z odleglego konca sali dobiega cichy glos :

„Towariszcz Preliegient, Towariszcz Preliegient u mienia jest wapros !“

„no dawaj“ – zachecil prowadzacy

„ Towariszcz Preliegent, skarzitie nam parzausta ….. no…. w etoj lubwi….. wy znajetie

… KTO KAWO JEBIOT ? „

 

Podsumowanie jest krotkie i w formie APELU :

Panie Prezydencie, Panie Premierze o jednego z Was jest za duzo !!!

Zdecydujcie sie szybko ktory z Was odchodzi lub umowcie sie ze jeden sprawuje

wladze w dni parzyste a drugi nieparzyste.

Oczywiscie oddacie polowe kasy z wyplaty ale przynajmniej swiat bedzie sie mogl

z Was smiac na zmiane a nie z obu naraz. Najwazniejsza jest ciaglosc…. zabawy.

A teraz grozba karalna !

Nie zastosowanie sie do powyzszego APELU spowoduje ze DG zwola powszechne

ruszenie w Zimbabwe i zaciezy takze wszystkich wolnych w danej chwili piratow

z Somalii i przejmie wladze w Polsce !!!! Po czym obejmie wladze jako najwyzszy

ranga wojskowa dygnitarz (general chyba) i utworzy z Zimbabwe i Somalii nasze

kolonie zamorskie. W koncu wszyscy juz mieli tylko my nie. (Bylo co prawda paru

madrali ktorzy chcieli nam kolonie zamorska z Rosji zrobic ale zbyt duzej ilosci

swiezego powietrza nie wytrzymali)

Wtedy (Panie Prezydencie, Panie Premierze) w ramach demokracji bedziecie mogli

sobie wybrac, ktory z WAS rzadzic bedzie w Zimbabwe a ktory w Somalii. Z gory

wiadomo ze sie nie dogadacie wiec pociagniecie zapalki.

DG natomiast pozostanie w Polsce i wywola wojne ze Szwajcaria (w koncu jest im to

winien za deportacje) i po krotkiej bitwie bedziemy mieli w koncu pare fajnych

 

(pelnych kasy a nie talonow na obligacje) bankow.

 

Stolice przeniesiemy natomiast do MONACO , bo tam cieplej i gornicy i hutnicy

beda mieli dalej.

 

 

 

  

 

 

 

Dnia 19 april 2009 artystka wielka zjawila sie w domu DG a wiadomo, ze jak ona to i

policja niedlugo przyjedzie. I faktycznie nie trzeba bylo dlugo czekac, gdyz artystka

probowala oskarzyc DG o kradziez sukienek i peruk i materialow (tekstylnych nie

wybuchowych) a poniewaz DG nie dal sobie tego wmowic i zaproponowal nawet aby

artystka przy okazji skladania donosu na swojego DOBROCZYNCE nie zapomniala

dorzucic jeszcze komputerow, sprzetu fotograficznego i profesjonalnych kamer video

ktore zabrala bez slowa wyjasnienia z ich domu.

Pewnie sie tak stalo bo przyjechala policja i DG znowu byl przesluchiwany.

Tak wiec podsumujmy.

W ciagu ostatnich 5 m-cy ta wspaniala artystka prawdziwa doniosla na swojego meza

i jedynego sponsora 4 razy !!!!!!!!!

Najpierw, ze ukradl jej komputery (ktore nalezaly do jego firmy)

Potem, ze dreczy rodzine bo przebywa w swoim domu.

Nastepnie, ze ja pobil bo nie chcial oddac dokumentow ktore wlasnie przegladal.

Na koniec, ze ukradl jej materialy, peruki i sukienke. (nawet gdyby to zrobil to jest

wspolwlascicielem firmy do ktorej to nalezy i wlasciwie gdyby byl zlosliwy to

postawilby pania prezes czyli artystke wieka przed sadem za doprowadzenie do

upadku firmy…ale zlosliwy nie jest)

Za to caly posterunek policji puka sie juz w czolo ze znurzenia i sami stwierdzaja, ze

takiej artystki to jeszcze nie widzieli.

Zdradzala swojego meza, twierdzila ze go nie kocha i ma sobie poszukac innej

kobiety, odeszla sama a teraz wynosi z domu rzeczy i oskarza o ich kradziez swojego

meza. Doprawdy jej natura jest niepojeta !!!!!!!!!!!!!!!!!!

No i Powiedzcie Sami moi drodzy Blogo Czytacze : co zrobilibyscie na miejscu DG

z taka baba ?

Poki co DG szykuje sie na kolejne przesluchanie, ktore ma sie odbyc jutro na

posterunku policji , bo przeciez nic innego ani on ani stroze prawa nie maja do roboty.

 

  

 

 

 

List otwarty do DYRYGENTA vel DYRKTORA

Stary nie wymiekaj !

Przeciez artystka jest podobno miloscia twojego zycia !

Kochacie sie bez przerwy od 15 lat !

Wasze marzenia o byciu razem wlasnie sie spelnily !

I co………….. ugniesz sie pod presja jakiegos marszalka wojewodztwa ?

Podasz sie do dymisji ?

Wyrzucisz artystke na bruk ?

Po 2 miesiacach mieszkania naprawde razem ?

Skarzesz ja na wieczna poniewierke ?

Czy tak zachowuje sie dzentelmen ?

Bo ze artysci prawdziwi sie tak zachowuja to juz wszyscy wiemy !

Moze troche wiecej odpowiedzialnosci za swoje czyny , za swoje zycie ?

To ze artystom prawdziwym brak jest wyobrazni zyciowej to udowodniliscie

obydwoje, gdy zamiast zalatwic sprawe jak ludzie z klasa wdaliscie sie z DG w

wojne, a on jeszcze nawet nie zaczal walczyc.

Nadal siedzi w okopach piszac pamietniki i czeka az sie przeciwnikowi amunicja

skonczy.

Po ostatnim wystrzale nie bedzie potrzebny zaden orez wystarczy regularne

mordobicie i wojna wygrana.

Stary nie wymiekaj !

Daj szanse DG aby chociaz jeden strzal oddal. Moze byc w powietrze (na vivat).

Stary nie wymiekaj !

Bo zawiodlbys strasznie DG i innych Blogo Czytaczy, a my Ci naprawde wiernie

kibicujemy i zyczymy (NAPRAWDE bez sciemy) jak najlepiej, bo wiemy ze

z artystka latwo nie jest.

Poza tym , to juz moja osobista opinia, tworzycie dobra i dobrana pare i to co

wspolnie jestescie w stanie stworzyc na scenie moze byc WIELKIE.

Ja w to gleboko wierze i nadal jestem waszym fanem.

Ale zeby moc tworzyc rzeczy wielkie trzeba miec serce czyste i czyste rece.

Wolne od nienawisci i zazdrosci.

Nie powstanie nic wartosciowego ani w zyciu ani na scenie zbudowane na czyjejs

krzywdzie.

Wiec piszac do Ciebie jako do starszego i madrzejszego w Waszym duecie apeluje po

raz kolejny :

Wiecej rozsadku ! Mniej nienawisci ! Ze mna mozna negocjowac ! Nie mozna

natomiast NIC ale to NIC wygrac krzyczac i straszac prokuratura !

Zamiast wyrzucac artystke na bruk i samemu wyjechac za granice (najlepiej do strefy

niemiecko jezycznej, gdyz wersja angielska bloga jest juz gotowa) , moze warto by

bylo usiasc przy flaszce z DG i porozmawiac jak szwagry ?

Slowa DG zawsze mialy prorocze znaczenie.

Przepowiedzialem artystce juz dawno, ze skonczy w rynsztoku (ale wcale jej tego nie

zycze) bo nie ma za grosz rozsadku i instynktu samozachowawczego.

Pokazala to juz raz w Zimbabwe, kiedy to zadarla z tamtejszym urzedem

emigracyjnym. Zamiast sie probowac dogadac , jak czlowiek – to darla sie na nich

jakby krolowa byla i gdyby ja ambasador w koncu nie wyblagal aby wyjechala to by

ja tam na miejscu za ta jej morde zajeb…ali. bo nikt , nawet czarny nie znosi kiedy sie

na niego ktos wydziera. I tyle byloby z bialej artystki. Na jedno raptem marne

karmienie lwiej rodzinki.

A DG uprzedzal, tlumaczyl , tak sie z ludzmi nie postepuje, nie drzyj sie – prosil -bo

cie o glowe skroca albo do czarnego wiezienia wrzuca na pare dni i nawet jesli

przezyjesz to wyjdziesz z HIFem i taka to bedzie twoja prawda.

Gdyby byla grzeczna to wszystko rozeszloby sie po kosciach i mialaby jeszcze wolny

wjazd do Zimbabwe. A tak narazila na niebezpieczenstwo siebie i swoja rodzine.

I teraz jest dokladnie tak samo.

Wiec to TY musisz sie w koncu wykazac rozsadkiem, zanim ta baba pograzy nas

wszystkich i siebie przy okazji.

Przed Wami jeszcze tyle zycia ! Tyle oper i innych sztuk do zrobienia ! Macie

ogromny dar i marnujecie go na walke z DG !

DG nie mial tego szczescia aby dotrzec slowami do artystki. Wy doskonale sie

rozumiecie. Ona Ciebie zawsze kochala. Tak mowila do DG i to bylo czuc.

Wiec nie niszczcie tego. Skupcie sie na sobie i swojej sztuce.

Opera w Walbrzychu udowodniliscie ze mozna ….. ze jesli sie czegos bardzo chce to

sie uda …. i bedzie pieknie i ludzie przyszli na przedstawienie zamiast do kosciola i

byli przynajmniej przez chwile szczesliwsi inaczej znaczy sie naprawde.

I tak samo bylo zapewne w Lodzi. Widzialem zdjecia. Piekne. !!!!!!!!!!!!

DG tam tez niestety nie mogl byc ale to juz z innej przyczyny. Wierze ze bylo

doskonale !

Wiec DYREKTOR , wez sie garsc i potrzasnij artystka. Bo wlasnie w tej chwili

przegrywacie wlasne zycie i swoja sztuke.

Czekam.

 

Podpisano DG

Anno domini 23 april 2009

 

PS. DG zgodnie z zyczeniem artystki (dokladnie 3,5 roku temu) poznal

najcudowniejsza Kobiete na swiecie. I pomimo przeklenstw i klatw jakie nie wiedziec

czemu artystka na nia rzucala, Kobieta do tej pory DG nie rzucila i chyba nie

zamierza (ku rozpaczy artystki). Zyjemy wiec sobie bardzo skromnie ale szczesliwie.

Bo najwazniejsze w zyciu sa marzenia !!!!!!

JESTESMY BARDZO SZCZESLIWI !!!!!!!

Czego i Wam goraco zyczymy.

 

 

 

     
 
     
     

  

 

 

Dajmy teraz artystce i dyrygentowi skupic sie na tworzeniu kolejnej opery i kosztow

i z okazji dzisiejszych urodzin przyjaciela DG, rozpocznijmy nowy watek, ktory w

ramach prezentu dedykuje Jerremu Tar-zanowi (bo na nic innego mnie w tej chwili

nie stac).

Zanim ruszymy w podroz z DG i Jerrym, chwilka na rozped.

Cofamy sie do maja 2007 roku.

Otoz artystke deportowano z Zimbabwe i nawet na lotnisku nie chciano ogladac jej

bladej twarzy, wiec kiedy pewnego dnia uciekla do Europy zostawiajac w Bulawayo

dom i zgromadzony przez lata dobytek, to juz nigdy wiecej tam nie powrocila.

DG zal bylo tego wszystkiego, poza tym otworzyl tam w miedzy czasie firme i

postanowil przeleciec sie do domu w Afryce, zeby „porzadek“ z tym wszystkim

zrobic.

Na swoj wyjazd zaprosil przyjaciol : Jerrego i Dane.

Trzeba dodac ze, Jerry pomagal artystce bezinteresownie wiele lat , tylko dla tego, ze

w towarzystwie DG lepiej mu wodka smakowala.

Bez jego pomocy w firmie artystki nie dzialalby nigdy zaden komputer i ani zadne

inne informatyczne rzeczy.

Tak wiec artystka pelna wdziecznosci za pomoc zabronila kategorycznie aby

przyjaciolka Jerrego leciala z nimi.

Na pierwszy rzut oka wydaje sie to niemozliwe, prawda ?

Jak mozna czegos komus zabronic ? Tym bardziej ze ani to brat ani swat.

A jednak ! taka jest artystka prawdziwa !

Dotad robila awantury, dotad sie darla, dotad przeklinala, dotad plakala , ze :

„ to jest jej Zimbabwe ! i nikt niegodny nie ma prawa tam leciec !

to jest jej Afryka, jej dom , ona tam sie „urodzila“ i nikt nie ma prawa tego brudzic ! „

Nie rozumiejac kompletnie jej argumentow, ale dla swietego spokoju Jerry z DG

ustalili ze leca sami a DG musial zwrocic Danie pieniadze za bilety lotnicze.

Wyszlo jak zwykle po mysli artystki czyli kilkakrotnie drozej.

Artystka nie mogla sama zwrocic kasy poniewaz i tak zrobilaby to z pieniedzy DG.

Nawet jej to zreszta do glowy nie przyszlo.

Wiec szczesliwi wlasnym „samczym“ towarzystwem postanowili urozmaicic sobie

podroz i zamiast leciec na miejsce samolotami, podroz swa na skrzydlach Boeninga

przerwali w Johannesburgu z mysla o kontynuowaniu jej dalej autobusem.

Tu w Joburgu w towarzystwie prawdziwych Burow, spedzili caly dzien kosztujac

pierwszych smakow Afryki.

  

Smaki i zapachy byly cudowne i wygladalo na to, ze DG i Jerry juz sie zahaczyli i

gotowi byli dluzej zabalowac, wiec zaprzyjaznione (g)Bury odwiezli ich czym

predzej na dworzec autobusowy w samym srodku Down Town’u.

Na pytanie czy tu jest aby bezpiecznie, odpowiedzieli ze wlasciwie tak ale na wszelki

wypadek DG z Jerrym musieli wysiadac w biegu.

Po rozejrzeniu sie dookola biale globtrotery stwierdzili, ze faktycznie wyglada

bezpiecznie zupelnie jak na Bronksie , 20 lat temu.

Zcisneli wiec mocniej torby i pewnym krokiem zdobywcow dla postraszenia

ewentualnych amatorow cudzych walizek ruszyli w kierunku postoju autobusu.

Gdy dotarli (na godzine przed odjazdem) on juz stal.

Majestatyczny, dumny, komfortowy. No i klimatyzowany – to najwazniejsze.

Prawdziwy GREYHOUND.

Do pokonania bylo 700 km i jedna granica – wiec caly dzien jazdy. Ale w takich

warunkach szlo to jakos przezyc.

    

Wiedzac, ze ich jazda bedzie od jednego konca do drugiego zajeli strategiczne

pozycje na samym tyle. Juz sie cieszyli, ze caly rzad siedzen bedzie tylko ich i ze

beda sie mogli wygodnie wyciagnac, gdy przyszedl kierowca i powiedzial, ze tu

siedziec nie moga bo to miejsce jest dla bagazy.

A w autobusie nie bylo juz zadnego wolnego miejsca !

DG popatrzyl wiec na kierowce swoimi niebieskimi oczami i kierowca sobie poszedl.

Za to za chwile przyszli bagazowi i wszystkie wolne przestrzenie w autobusie upchali

torbami, waliskami i kartonami.

To ziomale z Zimbabwe wracali do swoich, wiozac co tylko sie da.

Zupelnie jak u nas kiedys na „Wschodnim“

  

Tak wiec dobrze zabezpieczeni z kazdej strony ruszylismy w droge.

Biorac pod uwage fakt, ze w autobusie bedzie toaleta ale napewno zamknieta (co

potwierdzil w pierwszym komunikacie kierowca) DG i Jerry postanowili nie brac na

droge piwa tylko czysta wodeczke.

  

Do granicy z Zimababwe dojechalismy w miare szczesliwie z jednym tylko postojem

na tankowanie i sesje zdjeciowa chlopca z obslugi stacji, ktory koniecznie musial byc

sfotografowany przez bialych. Pewnie liczyl ze go w jakiejs encyklopedii umiescimy.

Co mu zreszta obiecalismy i przestal sie czepiac zderzaka.

  

Na granicy obowiazkowo zakupy w Duty Free (pare litrow whisky) i juz prawie

mielismy przejechac na druga strone, gdy do autobusu wsiadl jakis czarny w czapce i

 

kazal wszystkim wysiasc. A dopiero co wsiedlismy .

 

My biale baranki juz potulnie zbieralismy sie do wyjscia , gdy nasz kierowca

powiedzial ze to zalatwi i wyszedl. Za chwile wszedl jakis czarny boy z duzym

workiem na smieci i powiedzial, zeby kazdy cos tam wrzucil dla celnika to „szybciej

pojdzie“. Na pytanie ludzi ze nie maja pieniedzy, odparl zeby wrzucac cokolwiek.

Wiec poszly w ruch kieszenie i torebki damskie.

Jedni wrzucali papierosy na sztuki, inni cukierki, ktos wlozyl kartonik z napojem inny

znowu oddal skarpetki, my solidarnie dalismy po batoniku na oslode ciezkiej pracy

celnika i jeszcze zanim chlopak zamknal drzwi, autobus ruszyl.

  

Trzeba bylo przyznac ze autostrady w RPA (Sud Africa) sa naprade dobre.

No i te po stronie Zimbabwe tez. Ale mimo wszystko wyczuwalo sie roznice

podobnie jak wyjezdzajac ze Szwajcarii do Niemiec.

Zeby jednak przybyszow zbytnio nie rozpieszczac jakies 30 km za granica, kolega

Mugabe kazal zwinac jeden pas drogi i od tej pory jechalo nam sie weziej.

Noc zapadla. Ciemna . wiekszosc pasazerow obejmowala sie nawzajem myslac ze to

Morfeusz a my zmeczeni podziwianiem ciemnosci konczylismy nocne Polakow

rozmowy. W pewnym momencie autobus sie zatrzymal w szczerym bushu.

  

Drugi kierowca wysiadl i autobus zaczal cofac. Trwalo to dobre kilka minut,

podczas ktorych powstala cala masa teorii np: Ze przejechali cos na drodze i teraz

wracamy zeby sprawdzic czy zyje, a na wypadek ze moglo byc duze wracamy

wszyscy….

 

Albo ze : chlopaki zasneli i wjechali w jednokierunkowa……..

 

ta wersja podobala sie DG najbardziej.

Albo ze : nas porwali (pewnie piraci somalijscy) i teraz cofaja nas do kryjowki a od

jutra beda nas wymieniac na kase albo inne gadzety.

Ta wersja DG podobala sie najmniej, gdyz nikt nie wiedzial o ich podrozy autobusem

wiec pewnie o nich nie beda rozmawiac tylko zrobia z nich kanapki.

A dookola taaaaaaaaaak ciemno. Kazda proba ucieczki w nocy jest bez sensu, bo jesli

teren jest obstawiony czarnymi na golasa i tak nie mieli szans.

Po ktorejs kolejnej wersji , kierowca widocznie mial dosc i zatrzymal autobus.

Wtedy do srodka wskoczyl drugi kierowca targajac przed soba ogromny ciemny

plecka Jerrego.

„What the fuck !“– obudzil sie Tar-zan

„Zgubili moj plecak, wypadl im z luku bagazowego…“ – powtarzal jak mantre,

podwijajac rekawki u koszulki polo.

„no ale przeciez znalezli, wiec juz daj spokoj czarnemu i tak cud ze go zobaczyli i ze

jeszcze czekal i ze go nie przejechal cofajac…“ – uspokajal go DG, trzymajac na

wszelki wypadek za nogawke.

Co do tego ostatniego stwierdzenia nie bylo jednak pewnosci, bo plecak wydawal sie

byc jakis taki klapcaty. Ale moze nam sie tylko wydawalo.

Od tej pory juz bez zadnych przygod w srodku nocy dojechali do Bulawayo.

Na miejscu czekal juz przyjaciel i samochod i po niedlugiej chwili chlopaki brali

prysznic w afrykanskim domku. Brali go oddzielnie jakby ktos pytal.

A po chwili nastepnej po szybkim drinkusiu lezeli w objeciach Morfeusza….

kazdy swojego jakby ktos pytal.

Tutaj zrobimy maly skok w czasie i przestrzeni, niczym skok na bungie z mostu na

Zambezi i przeniesiemy sie do Victoria Falls, dokad DG z Tar-zanem i trojgiem

ciemnoskorych przyjaciol wybral sie na 3 dni na wywczasy.

Zastaniemy ich w chwili gdy urozmaicaja wlasnie gosciom hotelowym wieczorny

posilek, udowadniajac, ze w Polsce w dobrym zwyczaju jest wykapac sie w stumyku

hotelowym w trakcie kolacji.

  

 

 

Poloneza czas zaczac czyli tance hulanki swawole w srodku getta.

 

 

Czujac, ze kapiel w hotelowym wodospadzie spowodowala zdecydowany spadek

promili we krwi oraz zaczelo sie dodatkowo zciemniac, wiec towarzystwo (DG , Tarzan,

Lynus i jego dwie kobiety) udalo sie w kierunku Lodge celem przebrania w cos

suchego i wprowadzenia do wewnatrz czegos mokrego.

Na miejscu okazalo sie, ze biali (madrale) przyjachali na 3 dni tak jak stali i jedyne

czym dysponowali w miare suchym to byly reczniki.

Na szczescie z drugim powodem powrotu do domku hotelowego bylo lepiej i

okreceni w reczniczki delektowali sie polaczeniem amerykanskiego mitu z rosyjska

rzeczywistoscia czyli Smirnoff z Cola.

  

Zestawik mocno postawil towarzystwo na nogi, a Don Giovanniemu zawsze w takich

momentach zbiera sie na danse, wiec postanowili pojechac do najblizszej dyskoteki.

Oczywiscie samochodem. Bo najblizsza „prawdziwa“ dyskoteka znajdowala sie

z centrum getta jakies 10 km stad.

Samochodem podjechalismy dosyc blisko do wejscia wlasciwie to na odleglosc

sznurowadel bramkarza. W koncu to byl jedyny samochod w okolicy.

Wiec powinien stac blisko aby go ochrona pilnowala.

Ta czarna dyskoteka najlepsza w gettcie przypominala remize gdzies z pcimia, ale to

bylo malo istotne, wazne ze piwo zimne sprzedawali a muzyka dudnila nawet na

zewnatrz dajac szanse czworonogom przylaczenia sie do imprezy.

Czarny bramkarz w czarnych drzwiach do czarnej dyskoteki wybaluszyl biale slepia

na golasow.

„ no i czego sie gapisz ?“ – spytal uprzejmie DG – „ bialych nie widziales ?“

po chwili rechoczac na cale gardlo wyksztusil

 

„ zywych nie, tylko w internecie“

 

i dalej zrywal z nas boki… ale pozwolil sie wtoczyc do srodka

potem DG domyslil sie o co mu chodzilo…..

 

reczniczki mieli dosyc kuse ale i tak nic spod nich nie wystawalo 

 

przechodzili wiec czarnymi korytarzami wyczuwajac ze wzdluz nich stoja

imprezowicze, kiedy dotarli juz do glownej sali (duza byla i oswietlona calkiem

dobrze) pelnej ludzi zauwazyli „pewne“ zainteresowanie ich osobami.

Czarni plci meskiej i zenskiej spogladali ze zdziwieniem i zainteresowaniem

(zupelnie jak boa dusiciel w burdelu na widok kroliczka : sniadanie czy klient ?).

Tar-zan Jerry i DG nie dajac po sobie poznac, ze czarni maja przewage liczebna nad

bialasami ustalili, ze beda sie przemieszczac tylko plecami do siebie i bron boze nie

beda sie schylac pod zadnym pozorem.

Tak dziwnie spojeni przepchali sie przez tlum ubranych czarnych do baru.

Nie bylo to zreszta trudne bo na ich widok wszyscy i tak sie rozstepowali (ale uzycie

w tekscie slowa „przepchali“ znacznie wzmoglo dramaturgie u czytajacych).

Nie czuc bylo w nich agresji raczej zainteresowanie istotami jakby z innej planety.

Przynajmniej tak to na poczatku DG sie wydawalo.

Prawda byla bardziej okrutna i kosztowna. DG zamowil w barze 10 piw (po 2 dla

kazdego) i przekazywal je po kolei Jerremu opartemu o jego plecy.

Ten podawal je dalej za posrednictwem uprzejmych ludzi stojacych miedzy nami a

naszymi przyjaciolmi, ktorzy zajeli pozycje przy jedynym wolnym stoliku.

Po zaplaceniu za ostatnie piwo DG odwrocil sie i wydarl sie w kierunku stolika.

„ macie wszystko ?“

„jakie wszystko ?“ – Lynus ze zdziwienia rozkladal rece…

hmmm , znaczy sie cale piwo wsiaklo po drodze FUCK,FUCK,FUCK

„ komu podawales piwo ?“ – spytal wiec Jerrego

„ dalem jakiemus czarnemu i powiedzialem zeby zaniosl do stolika, ale zaraz go

znajde, bo przeciez zbyt wielu czarnych tu nie ma …. „ – odparl Jerry i rozpoczal

zagladanie w kazda ciemna twarz na sali.

Shit !

DG zlowieszczym wzrokiem popatrzyl dookola. I tu szok ! Zdumienie ! zadna para

bialych oczu nie patrzyla w ich strone. Chocby ktory zerknal przez sekunde.

DG od razu mialby winnego ! A tu nic . Zupelnie jakby zadnego nawet kulawego

bialego nie bylo na sali. Stracili zainterowanie. Biedaczki.

DG zly na siebie ze 10 piw rozplynelo sie w nie jego ustach zamowil kolejne 5 bo tyle

byl w stanie uniesc. Trzymajac je juz dzielnie w garsci ruszyl w kierunku przyjaciol.

I gdy byl juz tuz tuz bo w polowie drogi do stolika, poczul jak mu recznik zsuwa sie

na podloge.

„Szlag by to … ! tego juz za wiele ! – wkurzyl sie DG – „jak postawie na sekunde

piwo na podlodze to go zakosza. Jak pozwole zeby spadl recznik to reszte nocy

spedzam zupelnie na golasa. Fuck !“

Ale wyboru nie bylo.

„najwyzej recznik Jerrego podzielimy na chusteczki do nosa i jakos to bedzie“ –

zdecydowal DG (jak kazdy bialy Polak na jego miescu) i przyspieszyl kroku.

Decyzja byla absolutnie sluszna chociaz podjeta w niezwykle krytycznej sytuacji.

Na szczescie (dla DG oczywiscie) , recznik zatrzymal sie na wloskach, ktore wlasnie

zaczely odrastac DG na brzuchu i pupie po przedwczorajszej depilacji.

UFF ! – jeknal DG i postawil 4 piwa na stoliku , a piate wypil jednym duszkiem.

Czul jak cudowny chlod zalewa jego rozgrzane od emocji wnetrznosci.

Jak cudowna gorycz zmienia smak w jego slodkich ustach.

„Ok, no to jeszcze po jednym i idziemy tanczyc „ – zarzadzil DG

W tym czasie wrocil juz takze Jerry po wizytacji i stwierdzil, ze jakis czarny na

peeeeeeeewno sam sie przyzna tylko musimy troche poczekac.

DG nie bardzo zlapal o co chodzi Jerremu, czy ten nie powiesil przypadkiem

„jakiegos czarnego“ do gory nogami i mamy czekac, czy tez jak ten „jakis czarny“

wypije wszystkie piwa to od razu sie zdemaskuje.

Tak czy siak proces zapowiadal sie dlugi a w tym czasie mozna byloby sobie

potanczyc.

Muzyczka jak to w dyskotece na 500 osob przygrywala skoczna, z boom boxa

wzmocnionego radiem DIORA na 2 kolumnach z samochodu, ale najwazniejsze ze

wszyscy prawie tanczyli.

Prawie , bo wlasciwie tanczyli sami faceci. Kobiety byly zajete odganianiem sie od

facetow wiec nie bardzo im te plasy wychodzily.

Ale jak na prawdziwa czarna dyskoteke przystalo na 300 facetow byly ze 4 kobiety w

tym 2 nasze.

A poza tym taniec w Afryce wyglada jakos inaczej niz w Europie.

Wszyscy tancza z twarzami skierowanymi na scene, gdzie na podwyzszeniu plasaja

zespoly czarnych nadajac ton imprezce. Zmieniaja sie co pare minut i DG

z niecierpliwoscia czekal na swoja kolejke.

Jednoczesnie z kazda chwila czul coraz wiekszy luz w kolanach a wysokosc sceny

zaczela siegac niebios.

Nie czekajac wiec juz ani chwili dluzej, zacisnal recznik na biodrach i wskoczyl na

scene wprost w srodek kolejnego boys bandu.

Chlopcy przyjeli go dosyc oschle, ze niby chce sie nauczyc a potem im robote

odbierze,

Wiec zeby rozwiac ich watpliwosci i nawiazac przyjaznie nowe, zabral sie od razu za

nauke poloneza i mazurka w rytmie afrobitu.

Kazal sie chlopcom wziac za rece, to samo pokazywal w kierunku sali aby inni tez od

razu skorzystali, i wskazal kierunek poruszania dookola sceny.

Troche to przypominalo taniec wokol ogniska, wiec chlopaki przynajmniej kierunek

poruszania zlapali od razu.

Z reszta bylo gorzej. Ni cholery nie mogli zlapac tych pedalskich nachylen w

polonezie i DG musial je zastapic „przybiciem piatki“ aby przynajmniej rytm sie

zgadzal. Patrzac na swych nowych przyjaciol, jak morduja sie probujac wyciagac

paluszki u stop do przodu, pomyslal ze ten kto wymyslil ten taniec to w zyciu nic o

tancu nie slyszal i obca byla mu jakakolwiek ruchowosc poza wstawaniem z lozka i

siadaniem na kiblu.

Widzac jak nasz polski narodowy taniec jest okrutnie kaleczony przez barbarzyncow,

poczul sie niczym Krzysztof Kolumb probujacy nauczyc indian pierwszej

„zdrowaski“ . Wyprezyl sie wiec patrzac na swoje dzielo, a jego biala klatka

piersiowa zafalowala dumnie.

„No dobra, chlopaki…. pocwiczycie to w domu, a teraz cos lzejszego dajmy na to

goralskiego ! „ – i pokazawszy krok podstawowy DG poczul, ze juz czas na niego.

Poklonil sie wiec pieknie wszystkim i przez nikogo nie zaczepiany opuscil dyskoteke

w celu znalezienia samochodu.

Zeszlo mu sie chwile, bo dalby sobie glowe obciac i wszystkie czlonki, ze zostawil go

z innej strony wejscia ale szczesliwie dostrzegl go dzieki polyskujacej w blasku

ksiezyca snieznej bieli lakieru. I to byla jakby ostatnia rzecz, ktora byl dostrzegl tej

nocy.

Jeszcze dobrze nie oparl sie o kierownice, kiedy reszta towarzystwa siedziala w aucie.

Odpowiedzialny za ich bezpieczenstwo DG cala droge do hotelu przejechal nie

przekraczajac 80 km/h. Tak mu przynajmniej opowiadali nastepnego dnia. Podobno

jechal dobrze, przepisowo a to ze inna strona drogi to nie mialo znaczenia bo o tej

porze i tak nikt normalny nie jezdzi.

Od parkingu do Lodge bylo jakies 30 m pieknego trawiastego dywanu. I to miejsce

DG postanowil wybrac jako pierwsze na swoje spanie.

Na uwage Lynusa, ze lepiej w domu bo w nocy dzika zwierzyna blisko podchodzi,

burknal tylko „ no niech tylko podejda !“ podlozyl sobie reczniczek pod glowe (zeby

mu nikt ostatniej suchej rzeczy nie ukradl) i zasnal tuz przy przednim kole

samochodu.

Noc byla niespokojna , budzil sie wiele razy ale najwazniejsze bylo to ze z kazdym

przebudzeniem dom byl jakby coraz blizej.

Az w koncu o swicie, kiedy kolejne przebudzenie wypadlo na schodach domu,

niczym kon poczul stajnie i galopem wpadl do swojego lozka.

No nie bylo szans aby sie wymeldowac o godzinie 11.

DG „skonsultowal“ wiec swoja opinie i wszyscy jednomyslnie postanowili zostac

jeszcze kilka dni az wytrzezwiejemy.

Po kolejnych 4 dniach, kiedy to DG zupelnie juz starcil nadzieje, ze kiedykolwiek to

nastapi, w przyplywie przeogromnej odwagi , zadecydowal : „ pakujemy sie…

wracamy do Bulawayo“.

Pakowanie nie trwalo dlugo jeszcze tylko sklep i obowiazkowa skrzynka piwa na

droge i wyruszyli.

Jedyne 400 km. A pierwszy bar dopiero po 200.

Zanim jeszcze DG wrzucil 4 na prostej, juz mial dosc i zaczal sie modlic o koniec

podrozy. Udawal jednak dzielnego i w sumie po drugim piwie juz mu przeszlo i

zaczal jechac nawet po slusznej stronie drogi.

Droga przebiegala leniwie, naprawde nie ma co opisywac.

Krajobraz raczej gorzasty to znaczy co chwila wystajaca nie wiadomo skad i po co -

samotna gora, do tego czarna i lsniaca granitem niczym nagrobek.

 

DG jechal ze stala predkoscia i oczami stale wlepionymi w horyzont, bo kazdy

blizszy obraz natychmiast rzucal mu sie na twarz.

Jakies 100 km od startu, droga zaczela sie wznosic mocno do gory aby po

przelamaniu lagodnie ale zdecydowanie opadac w dol (no pewnie ze w dol sie opada !

chociaz po zimbabwanskiej gandzi bywa odwrotnie)

DG postanowil popuscic cugle i autko cudownie nabralo predkosci przekraczajac

niewiarygodny wynik 110 km/h.

Upojeni predkoscia (i nie tylko) wycieczkowicze radosnie suszyli zeby w pedzie

cieplego powietrza. Ach jak cudownie !!! Sielanka.

Z tego wszystkiego cudownego DG juz zaczal nawet przysypiac gdy nagle w oddali

na drodze zobaczyl cos szarego. Na poczatku pomyslal ze to jakas zwierzyna

wypelzla na asfalt tylko dlaczego nie ucieka na dzwiek klaksonu.

Po chwili gdy postanowil jednak zfokusowac swoj wzrok, dostrzegl policjanta

mierzacego do niego na srodku drogi.

„ no nie , nie wyhamuje… za chinskiego“ – i zaczal wymachiwac przez okno rekami

aby tamten zlazl z drogi.

Zupelnie niepotrzebnie, bo jak wiadomo oni maja to we krwi czego my bialasy nie

nauczymy sie nawet gdyby nas czolg kilka razy przejechal.

W wyniku tego wymachiwania rekami auto z podroznymi mocno zwolnilo a

ogromne doswiadczenie DG w kierowaniu pojazdami umozliwilo mu zatrzymanie go

na poboczu jakies 20 cm od rowu i 200m za policjantem.

Teraz najtrudniesza czesc zadania. Trzeba wysiasc z auta i dojsc do policjanta.

O cofaniu samochodem nie bylo mowy, bo to dodatkowe paliwo a benzyne mielismy

obliczona tylko w jednym kierunku.

DG dwa razy sie zastanowil czy aby napewno mu sie chce, czy nie lepiej jednak

jechac dalej ale towarzystwo postanowilo sie wysikac i od dluzszej chwili szukali

klamki w samochodzie.

„no dobra „ – pomyslal – „zanim oni zalatwia sprawe to i ja zalatwie sprawe „

zebral sie wiec w sobie i z usmiechem ropuchy poszedl na spotkanie wladzy.

A wladza w osobach 2 policjantow i jednej policjantki wygrzewala sie w sloneczku

oparta o radiowoz.

„saubona muchacha y muchachos“ – chcial zaimponowac znajomoscia jezykow DG

nie wiadomo czy wlasciwie oni cos zrozumieli poza saubona, ale usmiechali sie

przyjaznie wiec bylo ok.

„dokad tak sie spieszysz ?“ – zaczelo sie przesluchanie

„jak to spiesze ? ledwo sie toto toczy …“ – odpowiedzial DG wskazujac za siebie

reka.

Od tego dynamicznego ruchu zrobilo mu sie troche slabo wiec wsparl sie natychmiast

o maske tuz obok samego szefa druzyny.

„ a skad wiesz ile jechalem ? „ – postanowil zaatakowac DG

„ aaaaaa popatrz tylko …..“ – policjant radosnie wyciagnal suszarke zza plecow.

Na displeju aroganco poblyskiwal wynik 120 km/h .

„ i co ? to twoja predkosc ?“

„tez mi predkosc ?“ – Dg probowal olac sprawe….

„no tak ale tu jest dozwolone 50km/h …. nie widziales znaku ? tam….. za gorka ?“ –

tlumaczyl nie przestajac sie szczerzyc policjant.

DG pomyslal, ze nawet gdyby cos widzial to i tak pewnie by nie dostrzegl, ale to

chyba nie byla najlepsza linia obrony wiec zaczal z innej beczki :

„ 50/h ! w dzikim bushu ! Zwariowales ! z taka predkoscia nie uciekniesz nawet przed

spiacym hipopotamem ! „

Policjant przez dluzsza chwile zastanawial sie nad slowami DG po czy juz mniej

wesolo odparl „ ale tu jest miasto…a w miescie jest 50/h musisz zaplacic mandat a jak

nie to cie zabieramy do sadu“.

  

DG blednym wzrokiem rozejszal sie dookola. Gdzies w oddali pomiedzy krzakami

widac bylo dwie bomy (bushowe domki). Po zatoczeniu kola wzrok DG ponownie

spoczal na oczach policjanta.

Czy on sobie jaja robi ? W Polsce byl ? MISIA sie naogladal ?

„ no…. miasto jest …“ – wymamrotal DG – „ ale znaku o miescie i o limicie pradkosci

nie bylo …..naprawde „

„ znaki rano jeszcze byly , ale sam wiesz jak to jest w Afryce ….“ – ze spokojem

kontyuowal czarny – „ to jak placisz ? czy jedziemy do sadu ?“

Juz na sama mysl o spedzeniu kilkunastu godzin w sadzie po to aby dostac 20$

grzywny DG zrobilo sie slabo.

„ no , dobra ile chcesz ?“ – zapytal szefa

„ no a ile bys zaplacil za to samo u siebie w kraju ?“ – uslyszal pytanie w odpowiedzi

„Coz za brak dobrych manier ! no ale w sumie dosyc inteligentnie“ – pomyslal DG –

(gdyz mandaty w Zimbabwe po przeliczeniu wg kursu czarnorynkowego wynosily od

3 groszy do 3 zl., ale mogly osiagnac nawet 100$ jesli akurat sie turysta trafil)

a poniewaz DG pomimo 2 tygodni pobytu nadal wygladal na turyste a nawet tak

pachnial dzisiaj , wiec dumal dalej :

„Wlasciwie to po cholere ja sie targuje ? a w dodatku coraz bardziej pic sie chce !“

bez wychowania wiec odpowiedzial :

„ dogadamy sie, ide po kase, chcecie piwko ?“

Druzyna oczywiscie nie odmowila i pozbawila nas bezcennych 3 butelek zlocistego

slinodajnego plynu.

Po dojsciu do samochodu DG poprosil wszystkich zeby wyciagali z kieszeni co tam

maja bo mandat bedzie duzy. DG powiedzial wszyscy chociaz mial na mysli tylko

siebie i Jerrego Tar-zana, ale chcial uswiadomic swoim czarnym przyjaciolom ile

bedzie kosztowala ta ich szybka jazda i zeby na nastepny raz zwolnili.

Zanim wycieczka zrobila zrzutke, DG zdazyl wypic piwko i nawodniony opadl bez sil

na fotel.

„Jerry idz ty , ja juz nie dam rady „ – prosil blagalnie DG „ daj mu ta kase i piwo i

wracaj „

Na Jerrym zawsze mozna bylo polegac w trudnych chwilach. Dopil piwo zlapal

azymut i mniej wiecej po prostej osiagnal cel.

Wreczyl policjantowi pieniadze, poczestowal piwkiem i zatoczyl sie zgrabnie

z powrotem.

„ oddales mu cala kase ? „ zapytal DG

„ no …tak… tak jak mowiles „ – tlumaczyl sie belkotliwie Jerry

„cholera , idz i zabierz mu polowe , bo nie bedziemy mieli na piwo po drodze …“

Jerremu nie trzeba bylo 2 razy tlumaczyc, nabral wiatru w podkoszulke i podryfowal

w kierunku uszczesliwionego policjanta , ktory caly czas jeszcze liczyl kase.

W sumie dostal przeciez 3 miesieczna wyplate, o zgrozo, o rozpusto, o tepoto…….!!!!

Bez slowa tlumaczenia Jerry Tar-zan podszedl do policjanta, wyjal mu z rak

pieniadze, zlozyl w jedna kupke, po czym na oko podzielil na 2 czesci i jedna z nich

oddal policjantowi, ze slowami : „ nie bedziemy mieli na piwo po drodze…“

Policjant ze zrozumieniem i wdziecznoscia usmiechnal sie pieknie,

….w koncu i tak byl niezle zarobiony.

No, dobra, troche zbyt dlugi ten postuj wiec jedzmy juz, aby w nastepnej czesci story

dojechac z powrotem do Bylawayo.

 

 

 

 

 

 

devil-bannernew

                                     

Z pieknej Afryki przepojonej cudownymi zapachami i przygodami wracamy niestety do naszej szarej rzeczywistosci, do Polski targanej konfliktem drobiowym (palacowym)  i zasmradzanej palonymi przez stoczniowcow oponami (recycling ala polako)

I przez uchylone okienko telefonu komorkowego zagladamy w sam srodek „zamydlonej opery“ gdzie to artystka byla uprzejma wykonac polaczenie telefoniczne do DG i glosem mocno nadwatlonym wydzieraniem sie na Dyrygenta oznajmila placzliwie :

 „ …jestes podlym czlowiekiem, osiagnales to co chciales, zniszczyles wszystko, nienawidze cie, jestes podlym czlowiekiem… „

w tym miejscu DG slyszac ze jakby tasma sie zaciela postanowil przyjsc z pomoca i wypowiedziec swoje argumenty. Jak zwykle mowil glosem lagodnym, pelnym troski i zmartwienia :

„ powiedz co sie dzieje ? naprawde martwie sie o was …chcialbym wam jakos pomoc, bo beze mnie wasza milosc od 15 lat nie przetrwa…“

i tu uslyszal pustke, znaczy sie artystka przerwala polaczenie bo przestala pojmowac i potrzebowala wiecej czasu na przeanalizowanie 2 zdan.

Nie zdziwilo to specjalnie DG podobnie jak to mialo miejsce 3 miesiace wczesniej, kiedy to artystka zabierajac pod pache z domu DG co tylko dala rade udzwignac, przeprowadzala sie do Paleczkarza znaczy Dyrygenta.

 

Wtedy DG uprzedzal, ze nie latwy czeka ja los i na potwierdzenie swoich przepowiedni opowiedzial jej historyjke katolicka:

„ po smierci Dyrygent/Dyrektor znalazl sie w niebie i od rana do wieczora oddawal sie modlitwom, wyciszeniu, przemysleniom,

jego oczy probowaly bezskutecznie wylapac jekikolwiek szybszy ruch w przestrzeni, jego czule uszka nasluchiwaly na darmo jakichkolwiek odglosow bitowych – nic , zupelnie nic tylko chorki, aniolki i mozart i bach dookola….. i nawet te tance  aniolkow o twarzach przypominajacych „jego“ prima balerine,  jakies takie zamglone jak po zbyt mocnej dawce LSD….

 

niebo-z-balerina 

„ nic tylko k…rwa swietym zaraz zostane“ pomyslal Dyrygent i polewitowal w poszukiwaniu Sw Piotra.

Kiedy go dostrzegl, ich egzystencje sie przeniknely i Dyrygent zapytal:

„ Sw Piotrze, widzialem ze jest tutaj winda do piekla, czy ja moglbym wyskoczyc tam chociaz na jeden dzien…. blagam, musze sprawdzic,

bo tu w niebie czuje sie jakos tak nieswojo , wyskocze, sprawdze i wracam , obiecuje…“

Sw Piotr ( o twarzy marszalka wojewodztwa) zadumal sie nad slowami wykszatalconego czlowieka i odpowiedzial mu po chwili :

„ hmm …. znalazles sie tutaj przypadkiem, bo chcielismy dac ci szanse, ale byc moze jeszcze do tego nie dojrzales…Musisz jednak pamietac, ze jesli zjedziesz do piekla mozesz tego pozalowac… „

„ ale ja tylko na chwile, zaraz wracam … obiecuje, ze nie bede zalowal“

- argumentowal jak dziecko Dyrektor

„Ok“ – machnal lewym skrzydlem zrezygnowany Sw Piotr i ich egzystencje sie rozdzielily.

W Dyrygenta wstapila energia nowa moze nawet supernova ! :)

Jego czlonki nabraly preznosci.

Ostatni raz takie wspaniale uczucie preznosci przezywal na widok „jego“ prima baleriny tanczacej w rytm Czarodziejskiego Fletu „jego“ artystki w Walbrzychu.

Radosnym uniesieniem jednym przeniknieciem znalazl sie przy windzie

i poczul jak zwozi go w czelusci piekielne.

 

imgp1221

 

Na samym dole (a raczej kilka stop pod…) drzwi od windy otworzyl sam krol Lucyfer w stroju kamerdynera. Z usmiecham na gebie przywital goscia i poprowadzil na salony.

Dyrygent drepczac za diablem z lekkim niepokojem zanotowal, ze zapachy raczej nie piekielne panuja. I ten Lucyferek nawet jakis taki mily niemalze gejowaty sie wydawal. Juz juz Dyrygent mial sprawdzic twardosc okolic przyrosniecia ogona diabelka, gdy ten jednym ruchem otworzyl przed nim wrota piekla.

„ O Boy !!!!“ – Dyrygentowi zaparlo dech w martwych plucach,

a zdechniete czlonki wyprezyly sie jeszcze bardziej.

Przyjemne mrowienie przebieglo jego cialo od czubka glowy az po czubek czubka.

Jego  oczkom ukazal sie widok niebianski. Widok, ktory kazdego prawdziwego mezczyzne przyprawia o gesia skorke nie tylko na czlonkach. Widok, ktory na zawsze pozostaje w pamieci, zeby w niewiadomo jakim potem pustym siodmym niebie sie znalazl.

 

Na kobiercach pelnych kwiatow, owocow i warzyw wyciagaly sie rozleniwione, przepiekne, nagie kobiety i chlopcy we wszystkich kolorach teczy. Wszystkie piekne, wszyscy piekni a rysy ich twarzy przypominaly rysy artystki.Nic tylko brac wybierac niczego nie pominac.

Ich wzrok przywital porzadliwie przybysza. Ich niedwuznaczne gesty wkazywaly na oczekiwanie, pragnienie, pozadanie.

Nadwrazliwe uszka Dyrygenta zostaly zalane fala techno bitow wypelniajacych kazda wolna przestrzen na salonach.

Jednym slowem sex, drugs and rock n roll J

Dyrygent nie mogl juz dluzej czekac.

Dal nura miedzy owoce i warzywa i sie zaczelo…………………….

 

piekne-pieklo 

Niedlugo potem sie skonczylo … i czas bylo wracac do nieba.

Dyrygent nasycony, spelniony i przepojony (nawet deczko zmeczony) z pewna ulga poprawial fryzurke z windzie szykujac sie na spotkanie ze Sw Piotrem.

Winda skonczyla swoj bieg i Dyrektor polewitowal w kierunku Piotrusia.

Szlo mu to dosc kulawo. Ciagle zaliczal jakis czarne dziury i potykal o biale karly.  Swiety patrzyl na niego coraz bardziej zasmucony.

„ no jak bylo ?“ – spytal retorycznie

„ no…. ok, moze byc , nic nadzwyczajnego wlasciwie“ – wykrecil sie Dyrygent i mamroczac zdrowaske wylewitowal z grawitacji Apostola.

 

Minal dzien, potem drugi a dookola nic tylko bach i mozart i sama lewitacja na przedawkowanym LSD.

 

„ nie, tak sie dluzej nie da….“ – wkurzal sie monotonia Dyrygent.

Dosyc juz tej nadopiekunczosci, lagodnosci, dbalosci i cholernej milosci aniolow o twarzach „jego“ prima baleriny

„Przenosze sie na stale do piekla. ! „ – zadecydowal dzielnie – „Gdzie jest Swiety ?!“

 

jak wiadomo w niebie nic sie ukryje i Swiety zjawil sie jakby stal wlasnie za „rogiem“ :)

Dyrygent nie czekajac na „kazanie“ glosem pewnym i zdecydowanym oswiadczyl, ze podjal decyzje i ze natychmiast chce wracac do piekla.

„ ale moze jeszcze bys sie zastanowil troche, bo jesli tam ponownie pojedziesz nie bedziesz juz mial powrotu do nieba, zastanow sie prosze…“ – namawial Dyrygenta w swej niezmierzalnej dobroci Sw Piotr.

„ nie ! zdecydowalem i wybralem pieklo“ – postawil sie hardo Dyrygent.

„ dobrze, wiec jedz…ale nie bedziesz mial juz powrotu…pamietaj“- probowal jeszcze ratowac statystyke Swiety.

Dyrygentowi nie trzeba bylo 2 razy powtarzac. Z predkoscia mysli osiagnal winde i nim sam pomyslal juz zjezdzal w dol.

Na samym dole (a nawet kilka stop pod…) drzwi otworzyl sam krol Lucyfer odswietnie przyodziany i jeszcze bardziej rozesmiany.

Zapytal go o cel podrozy i gdy uslyszal, ze ten przybyl juz na stale

przywital go niezwykle ale to niezwykle wylewnie  i wykonawszy piruet na krogulczym paznokciu nakazal Dyrygentowi podazac za soba.

Dyrektor nie spodziewal sie az tak pieknego powitania. Jego serce zabiloby zywiej z dumy z dobrze dokonanego wyboru, gdyby…. zylo.

„no teraz to dopiero bedzie … !“ – usmiechal sie do siebie podazajac za swiszczacym radosnie ogonkiem diabelka.

Patrzac od tylu na plasajacego Lucyfera, Dyrektor zaczal odnosic wrazenie, ze juz gdzies wczesniej widzial ta czaszke zgrabnie zarysowana miedzy uszami, ta muskularna szyje, te muskularne ramiona, zgrabne wciecie w talii (tam gdzie splywa piekny miesien grzbietowy) ale najbardziej znajome byly te ruchy bioder. Pieknych meskich waskich bioder. Waskich ale jakze tanecznych.

Przez jego glowe przebiegla przerazajaca mysl. Ale nim dotarla do osrodka kojarzenia, Lucyfer otworzyl przed nim bramy piekla.

Oczodoly Dyrektora wypelnilo przerazenie.

Przed nim oto otworzyla sie kaznia.

Niemozliwy do wytrzymania smrod palacego sie ciala ( jesli ktos dysponuje chociaz resztkami receptorow wechowych) mieszal sie z przerazajacym wrzaskiem cierpiacych egzystencji.

Glosem drzacym z przerazenia Dyrektor wyszeptal do odwroconego tylem Lucyfera :

„ Stary ! co jest ? bylem tu kilka dni temu i bylo taaaak pieknie…. ?

„ tym wlasnie rozni sie turystyka od emigracji „ – wyrechotal Lucyfer i odwrocil sie.

Dyrektor zamorowalo. Ta rechocaca geba byla twarza Don Giovanniego.

Smiertelnie przerazony Dyrygent……………………..obudzil sie zlany potem.

 pieklo-dg

Byla godzina 23.30.

U jego boku spala smacznie „jego“ artystka.

Namacal wiec z ulga telefon komorkowy i cichaczem przeniosl sie do kuchni.

Wybral czym predzej numer „jego“ prima baleriny majac nadzieje, ze ona jeszcze nie spi i ze pomimo tego, ze zostawial ja dla artystki kilka razy i kilka razy nawyzywal jej od najgorszych i kazal zwracac prezenty  i pieniadze za bilety kiedy do niego podrozowala i ze jesli tego nie zrobi to on zglosi to na policje (deja vu jakies cy cus ?) , ze pomimo tego  wszystkiego ONA odbierze od niego polaczenie….. Dyzio je….den :) .

 

Ale prima balerina akurat popijala piwko rozmawiajac na skype z DG i widzac znienawidzony numer odebrala, gdyz oznaczalo to swiezutenkie niusy prosciutko z serca „piekla“.

 

Dyrektorek, czarujacym glosem swiezo zakochanego faceta  pial do telefonu:

“Witaj, jak to dlugo trzeba bylo czekac by moc powiedziec Tobie dobry wieczor…”

Prima balerina wybuchnela smiechem odkladajac sluchawke i zasugerowala mu w smsie by nie pil az tyle, bo myla mu sie numery telefonow…

Jednakze po chwili  Dyrygent/Dyrektor gnany tesknota zadzwonil ponownie i ponownie slinil sie do sluchawki zyczac milego wieczoru i dobrej nocy.

Nastepnego dnia na prosbe Primy baleriny o wytlumaczenie sie na trzezwo Dyrygent odpisal ( glosu urzywac nie mogl…pewnie z powodu kontroli Artystki) “Kompletne nieporozumienie – przez pomylke nacisnalem zly przycisk – nastapilo polaczenie. Przepraszam. Nie mam Twojego numeru, nie mam zamiaru dzwonic ani przeszkadzac w Twoim zyciu. Nie pisz prosze.”

Pewnie LSD przestalo dzialac… a zaczela dzialac Artystka

 

Pytanie Konkursowe dla Błogo Czytaczy :

Kiedy Dyrygent bierze LSD, a kiedy Artystke ?

Nagroda za prawidlowa odpowiedz :

- mozliwosc pomachania sobie paleczka Dyrygenta…….. do woli :)